Udział w każdym projekcie artystycznym to dla mnie forma wyzwania

tygodnikprogram.com 2 godzin temu

Mateusz Banasiuk – aktor filmowy, telewizyjny i teatralny. Absolwent Akademii Teatralnej w Warszawie na wydziale aktorskim. Rozpoznawalność przyniosły mu role w serialach: „Pierwsza miłość”, „Barwy szczęścia” i „Na Wspólnej”. Ogromną popularność zyskał grając Dawida, policyjnego informatora w kibicowskim półświatku, w kultowym filmie „Furioza”. Prywatnie jest partnerem aktorki Magdaleny Boczarskiej, z którą ma syna, Henryka. Z artystą rozmawiamy przy okazji wizyty w Stanach Zjednoczonych ze spektaklem „Rodzinne rewolucje” w reżyserii Wojciecha Malajkata.

Czy od wczesnych lat młodzieńczych wiedziałeś, iż będziesz zdawał do szkoły aktorskiej? Pochodzisz z rodziny o artystycznych tradycjach. Twój tata – Stanisław Banasiuk również jest aktorem.

MB: Pomysłów na to, co będę robił po maturze było sporo. Miałem ogromne szczęście, iż żyłem w Warszawie i rodzice zachęcali mnie do uczestnictwa w wielu zajęciach pozaszkolnych. I tak też się działo. Pamiętam, iż kiedyś tata zabrał mnie na zajęcia w grupie musicalowej. Grupę tę prowadzili fantastyczni profesjonaliści: aktorzy, muzycy, kabareciarze. Poczułem się tam bardzo dobrze i postanowiłem zostać na dłużej. Po ukończeniu liceum myślałem, iż może zostanę dyplomatą albo dziennikarzem. Może muzykiem, bo kocham grać na perkusji. Zastanawiałem się czy nie zostać architektem tak, jak mój dziadek. Ostatecznie jednak zdecydowałem się zdawać do szkoły aktorskiej. I była to bardzo dobra decyzja.

Jak było w szkole aktorskiej? Czy wspominasz ją z sentymentem, czy może wiążą się z nią jakieś nieprzyjemne doświadczenia. Tyle się o tym teraz słyszy.

MB: Wspominam jak najpiękniej. Trafiłem na cudownych artystów, ciepłych ludzi, którzy oddali mnóstwo serca swoim studentom. Był to dla mnie czas absolutnie wyjątkowy i niezapomniany. Czułem, iż jestem pod specjalnym parasolem ochronnym. Akademia Teatralna była przestrzenią, w której bardzo dobrze się czułem. Miałem wspaniałych przyjaciół. Otaczały mnie wielkie pokłady życzliwości. Moi wykładowcy chcieli, żebym się rozwijał. Do dziś jestem im bardzo wdzięczny.

Powiedziałeś kiedyś, iż aktorów najbardziej szufladkują seriale. Czy nie boisz się tego zjawiska? Przecież popularność zdobyłeś grając w „Pierwszej miłości”, „Na Wspólnej” czy w „Barwach szczęścia”.

MB: Już mi to chyba nie grozi, ponieważ w swojej karierze aktorskiej mam bardzo różnorodny dorobek. Grałem w komediach romantycznych, filmach sensacyjnych, wojennych, serialach i kryminałach. Wcielałem się w postaci narkomanów, oficerów kontrwywiadu, bandytów i policjantów. Za każdym razem staram się wymykać z tej szuflady i myślę, iż mi się to udaje.

Czy fantastyczna rola Dawida w kultowym już filmie „Furioza” stanowiła taką cezurę po wszystkich rolach serialowych? Jak długo musiałeś się do niej przygotowywać i czy było ciężko?

MB: Przygotowania do tej roli były żmudne i czasochłonne. Wymagały ogromnego zaangażowania dlatego, iż zależało mi, aby mocno przebudować swoją sylwetkę. Pamiętajmy, iż kiedy zostałem obsadzony, byłem bardzo szczupły i żeby wyglądać wiarygodnie stojąc u boku Mateusza Damięckiego i innych kolegów, musiałem się mocno postarać. Poza tym musiałem też nauczyć się walczyć. Co prawda w swoim życiu uprawiałem różne sporty, ale ze sztukami walki nie miałem zbyt wiele do czynienia. Oprócz przygotowań swojego ciała do roli, nie można zapominać, iż było to również bardzo trudne zadanie aktorskie. Jak widać, udało się. Film ma do dziś wielu wiernych fanów, którzy widzieli go wielokrotnie i znają mnóstwo tekstów scenariusza na pamięć.

Chciałabym chwilę porozmawiać o roli muzyki w Twoim życiu. Od lat grasz na perkusji. Zaśpiewałeś wspólnie z Reni Jusis piosenkę Joe Dassina „Et si tu n’existais pas”. Wystąpiłeś również w teledysku do tego nagrania, gdzie, powiem szczerze, zarówno gra aktorska jak i Twój głos zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Czy masz jakieś kolejne plany artystyczne związane z muzyką?

MB: Zabawne, iż o to pytasz, bo właśnie jestem w studiu nagraniowym. Znalazłem się tu totalnie przez przypadek. Spotkałem dziś mojego przyjaciela, który jest muzykiem związanym ze środowiskiem hip-hopowców i raperów. Zaprosił mnie do studia nagraniowego, gdzie wraz z grupą przyjaciół nagrywa nowy singiel. Pojechaliśmy tam, w studiu stała perkusja i ktoś zaproponował, żebym z nimi zagrał. I tak się stało. Połączyła nas nieprawdopodobna energia i już mamy dalsze, wspólne plany. jeżeli chodzi o Reni Jusis, to nie wiem dlaczego, ale wymarzyła sobie, iż to ja mam wziąć udział w tym projekcie. Było to dla mnie bardzo miłe, bo ogromnie cenię ją jako artystkę. Co prawda byłem pełen obaw i niepokoju, ponieważ musiałem zaśpiewać po francusku, a nie znam tego języka i dodatkowo jeszcze zatańczyć z nią w teledysku. Wydaje mi się, iż wypadło to wiarygodnie; zarówno w formie jak i treści.

A sport? Czy jest równie istotny w Twoim życiu? Przeczytałam, iż wygrywasz Mistrzostwa Polski Aktorów w pływaniu, jeździsz na rowerze, brałeś udział w zawodach Ninja Warrior Polska.

MB: Aktywność sportowa towarzyszy mi od najmłodszych lat. Chciałem kiedyś trenować karate, ale to nie wyszło, bo trafiłem na niezbyt dobrego nauczyciela i jego postawa mnie zniechęciła. Natomiast uprawiam mnóstwo innych sportów, trudno mi choćby wymienić taki, którego nie spróbowałem. Uwielbiam to, sport jest ze mną każdego dnia. Jestem bardzo aktywny: jeżdżę na rowerze, gram w tenisa, pływam. Jeżdżę również na rolkach, zimą na snowboardzie. To bardzo istotny element mojego życia.

Obejrzałam w Internecie taki filmik, w którym pokazujesz przedmioty, bez których nie możesz żyć. Zauważyłam, iż lubisz otaczać się pięknymi rzeczami. Czy mogę Cię w związku z tym nazwać „gadżeciarzem”?

MB: Jak się dłużej nad tym zastanowię, to może coś w tym jest. Lubię przedmioty zrobione manualnie. Podziwiam precyzję wykonania instrumentów muzycznych. Bardzo doceniam połączenia rzemiosła z technologią. Zwracam uwagę na formę. Potrafię stać i patrzeć przez 10 minut na rower w sklepie. Moim ulubionym gadżetem jest zegarek, który zawsze mam na ręku. Oczywiście noszę ze sobą telefon i okulary słoneczne.

Wystąpiłeś w wielu popularnych programach rozrywkowych, na przykład w „Tańcu z Gwiazdami”, „Twoja twarz brzmi znajomo”, „Mask Singer” czy „Ninja Warrior Polska”. Czy to jest forma dobrej zabawy, czy jednak kreacji aktorskiej? Czy przysparza Ci popularności, a może uczestniczysz w tych projektach z powodów finansowych?

MB: Oprócz wszystkiego, co wymieniałaś i z czym się zgadzam, dołożyłbym jeszcze jeden element. A mianowicie jest to forma wyzwania. Pominęłaś ten aspekt, a myślę, iż dla mnie jest to najważniejsze w podejmowaniu decyzji dotyczących udziału w tego typu formatach. Z tych wszystkich projektów najmilej wspominam „Taniec z Gwiazdami”, w którym wystąpiłem w 2014 roku docierając do ćwierćfinałów. Parę tygodni temu byłem bardzo szczęśliwy, mogąc ponownie zatańczyć tango z moją partnerką życiową, Magdaleną Boczarską, w specjalnym odcinku rodzinnym. Na parkiecie wspierał nas tancerz Jacek Jeschke.

Czy grając w przedstawieniu „Rodzinne rewolucje”, z którym jeździcie po całej Polsce, a w tej chwili przylatujecie do Stanów Zjednoczonych nie masz wrażenia, iż jesteś gościem w domu?

MB: To tylko pozory. w tej chwili tak poukładałem sobie życie, iż jest to jedyne przedstawienie teatralne, w którym gram. W ciągu miesiąca są to zaledwie dwa trzydniowe wyjazdy. Lubię je bardzo z kilku powodów. Po pierwsze gramy niebanalną, błyskotliwą komedię. Jest to sztuka wyreżyserowana przez Wojciecha Malajkata, którego od lat cenię i podziwiam. Ważnym aspektem jest dla mnie również towarzystwo, bo spędzamy ze sobą mnóstwo czasu w podróży. Praktycznie cały czas jesteśmy razem. Tu obsada jest doborowa, wszyscy bardzo się lubimy – a to już co najmniej połowa sukcesu. pozostało jedna istotna rzecz. jeżeli gramy poza Warszawą, to czuję, iż dla naszej publiczności jest to wielkie święto. Wszyscy od początku są bardzo zainteresowani, głodni sztuki; chcą się śmiać, dobrze bawić. To fantastyczne uczucie być od razu tak mile przywitanym.

Na koniec zapytam, czy dla nowoczesnego chłopaka z Warszawy jakim jesteś, Nowy Jork to miasto, którego atmosferę uwielbiasz i mógłbyś tu zamieszkać, czy Twoje miejsce na ziemi jest gdzie indziej?

MB: Nie chciałbym rozczarować Polonii amerykańskiej, ale wydaje mi się, iż życie w Polsce jest super i nie chciałbym mieszkać nigdzie indziej. Uwielbiam podróżować, Nowy Jork jest fantastyczny i podziwiam ludzi, którzy byli na tyle odważni, iż zdecydowali się zamieszkać w innym kraju. Moje miejsce jest jednak na Powiślu w Warszawie i tam mi się dobrze żyje.

Bardzo dziękuję za ciekawą rozmowę.

Z Mateuszem Banasiukiem rozmawiała Ella Wojczak, Polish Theatre Institute in the USA

Idź do oryginalnego materiału