Apple TV ma dla was nowy serial kryminalny, w którym furorę robi gwiazdor nagradzanego „Dojrzewania”. Sprawdźcie, czy warto oglądać „Ukryte w ciemności”
Stare telewizyjne przysłowie mówi, iż seryjnych morderców na małym ekranie nigdy za wielu. jeżeli pod rzeczonym stwierdzeniem podpsujecie się obiema rękami, to najnowsza propozycja od Apple TV powinna przykuć waszą uwagę. Mowa tu o mrocznym kryminale „Nocturne”, który – nie wiedzieć czemu – w polskiej ofercie przemianowano na „Ukryte w ciemności„. Czy warto oglądać?
Ukryte w ciemności – o czym jest serial Apple TV?
10-odcinkowa produkcja (widziałem przedpremierowo siedem z nich) została oparta na motywach dwóch powieści wchodzących w skład bestsellerowego cyklu o komisarzu Joonie Linnie powołanego do życia przez szwedzki duet pisarski znany szerzej jako Lars Kepler. Wybierając dwa spośród jedenastu dotychczasowych tekstów filmowcy z Johnem Hlavinem („Strzelec”) i Rowanem Joffé („Gwiazda szeryfa”) doskonale wiedzieli, co robili.
„Ukryte w ciemności” (Fot. Apple TV)Powieści „Piaskun” i „Łazarz” łączy bowiem postać upiornego i bezwzględnego seryjnego mordercy – i to właśnie on stanowi centralny punkt zagrożenia serialu „Ukryte w ciemności”. Zwie się on Jurek Walter, a gra go absolutnie wspaniały Stephen Graham („Dojrzewanie”). Problem w tym, iż gdy intryga serialu rusza z kopyta, nasz główny złol siedzi w szczelnie zamkniętej celi szpitalu psychiatrycznego.
Wszystko zaczyna się w momencie, gdy odnaleziony zostaje młody chłopak. Filadelfijska policja (akcję książek przeniesiono ze Szwecji na wschodnie wybrzeże USA) powiązała jego zaginięcie z Jurkiem Walterem, ale ten uparcie przyznaje, iż nie miał z tym nic wspólnego. Miał czy nie miał, fakty są takie, iż w zamknięciu wciąż przebywa siostra biedaczka i służby chcą zrobić wszystko, by ją odnaleźć.
Ukryte w ciemności, czyli mroczny kryminał Apple TV
Były glina, Jonah Lynn (tak właśnie po amerykańsku brzmi nazwisko Joona Linna) o facjacie Lieva Schreibera („Ray Donovan”) tymczasowo zawiesza emeryturę i współpracuje z FBI, by wpaść na pomysł, jak dotrzeć do Waltera. Narracja serialu od początku podsuwa widzowi sugestię, iż może być nim pielęgniarz/opiekun Karl (Rory Culkin, „Rój”) – ma on wyjątkowo łagodne usposobienie względem osadzonych i predyspozycje, by być zmanipulowanym.
„Ukryte w ciemności” (Fot. Apple TV)Pech chciał, iż ekspertem w manipulowaniu biednych duszyczek jest (najwyraźniej pozbawiony jej) Jurek Walter. Otwierająca scena serialu ukazuje go nam w towarzystwie innego – oddzielonego jedynie cienką ścianą – więźnia, który po kilku słodkich słówkach szepniętych do ucha przez kanalizację bierze szybki rozpęd i rozbija sobie głowę o jeden z czterech kątów karceru. Policja ma twardy orzech do zgryzienia.
W tym momencie z pomocą fabule „Ukrytych w ciemności” przychodzi Saga (Zazie Beetz, „Atlanta”), bliska Jonahowi policjantka wyspecjalizowana w pracy pod przykrywką. Pierwsze odcinki (na start zobaczycie dwa z nich) podpowiadają, iż jej rola w tej makabrycznej historii będzie kluczowa. Na przestrzeni kolejnych przekonacie się, czy psychologiczna gra będzie warta świeczki. Wiecie już bowiem, iż kontakt z Jurkiem grozi utratą zmysłów.
Zresztą to właśnie na działaniu na zmysły widzów Hlavin i Joffé oparli klimat serialu Apple TV. Od początku panuje w nim złowieszcza atmosfera rodem z „Detektywa” czy „Mindhuntera„, a poczucie niepokoju rośnie wprost proporcjonalnie do rozwoju fabuły. Na przestrzeni odcinków Waltera odwiedzamy coraz częściej, ale w miarę pojawiania się odpowiedzi, rosną pytania, jak poradzić sobie z nim. I tym kimś na wolności.
Ukryte w ciemności – czy warto oglądać serial Apple TV?
Serial nieźle radzi sobie z tworzeniem mrocznego klimatu, w którym górę biorą niepewność i lęk widza. Mimo iż koniec końców twisty okazują się rozczarowujące i mało kreatywne, fabuła robi całkiem spory pożytek z faktu posiadania Stephena Grahama w roli kolejnego ekranowego psychopaty. Jego Jurek Walter to jednak zupełnie inna para kaloszy niż ktoś pokroju Ala Capone’a z „Zakazanego imperium”.
„Ukryte w ciemności” (Fot. Apple TV)W miejsce niekontrolowanycyh wybuchów gniewu dostajemy chłód i przenikliwy wzrok à la Hannibal Lecter. Zamiast nierzadkich dla tego aktora tyrad mamy charakterystycznie wyciszony i podwyższony głos z wisienką na torcie w postaci upiornego chichotu pozornie niewinnego zwyrodnialca. To postać ciekawa, w dużym stopniu definiowana przez fizyczność Grahama. W słabszych momentach to właśnie Brytyjczyk niesie serial na swych imponujących barkach.
Fabuła „Ukrytych w ciemności” to nic odkrywczego; pod wieloma względami narracyjny brat bliźniak fenomenalnego „Czarnego ptaka” sprzed czterech lat, który nie radzi sobie z głębią psychologiczną równie dobrze jak nagradzany przebój Dennisa Lehane’a. Brakuje jej przede wszystkim w nakreśleniu motywacji poszczególnych bohaterów – kiedy Jurek robi, co chce z Karlem, widz dostaje o wiele za mało informacji, by bezwiednie uwierzyć w to, co widzi.
Niemniej, serial Apple TV potrafi zaangażować i sprawić, iż ponury ton pensylwańskiej prowincji działa niczym porządny skandynawski noir, do którego z ochotą wraca się co weekend. To zupełnie przyzwoita produkcja na jesienne wieczory dla wielbicieli opowieści z seryjnymi mordercami w tle. Przez kilka kolejnych tygodni Stephen Graham może śnić wam się po nocach, a to zawsze wartość dodana.











