- Gdy przyjechałem do Polski, nie znałem kompletnie języka, dosłownie trzy słowa - powiedział Eugeniusz Diaczkow, pochodzący z Ukrainy dziennikarz kanału Wydarzenia 24. Nad Wisłę przyjechał jako 16-latek. Dziś jest jednym z najmłodszych prezenterów informacyjnych w kraju. W rozmowie w Radiem dla Ciebie opowiadał o 24 lutego 2022 roku i o tym, iż wdzięczność to nie tylko słowa, ale i liczby.
Ukraiński prezenter Wydarzeń 24. "Gdy przyjechałem, znałem trzy słowa"

Eugeniusz Diaczkow do Polski przyjechał w październiku 2016 roku. Miał 16 lat. Poszedł do polskiego liceum, później rozpoczął studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Dziś mówi po polsku niemal bez akcentu.
- Zawsze prosiłem moją wychowawczynię, żeby ze mną rozmawiała. Taki naturalny sposób, jest najlepszy na nauczenie się języka - stwierdził.
Eugeniusz Diaczkow. Przez aktorstwo do dziennikarstwa
Wyjazd z Ukrainy poprzedziły wydarzenia 2014 roku: rosyjskie prowokacje na wschodnich terenach kraju i aneksja Krymu. Jego mama, aktorka i dyrektorka teatru, zgodziła się, by wyjechał. - Jest bardzo otwarta na świat. Powiedziała, iż muszę próbować, muszę zdobywać własne doświadczenie - wspominał.
ZOBACZ: Sukces kanału Wydarzenia 24 na TikToku. Pierwszy milion obserwujących
Diaczkow karierę zaczynał od aktorstwa, ale przełomem był 2022 rok. Po wybuchu pełnoskalowej wojny dołączył do radia w Krakowie, a dziś pracuje w Grupie Polsat Plus i Polskim Radiu dla Ukrainy.
W Wydarzeniach 24 prezentuje informacje, często relacjonuje widzom to, czym żyje internet, zwracając uwagę na zagrożenie dezinformacją. - Rosja prowadzi wojnę hybrydową także w sieci. Ona ma nas skłócić - zaznaczył.
"Synu, zaczęła się wojna"
24 lutego 2022 roku, czyli dzień rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę pamięta dokładnie. - Zadzwoniła mama i powiedziała "synu, zaczęła się wojna". Nie da się opisać tych emocji, ten czas bardzo odbił się na moim zdrowiu - podkreślił.
Polsat NewsJego rodzina mieszka w Pawłohradzie, około 80 kilometrów od Pokrowska, gdzie toczą się jedne z najcięższych walk. - Często nie mają prądu, wody, ogrzewania - dodał dziennikarz.
ZOBACZ: Grupa Polsat-Interia zwyciężyła w 2025 roku w internecie
W pierwszych tygodniach wojny Diaczkow angażował się w pomoc uchodźcom na dworcu głównym w Krakowie. - Siedziałem nocami i dniami z resztą wolontariuszy. To jest koszmar, tego nie da się opisać słowami. Pamiętam to poczucie, iż coś się skończyło, iż tamto życie przed wojną już nigdy nie wróci - opisywał.
Podkreślił również ogromny zryw serca Polaków, którzy "zdali i przez cały czas zdają egzamin z człowieczeństwa". Zaapelował też o jedność, o nie pogłębianie podziałów społecznych.
"To jest właśnie nasza wdzięczność"
Mówił również o tym, jak Ukraińcy odwdzięczają się za otrzymane wsparcie, m.in. dokładając do polskiego budżetu dziesiątki miliardów złotych.
- To jest właśnie nasza wdzięczność. Nie da się osobiście podziękować każdemu w trzydziestoparomilionowym kraju. Przecież zawsze wszyscy mówią, iż czyny są ważne, a nie słowa. To są właśnie nasze czyny, nasza wdzięczność - podkreślił.
ZOBACZ: Darek Stolarz i dziennikarze Polsatu zakasali rękawy. W szczytnym celu
Diaczkow przyznał, iż Polska stała się jego drugą ojczyzną. - Jestem tu prawie 10 lat. Pracuję, rozwijam się, tu jest moja codzienność – powiedział.
Podkreśli jednak, iż nie ma dnia, by nie myślał o wojnie. Rozmawia z rodziną kilka razy dziennie, śledzi alarmy i ataki. - Tego nie da się wyłączyć - przyznał.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni











