Małe miasteczko ukryte w lasach Pensylwanii powoli leczy rany po serii porwań i zabójstw sprzed lat. Mieszkańcy wracają do równowagi: niektórzy się izolują, inni angażują w życie społeczności. Dotyczy to zarówno byłego policjanta Jonaha Lynna (Liev Schreiber), który cierpi w samotności, jak i jego chrzestnej córki, Sagi (Zazie Beetz), która rzuciła się w wir pracy jako agentka FBI. Zarówno oni, jak i reszta mieszkańców, nie jest może szczęśliwa, ale przynajmniej pogodzona z przeszłością.
Tymczasem niespodziewanie pojawia się dziecko, które już dawno zostało uznane za zmarłe. Półślepe, ledwo mówiące i ze śladami licznych traum, trafia do szpitala – policja ponownie otwiera więc akta sprawy porwań sprzed lat. Jonah i Saga rzucają swe dotychczasowe zadania i ruszają tropem porwania. Chłopiec zaginął bowiem wraz z siostrą i bohaterowie zrobią wszystko, by ją odnaleźć.
Zadanie mogłoby się wydawać proste, bo główny winowacja, niejaki Jurek Walter (Stephen Graham), siedzi od lat zamknięty w szpitalu psychiatrycznym dla przestępców. Odpowiedzi są, zdaje się, na wyciągnięcie ręki. Nic jednak bardziej mylnego. Walter milczy jak zaklęty, zresztą nigdy tak naprawdę nie przyznał się do winy. A jednak jakimś cudem zdołał skontaktować się ze swoim tajemniczym wspólnikiem.
Stephen Graham jako Walter z miejsca wpisuje się na listę najbardziej niepokojących serialowych złoczyńców. To zresztą nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, wszak Brytyjczyk jest stworzony do ról zakapiorów ("Zakazane imperium", "Wrogowie publiczni", "Irlandczyk"). Łączy w sobie inteligencję i ukrytą gwałtowność. Sceny w więzieniu, zwłaszcza rozmowy z czystym jak łza Karlem (bardzo dobry Rory Culkin), pełne są nieznośnego napięcia. choćby jeżeli są to tylko błahe pogadanki, widz czuje podskórnie, iż w przypadku Waltera nie ma mowy o niewinności.
Zarówno Zazie Beetz jak i Liev Schreiber też dobrze wchodzą w swoje role – choć daleko im do magnetycznego Grahama. Nie jest to jednak wina aktorów, po prostu ich postacie są "po ludzku" zwykłe, co ciekawie kontrastuje z fałszywą łagodnością Waltera.
Polski tytuł "Ukryte w ciemności" może i nie jest wierny oryginalnemu "Nocturne" (oznaczającego "nokturn" albo "scenę nocną"), ale dobrze oddaje założenia fabuły. Serial łączy wątki z dwóch książek małżeńskiego duetu publikującego pod pseudonimem Lars Kepler: powieści "Łazarz" oraz "Piaskun" z serii o komisarzu Joonie Linnie. Warto zaznaczyć, iż to luźna interpretacja cyklu, a nie wierna adaptacja. Poza kilkoma postaciami oraz niektórymi założeniami produkcja Apple TV daleko odbiega od książkowego oryginału: ze Skandynawii akcja przeniosła się do małego miasteczka w Pensylwanii, inna jest też relacja między Jonahem i Sagą. Z "Piaskuna" zaczerpnięto wątek pracy Sagi w zakładzie, podczas gdy z "Łazarza" pochodzi motyw powrotu jednej z osób uznanych za zaginione.
Połączenie tych dwóch narracji spowodowało, iż serial toczy się dwutorowo i jest przez to znacznie ciekawszy, niż gdyby Saga i Jonah bez przeszkód pracowali razem. Śledztwo Jonaha ma miejsce w przepastnych lasach Pensylwanii i jej licznych poukrywanych zakamarkach, podczas gdy Saga decyduje się na pracę pod przykrywką w tym samym zakładzie, w którym przetrzymywany jest Walter. Wątki dwojga bohaterów raz biegną w zupełnie różne strony, innym razem się przeplatają i w efekcie widz nie wie, kto jest bliżej rozwiązania. Z uwagi na charakter pracy Sagi postacie mają też bardzo ograniczone możliwości kontaktu, co wymusza na nich pomysłowość i niezależność.
Problem z obiegiem informacji pomiędzy dwojgiem kluczowych śledczych to interesujący zabieg jak na serial kryminalny. gwałtownie okazuje się bowiem, iż oczywiste odpowiedzi wcale nie muszą być zgodne z prawdą. Fakt, iż zarówno Saga, jak i Jonah są emocjonalnie zaangażowani w sprawę (oboje stracili bliskich w trakcie poprzedniego śledztwa, poza tym zależy im na sobie nawzajem) i przez to mogą dokonać złej oceny sytuacji, dodatkowo podkręca stawkę.
Bohaterowie nie są idealnymi kandydatami na poszukiwanie wspólnika Waltera, ale są jedynymi na miejscu. Dlatego z jednej strony drażnią nas ich pomyłki i emocjonalne zachowania, z drugiej zaś czynią tę dwójkę więcej niż tylko typowymi genialnymi detektywami. "Ukryte w ciemności" nie jest po prostu opowieścią o sprawie porwań i makabrycznych zabójstw, ale też o traumie zwalczanej dzięki gniewu i smutku. Rezultaty są opłakane. Ta historia nie ma prawa się dobrze zakończyć…
Tymczasem niespodziewanie pojawia się dziecko, które już dawno zostało uznane za zmarłe. Półślepe, ledwo mówiące i ze śladami licznych traum, trafia do szpitala – policja ponownie otwiera więc akta sprawy porwań sprzed lat. Jonah i Saga rzucają swe dotychczasowe zadania i ruszają tropem porwania. Chłopiec zaginął bowiem wraz z siostrą i bohaterowie zrobią wszystko, by ją odnaleźć.
Zadanie mogłoby się wydawać proste, bo główny winowacja, niejaki Jurek Walter (Stephen Graham), siedzi od lat zamknięty w szpitalu psychiatrycznym dla przestępców. Odpowiedzi są, zdaje się, na wyciągnięcie ręki. Nic jednak bardziej mylnego. Walter milczy jak zaklęty, zresztą nigdy tak naprawdę nie przyznał się do winy. A jednak jakimś cudem zdołał skontaktować się ze swoim tajemniczym wspólnikiem.
Stephen Graham jako Walter z miejsca wpisuje się na listę najbardziej niepokojących serialowych złoczyńców. To zresztą nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, wszak Brytyjczyk jest stworzony do ról zakapiorów ("Zakazane imperium", "Wrogowie publiczni", "Irlandczyk"). Łączy w sobie inteligencję i ukrytą gwałtowność. Sceny w więzieniu, zwłaszcza rozmowy z czystym jak łza Karlem (bardzo dobry Rory Culkin), pełne są nieznośnego napięcia. choćby jeżeli są to tylko błahe pogadanki, widz czuje podskórnie, iż w przypadku Waltera nie ma mowy o niewinności.
Zarówno Zazie Beetz jak i Liev Schreiber też dobrze wchodzą w swoje role – choć daleko im do magnetycznego Grahama. Nie jest to jednak wina aktorów, po prostu ich postacie są "po ludzku" zwykłe, co ciekawie kontrastuje z fałszywą łagodnością Waltera.
Polski tytuł "Ukryte w ciemności" może i nie jest wierny oryginalnemu "Nocturne" (oznaczającego "nokturn" albo "scenę nocną"), ale dobrze oddaje założenia fabuły. Serial łączy wątki z dwóch książek małżeńskiego duetu publikującego pod pseudonimem Lars Kepler: powieści "Łazarz" oraz "Piaskun" z serii o komisarzu Joonie Linnie. Warto zaznaczyć, iż to luźna interpretacja cyklu, a nie wierna adaptacja. Poza kilkoma postaciami oraz niektórymi założeniami produkcja Apple TV daleko odbiega od książkowego oryginału: ze Skandynawii akcja przeniosła się do małego miasteczka w Pensylwanii, inna jest też relacja między Jonahem i Sagą. Z "Piaskuna" zaczerpnięto wątek pracy Sagi w zakładzie, podczas gdy z "Łazarza" pochodzi motyw powrotu jednej z osób uznanych za zaginione.
Połączenie tych dwóch narracji spowodowało, iż serial toczy się dwutorowo i jest przez to znacznie ciekawszy, niż gdyby Saga i Jonah bez przeszkód pracowali razem. Śledztwo Jonaha ma miejsce w przepastnych lasach Pensylwanii i jej licznych poukrywanych zakamarkach, podczas gdy Saga decyduje się na pracę pod przykrywką w tym samym zakładzie, w którym przetrzymywany jest Walter. Wątki dwojga bohaterów raz biegną w zupełnie różne strony, innym razem się przeplatają i w efekcie widz nie wie, kto jest bliżej rozwiązania. Z uwagi na charakter pracy Sagi postacie mają też bardzo ograniczone możliwości kontaktu, co wymusza na nich pomysłowość i niezależność.
Problem z obiegiem informacji pomiędzy dwojgiem kluczowych śledczych to interesujący zabieg jak na serial kryminalny. gwałtownie okazuje się bowiem, iż oczywiste odpowiedzi wcale nie muszą być zgodne z prawdą. Fakt, iż zarówno Saga, jak i Jonah są emocjonalnie zaangażowani w sprawę (oboje stracili bliskich w trakcie poprzedniego śledztwa, poza tym zależy im na sobie nawzajem) i przez to mogą dokonać złej oceny sytuacji, dodatkowo podkręca stawkę.
Bohaterowie nie są idealnymi kandydatami na poszukiwanie wspólnika Waltera, ale są jedynymi na miejscu. Dlatego z jednej strony drażnią nas ich pomyłki i emocjonalne zachowania, z drugiej zaś czynią tę dwójkę więcej niż tylko typowymi genialnymi detektywami. "Ukryte w ciemności" nie jest po prostu opowieścią o sprawie porwań i makabrycznych zabójstw, ale też o traumie zwalczanej dzięki gniewu i smutku. Rezultaty są opłakane. Ta historia nie ma prawa się dobrze zakończyć…







