Udana reanimacja

filmweb.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: plakat


Recenzja odcinków 1-4 sezonu 10.

Moda na ekranowe powroty trwa, zarówno w kinie, jak i w telewizji. Tylko w ostatnich latach doczekaliśmy się choćby nowych części "Soku z żuka" i "Gladiatora", a na mały ekran trafiły m.in. kolejne odsłony "Seksu w wielkim mieście" i "Dextera". To nie koniec, wszak już realizowane są zdjęcia do rebootu "Słonecznego patrolu", a lada chwila wróci "Zwariowany świat Malcolma". W trend ten wpisało się także "Scrubs", sitcom funkcjonujący u nas jako "Hoży doktorzy".

  • Disney
  • Darko Sikman

Zacznijmy od tego, iż w zasadzie nie jest to pierwszy powrót produkcji sygnowanej nazwiskiem Billa Lawrence’a. Po rzekomo finałowym ósmym sezonie błyskawicznie nakręcono bowiem kontynuację, choć sam Lawrence chciał, by dziewiąty sezon traktować raczej jak autonomiczną produkcję poświęconą stażystom. Fani znaleźli jeszcze inne rozwiązanie: przez 17 lat udawali, iż po ósmym sezonie w ogóle nie kontynuowano tej historii i iż zakończyła się ona wzruszającą wizją przyszłości J.D. Co ciekawe, z tego samego założenia wyszli prawdopodobnie twórcy nowych odcinków (Lawrence wrócił na stanowisku producenta), którzy ignorują w nich to, co zostało opowiedziane w okresie dziewiątym. Wystarczy wspomnieć, iż szpital Świętego Serca – tam już nieistniejący – w nowych odcinkach stoi i ma się dobrze. To właśnie w nim zjawia się J.D. (Zach Braff) w pierwszym odcinku i otrzymuje od doktora Coxa (John C. McGinley) zaskakującą propozycję. Jego dawny mentor oferuje mu nie tylko stały powrót do załogi szpitala, ale także stanowisko ordynatora. Jak nietrudno się domyślić, J.D. zgadza się na podjęcie pracy, a my mamy okazję zobaczyć go w nowej roli.

  • Disney
  • Darko Sikman

Choć zmieniło się stanowisko głównego bohatera, po kilku dostępnych do recenzji odcinkach można stwierdzić, iż sam serial trzyma ducha oryginału. W zasadzie nie czuć, iż od finału 8. sezonu minęły prawie dwie dekady. Scenarzyści przez cały czas bezproblemowo mieszają komedię (humor nie odbiega od tego znanego z poprzednich sezonów – jeżeli nie przekonywał Was wcześniej, tu będzie podobnie) z ujmującymi, refleksyjnymi momentami. To zawsze było siłą "Scrubs". W nowych odcinkach twórcy mają zresztą niemałe pole do popisu. Zestawiając młodsze pokolenie stażystów ze starszymi lekarzami, mogą podkreślić, jakie zmiany zaszły przez 25 lat (bo tyle minęło od premiery pierwszego sezonu). I nie chodzi tylko o rozwój technologii i social mediów czy dostęp do informacji, ale także o inną wrażliwość w społeczeństwie. Do tego dochodzi wypalenie zawodowe, o którym w poruszającym monologu mówi jeden z bohaterów.

Doktor Cox, którego znakiem charakterystycznym zawsze były tyrady udzielane innym bohaterom, nieszczególnie odnajduje się w nowej rzeczywistości, co także skłania go do decyzji o przekazaniu stanowiska. Jeszcze przed premierą było wiadomo, iż John C. McGinley nie będzie w stałej obsadzie serialu, a zaliczy jedynie gościnny występ w kilku odcinkach. Trzeba przyznać, iż jego brak jest nieco odczuwalny, choć w pierwszym odcinku otrzymujemy swoiste "the best of" tej postaci, wliczając w to jedną ze wspomnianych tyrad oraz ukazanie jego sentymentalnej strony. Na ten moment tyle musi wystarczyć. Zresztą spośród klasycznej obsady tylko J.D., Turk i Elliot są postaciami, które na ekranie pojawiają się regularnie (a powracający do tych ról Zach Braff, Donald Faison i Sarah Chalke grają tak, jakby nigdy nie zeszli z planu). Od czasu do czasu pojawiają się także Carla i Todd, a w przyszłości mamy zobaczyć Jordan i woźnego, ale to już gościnne występy. O doktorze Kelso (niestety) ani słychu.

  • Disney
  • Darko Sikman

J.D. to przez cały czas marzyciel, który pragnie docenienia i chce dla wszystkich jak najlepiej. Rola ordynatora konfrontuje go jednak z rzeczywistością i uświadamia, iż nie da się wszystkich uszczęśliwić (szczególnie gdy w grę wchodzi ograniczony budżet). To on staje się mentorem nowych stażystów, którzy są skądinąd całkiem udanymi, wzbudzającymi sympatię postaciami. Choć z pozoru definiują ich pojedyncze cechy, scenarzyści w kolejnych odcinkach ukazują ich różne oblicza w interakcjach z pacjentami i sobą nawzajem (a także z J.D.). Bardziej przerysowana jest stojąca na czele HR bohaterka grana przez Vanessę Bayer, choć daje aktorce wykorzystać jej naturalny komediowy talent.

  • Disney
  • Darko Sikman

"Scrubs" wraca w momencie, gdy wśród seriali medycznych króluje "The Pitt", produkcja o zupełnie innym kalibrze, uderzająca realizmem i intensywnością. Przy perypetiach zespołu doktora Robinavitcha, "Hoży doktorzy" jawią się jako lekka opowieść o relacjach międzyludzkich z medycyną w tle. I oczywiście nie jest to wada – a może choćby dobre uzupełnienie produkcji HBO Max? "Scrubs" zawsze było dla mnie prawdziwym "comfort show", a oglądając nowe odcinki, znów poczułem się jak lata temu, gdy śmiałem się, wzruszałem i odkrywałem świetne piosenki użyte do montaży z zakończeń epizodów. Udany powrót, który nie próbuje być czymś, czym nigdy nie był. "Scrubs" znów bawi, wzrusza i trafia w punkt tam, gdzie trzeba. Po kilku odcinkach chcę więcej.
Idź do oryginalnego materiału