Barbara Kowalewska: Jest pani etnolożką i zajmuje się badaniem i popularyzowaniem lokalnej kultury Wielkopolski. Kto lub co wpłynęło na taki wybór kierunku? Jaki wpływ miała prababcia Marianna?
Anna Weronika Brzezińska: Etnologia pojawiła się dopiero na jakimś etapie mojego życia, ale zaczęło się od zainteresowania strojami ludowymi już we wczesnym dzieciństwie. Jako osoba dorosła chciałam mieć swoje ubranie w stylu „etno”, związane z miejscem pochodzenia moich przodków. Część z nich pochodziła z Wielkopolski, a część z Pomorza. Postanowiłam sięgnąć do historii rodziny, której członkowie byli mieszkańcami miasteczek i miast.
Duży wpływ na to miały opowieści mojego dziadka Romana, syna Marianny, a także lektura wiejskich pamiętników, spopularyzowana ostatnio przez książki Joanny Kuciel-Frydryszak „Chłopki: opowieść o naszych babkach” oraz „Służące do wszystkiego”.
BK: Popularyzuje pani wiedzę o wiejskim stroju poznańskim noszonym przez prababcię Mariannę. W ramach stypendium ma pani przygotować wystawę „Pelasie i ich wiejski strój poznański. Opowieść o dawnych służących”. Wyjaśnijmy termin: mamy strój „wiejski”, ale za chwilę „poznański”. W takim razie jest on miejski czy wiejski?
AWB: Ta nazwa została wymyślona przez etnografkę dr Zofię Grodecką, która odróżniła tym samym strój bamberski od poznańskiego. „Wiejski” dlatego, iż jego nosicielki pochodziły z okalających Poznań wsi.

fot. Karol Szymkowiak
Były to dziewczęta, dziewuchy, kobiety z okolicznych wiosek, które dzisiaj są dzielnicami Poznania: Górczyna, Jeżyc czy Wildy. Gdy Poznań się rozrastał, włączano je do miasta, powstawały kamienice mieszczan, którzy potrzebowali pomocy w codziennych pracach i szukali służby.
Służące pochodziły z najbliższych kręgów, ale czasem z Obornik, Kościana, a choćby Wolsztyna. Mogła to być dla nich konieczność życiowa (miasto dawało lepszy zarobek) albo nie chciały już dalej żyć na wsi i poszukiwały innego stylu życia. Dotyczyło to zresztą także chłopców.
Dziewczęta trafiały w niszę – panny były albo pomocami dochodzącymi, albo mieszkały w kamienicznych służbówkach. Często zarządzały całym domem, ciężko pracując, różnie zresztą traktowane – niektóre bardzo źle. Ale były także takie, które zostawały członkiniami rodziny, wychowując dzieci, a potem wnuki i dożywając swych dni w domu chlebodawców. Przez lata żyły w Poznaniu, identyfikowały się poprzez strój, stąd zatem przymiotnik „poznański”.
BK: Wystawa będzie opowieścią o stroju poznańskim czy o czymś więcej?
AWB: Strój jest pretekstem do opowieści, chociaż jest o tyle istotny, iż został zapomniany w naszym krajobrazie. Wiejski strój poznański zanikł wraz ze śmiercią ostatnich jego użytkowniczek w latach 80. XX wieku. To były kobiety, które zaczynały pracę w latach 20. i 30. ubiegłego wieku. Po II wojnie światowej elementy tego stroju zakładały jeszcze na uroczystości kościelne.

fot. Karol Szymkowiak
Na przygotowywanej wystawie strój będzie więc pretekstem do opowiadania o tym, kim były te dziewczyny. Z książki Grodeckiej wyłowiłam informacje, iż to one stworzyły ów fenomen, pamiętając o swoim pochodzeniu. Był po to, by nie zapomnieć, skąd przyszły, i by odróżnić się od Bamberek.
Chcę na wystawie przedstawić indywidualne losy kilku służących. W tym celu objechałam przed 1 listopada kilka poznańskich cmentarzy, zostawiając kartki na grobach tych, których nazwiska zanotowała dr Grodecka. Kilka osób się odezwało, nie wszyscy mieli jakąś wiedzę o swoich przodkiniach, ale niektórzy obiecali się spotkać, by o nich opowiedzieć. Ich losy mówią wiele o historii Poznania. W naszym mieście mocno zaznaczyła się ta grupa zawodowa, która wytworzyła własny, niepowtarzalny strój.
BK: Oprócz pracy naukowej zajmuje się pani również rękodziełem. Czy postać prababci Marianny także w tej sferze ma duże znaczenie? I jakiego rodzaju to jest rękodzieło?
AWB: To była tradycja pochodząca od babci z Pomorza, która była synową Marianny. Umiała szydełkować, dziać na drutach, a ja lubiłam wykonywać takie prace manualne już od podstawówki. W sposób naturalny połączyło się to z moim kierunkiem studiów.
Najpierw było to Pomorze, a w którymś momencie pojawiła się Wielkopolska. Na studiach interesowałam się tematyką strojów. Łatwiej je badać, gdy się wie, jak to się tka, szyje, wykonuje konkretny rodzaj koronki czy haftu. W ten sposób to, co mnie pasjonuje prywatnie, połączyło się z pracą zawodową.
Moja historia rodzinna i warsztat naukowy splotły się w jedno, gdy szyłam strój inspirowany ubiorem prababci Marianny.
Podczas prac nad rekonstrukcją uczyłam się konstrukcji ubioru w poznańskiej Akademii Rzemiosła „Żółta Szpilka”. Moje działania zainspirowały także Kicińskie Koło Gospodyń Wiejskich, które uszyło swoje własne kryziki. Inspirowały się zdjęciami przodkiń, które nosiły się „po wiejsku”. To piękny przykład dyskretnego manifestowania swojej tożsamości lokalnej, ale i upamiętnienie poprzedniczek.
BK: W jaki sposób bycie etnolożką wpływa na tworzenie rękodzieła?
AWB: Wpływa w sposób zdecydowany, bo mam wiedzę, jak i w jakich archiwach szukać starych wzorów rękodzieła. Jako naukowczyni łatwiej mi także wystąpić o kwerendę, np. do muzeów. Na pewno niebagatelny wpływ na rozwój moich badań w tym kierunku ma Sekcja Stroju Ludowego działająca przy Zarządzie Głównym Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego.
Działamy od 2012 roku i w tej chwili zrzeszamy w swoich szeregach chyba wszystkie osoby z terenu Polski, które zawodowo zajmują się tematyką strojów ludowych i rękodzieła.
Kiedy potrzebuję jakiejś informacji, piszę lub dzwonię do koleżanki. Pomaga również internet. Dzięki naszemu poznańskiemu projektowi CYRYL trafiłam jakiś czas temu na zdjęcia z procesji Bożego Ciała z czasów tuż po II wojnie światowej, na Łazarzu. Na fotografii widać cztery panie ubrane właśnie w wiejski strój poznański. Jak tylko w repozytorium pojawia się coś nowego, sprawdzam, czy to dla mnie interesujące. Potrafię dotrzeć do źródeł i dzielę się tą wiedzą z kobietami kontynuującymi tradycyjne rękodzieło.
BK: Gdzie i kiedy będzie można zobaczyć wystawę?

fot. Karol Szymkowiak
AWB: Wystawa będzie gotowa pod koniec roku i zaprezentuję ją w Kicinie, we współpracy ze wspominanym już Kicińskim Kołem Gospodyń Wiejskich.
Będzie można zobaczyć zarówno archiwalne fotografie, jak i współczesne. Dodatkowo wernisaż ma być okazją do spotkania tych osób, którym zależy na poznawaniu i utrwalaniu lokalnych historii.
Myślę też o przygotowaniu podczas niego jakiejś prelekcji, ale temat ma być niespodzianką. O poczęstunek zadbają kicińskie gospodynie. Wystawa będzie planszowa, możliwa później do bezpłatnego wypożyczenia – już się pojawili pierwsi zainteresowani, co mnie bardzo cieszy. Nie przypuszczałam, iż temat wiejskiego stroju poznańskiego i jego użytkowniczek spotka się z tak dużym zainteresowaniem i ciepłym przyjęciem.
Anna Weronika Brzezińska – etnolożka, instruktorka rękodzieła artystycznego, badaczka i popularyzatorka dziedzictwa kulturowego Wielkopolski. Zawodowo związana z Instytutem Antropologii i Etnologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Prezeska Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. Członkini Stowarzyszenia Wikimedia Polska, aktywna wikipedystka. Współredaktorka Cyfrowego Archiwum im. Józefa Burszty. Ukończyła Małopolski Uniwersytet Ludowy we Wzdowie, uzyskując tytuł instruktorki rękodzieła artystycznego (2002), oraz studia podyplomowe z zakresu marketingu kultury na Uniwersytecie Warszawskim (2012). Prowadzi konto na Instagramie: @wiejski_stroj_poznanski.




