Upadek czy odbudowa

wojciechmajkowski.wordpress.com 3 dni temu
Zdjęcie: Milton Ha


Upadek czy odbudowa

Poszedł raz Polak do Muzeum
Narodowego, co w Warszawie.
Fakt, był już kiedyś, ale w liceum
i nic już nie pamiętał. Prawie.

Chodzi i zwiedza, i podziwia.
Aż w końcu doszedł do „Stańczyka”
„Matejko?” Proszę, przysiąc bym miał,
że to Wyspiański, albo Styka…”

Popatrzył Stańczyk na rodaka,
skrzywił się trochę, powstał z krzesła.
„Pan mi wyglądasz na buraka.
Nie znać autora, toż to klęska”.

I już miał zrobić jemu wykład,
z malarstwa, rzecz to oczywista,
ale się przyjrzał… „Rzecz niezwykła!
To przecież poseł. Znam go, z pyska!”.

I w swym zdziwieniu trwał przez chwilę,
po czym otrzeźwiał i zawołał:
„Oj wykształcenie ci niemiłe!
Powszechna, tu się kłania, szkoła!”

„Jakże to, przecież ja mam dyplom.
Mam embieja po Humanum”.
Stańczyk popatrzył i się wypiął.
„To przecież szkoła dla tumanów”.

„A na dodatek – rzekł mu Stańczyk –
już choćby w nazwie jest Collegium,
więc dla kolegów, jak się patrzy,
i w tym jest całe rzeczy odium”.

„W Polsce, gdzie spojrzysz, kolesiostwo.
Trzeba mieć plecy, znajomości.
Wtedy zagrywać możesz ostro.
Nieważne są umiejętności”.

„Weźmiesz posadę lub dotację.
Kredyt ci dadzą bez pytania.
Taką tu mamy demokrację.
Dla swoich wszystko, bez gadania”.

Tu Stańczyk się zasępił srodze.
Opadł na krzesło, znieruchomiał.
„Rzeczpospolita już w pożodze”.
– A demokracja? – „Ta na przemiał”.

Patrzy się poseł wzrokiem tępym.
Nic nie rozumie. Obraz gada?
Polska, jak postaw sukna. W strzępy.
A ten się dziwi. Myśli składa.

Aż podszedł chłopiec, lat dwanaście.
Stanął, popatrzył i skwitował:
„Pan w brudnych butach? A gdzie kapcie?!”
– i poseł cały spurpurowiał.

Nie, nie zrozumiał tej uwagi.
Wszak po Collegium był, Humanum.
Nadzieja w młodych, gdy król nagi,
Nie ma co stawiać na tumanów.

Stańczyk wie dobrze, dziejów spadek
będzie nam ciążył niczym kamień.
Trzeba powstrzymać ten upadek.
Nadzieją – młodzi. Lekcją – pamięć.

I z taką myślą Stańczyk zasnął.
Poseł niepyszny wyszedł z sali.
A młody człowiek ruszył w miasto,
a za nim ludzie, tak jak stali.

Wystarczy czasem jeden impuls.
jedna osoba, jedno hasło,
by poczuć nieodparty przymus
aby coś zmienić, ruszyć miasto.

Kiedy go spotkasz, na swej drodze,
nie przegap chwili i nie zaśpij.
Rzeczpospolitą, po pożodze,
czas odbudować. Tym się zajmij.

Miała być noworoczna szopka,
miało być śmiesznie i na czasie.
a mnie, jak zwykle smutek spotkał…
Wyszło poważnie, bo… „nie da się”.

Bydgoszcz, 30 stycznia 2025 r.,

© Wojciech Majkowski

Milton Ha
Idź do oryginalnego materiału