U progu tego lata: Opowieść o Danie, bibliotekarce z małego polskiego miasta, która po wygranej w wojewódzkim konkursie zawodowym wyjeżdża na opłacone dwutygodniowe wakacje nad Bałtyk, gdzie niespodziewanie ratuje tonącego nastolatka, spotyka jego ojca Antoniego – również z jej rodzinnego miasta – i odkrywa, iż jeszcze może ją spotkać prawdziwa miłość, mimo iż trzydziestka już za pasem, praca jest mało płatna, a dotąd życie upływało jej bez większych przygód.

newskey24.com 1 tydzień temu

Na skraju tego lata

Pracując w bibliotece miejskiej w Gdańsku, życie uznawałem za monotonne. Coraz mniej osób przychodziło do biblioteki, większość z nich szukała wiedzy w internecie. Przestawiałem od czasu do czasu książki na regałach, strzepywałem kurz z ich opraw. Jedyną prawdziwą zaletą tego stanowiska była możliwość przeczytania niezliczonej ilości książek od romansów, przez filozofię, aż po literaturę faktu. Jednak zbliżając się do trzydziestki, doszedłem do wniosku, iż życie prywatne jakoś mnie ominęło.

Mam już swoje lata, czas pomyśleć o rodzinie, a przecież nie wyróżniam się z tłumu urodą, zarabiam grosze. Nigdy szczególnie nie myślałem o zmianie pracy odpowiadało mi to, co mam. Do biblioteki zaglądali zwykle studenci, czasem uczniowie i od święta starsze osoby.

Któregoś dnia wziąłem udział w konkursie dla pracowników kultury na szczeblu wojewódzkim bez specjalnych oczekiwań. Jakimś cudem udało mi się zdobyć główną nagrodę: dwutygodniowy pobyt nad Bałtykiem, wszystko opłacone.

Super, koniecznie pojadę! powiedziałem radośnie do mamy i przyjaciela. Za moją pensję na dłuższy wyjazd nie miałbym co liczyć, los się do mnie uśmiechnął.

Lato dobiegało końca. Szedłem piaszczystą plażą w Sopocie, prawie pustą, gdyż większość wczasowiczów chowała się dziś w knajpkach; morze wyjątkowo mocno falowało. Byłem tu od trzech dni i zapragnąłem samotnego spaceru, chciałem pomyśleć, pomarzyć.

Nagle zauważyłem, jak fala ściągnęła z molo młodego chłopaka prosto do morza. Nie zastanawiając się długo, rzuciłem się do pomocy na szczęście pechowiec był dość blisko brzegu. Może nie należałem do wybitnych pływaków, ale w wodzie radziłem sobie nie najgorzej od dzieciaka.

Fale pomagały mi dociągnąć chłopaka za kołnierz do płycizny, choć potem znów próbowały nas poderwać z powrotem. Ostatecznie, stojąc już prawie po pas na dnie, miałem tylko jedną myśl: byle się utrzymać na nogach. Udało się.

Patrzyłem na chłopaka przemokniętego do suchej nitki i zdziwiłem się.

To przecież nastolatek, najwyżej czternaście lat, za to wysoki i postawny, choćby ode mnie dłuższy pomyślałem, po czym zapytałem: Czemu akurat w taką pogodę pchałeś się do wody?

A chłopak, dziękując cicho, lekko chwiejąc się, oddalił się w stronę parku. Wzruszyłem ramionami i ruszyłem w swoją stronę. Następnego ranka obudziłem się w hotelu z uśmiechem. Pogoda tym razem dopisała, słońce zalewało niebo. Morze, błękitne i spokojniejsze niż wczoraj, zdawało się przepraszać za wybryki.

Po śniadaniu rozłożyłem się na plaży, wykorzystując pogodę do odpoczynku. Wieczorem postanowiłem pospacerować po parku tam akurat trafiłem na strzelnicę. W liceum byłem niezłym strzelcem. Pierwszy strzał chybiłem, drugi okazał się celny.

Zobacz synu, tak się trafia do tarczy! usłyszałem za plecami mężczyznę. Odwróciłem się i… poznałem wczorajszego rozbitka.

Na twarzy chłopaka przez moment pojawił się strach, ale ja dałem mu znać spojrzeniem, iż jego tajemnica jest u mnie bezpieczna. Obok stał wysoki, postawny facet, który zaraz się przedstawił:

Proszę, pokaże pan coś więcej? uśmiechnął się życzliwie. Ja i mój syn, Jędrek, niezbyt dobrzy z nas strzelcy…

Zaraz po strzelnicy poszliśmy razem na lody i kawę, później na diabelski młyn. Początkowo myślałem, iż dołączy do nich matka Jędrka, ale rozmawiali ze mną swobodnie, nie wyglądało, jakby na kogoś czekali.

Ojciec chłopaka, pan Artur, okazał się świetnym rozmówcą, błyskotliwym i interesującym. Z każdą chwilą podobał mi się coraz bardziej.

Pan tu odpoczywa od dawna?

Pierwszy tydzień, jeszcze mam kilka dni w zapasie.

Skąd pan jest, jeżeli można spytać?

Zbieg okoliczności okazało się, iż jesteśmy z tego samego miasta Gdańska. Roześmialiśmy się wszyscy jednocześnie.

Ot, los w tym samym mieście los nie złączył dróg, a nad morzem proszę bardzo zażartował Artur z błyskiem w oku.

Jędrek, już rozluźniony, aktywnie uczestniczył w rozmowie. Najwyraźniej zrozumiał, iż nie zamierzam nikomu zdradzać naszych wczorajszych przygód. Rozstaliśmy się pod samą noc Artur z synem odprowadzili mnie pod hotel, umawiając się na spotkanie nazajutrz.

Rano pojawiłem się pierwszy na plaży. Moi nowi znajomi się spóźniali niemal godzinę.

Dzień dobry, usłyszałem znajomy głos. Przepraszamy, naprawdę! usprawiedliwiał się Artur. Proszę mi wierzyć, zwyczajnie zaspałem, zapomniałem nastawić budzik.

Tata, idę popływać! rzucił Jędrek i pobiegł do wody.

Stój, przecież nie umiesz pływać! krzyknąłem nagle.

Kto? zdziwił się Artur. Jędrek pływa znakomicie, choćby startuje w szkolnych zawodach.

Zdziwiłem się być może jednak wczoraj tylko mi się wydawało, iż chłopak nie umie pływać…

Następne dni naszego pobytu były jak z bajki. Codziennie spotykaliśmy się na plaży, późnym wieczorem rozstawaliśmy po wspólnych wycieczkach. Chciałem kiedyś porozmawiać z Jędrkiem na osobności, czułem, iż coś tam siedzi w chłopaku. On i ojciec mieszkali w sąsiednim hotelu.

Okazja się nadarzyła pewnego razu na plażę przyszedł sam Jędrek.

Dzień dobry, tata dziś chory, gorączka, wyjaśnił. A ja poprosiłem o pozwolenie… Powiedziałem, iż pan na pewno mnie przypilnuje tu uśmiechnął się przepraszająco. Przepraszam, ale naprawdę nie chciałem wysiedzieć w pokoju.

Daj mi numer do taty, zadzwonię poprosiłem.

Po chwili Artur odebrał.

Dzień dobry, może nie taki dobry, bo rozłożyła mnie temperatura, westchnął. Proszę mi pilnować łobuziaka, obiecał słuchać pana w stu procentach…

Nie ma sprawy, spokojnie wracaj do zdrowia, zaopiekuję się chłopakiem. A jak poczujesz się lepiej, to odwiedzimy cię, obiecałem.

Po wyjściu z wody Jędrek rozłożył się na leżaku obok mnie i powiedział niespodziewanie:

Wie pan, jest pan prawdziwym przyjacielem.

Skąd ten wniosek?

Dziękuję, iż nie powiedział pan ojcu o tamtym zdarzeniu… Naprawdę wtedy zmyła mnie fala z mola i trochę spanikowałem.

Daruj sobie, odparłem z uśmiechem. Chwilę milczeliśmy. Jędrek, a gdzie twoja mama? Czemu jesteście tu sami?

Chłopak zamyślił się, zastanawiając się, czy warto się zwierzać. Po chwili jednak opowiedział najwidoczniej uznał się za dorosłego.

Artur wyjeżdżał czasem w delegacje ze swojej pracy. Syn zostawał z żoną, Martą. Rodzina uchodziła za przykładną i zgodną, ale tylko pozornie. Wina spadła na Martę.

Artur mówił kiedyś do żony:

Słuchaj, wysyłają mnie na szkolenie do Warszawy na trzy tygodnie. Po powrocie mam obiecane awans, szef już o tym wspominał. Zarobki będą znacznie wyższe…

Żonie wyraźnie było wszystko jedno. Po dwóch dniach Marta zapowiedziała:

Synku, dziś przyjdą do nas goście: kolega z pracy, Tomek, ze swoją córką Kingą. Musimy popracować nad projektem, a ty zajmij się jej towarzystwem, dobrze? Jest ciut starsza od ciebie.

Kinga była już ukształtowaną dziewczyną, żywą, natychmiast wyciągnęła Jędrka na miasto.

Chodźmy do parku, porobiliśmy coś fajnego… zaproponowała.

Marta wsunęła synowi dwieście złotych do ręki.

Zabawcie się, powinieneś zaprosić dziewczynę na lody, dodała z uśmiechem, co chłopaka zaskoczyło, bo nieczęsto dostawał tyle na własne wydatki.

Trzy tygodnie zleciały szybko. Kinga była ciekawa, bardziej doświadczona, choć Jędrek miał już prawie czternaście lat i był wyrośniętym chłopakiem. Przed przyjazdem taty, usłyszał:

Dobrze, iż twój tata wraca, bo męczy mnie ciągłe prowadzenie cię po mieście. Z ojcem twoim mam umowę miałam cię wyciągać na spacery, gdy nasi rodzice… mają swoje sprawy. Moi już dawno po rozwodzie, choć ciągle dzielą mieszkanie.

Zrobiło mu się przykro nie podobało mu się to gadanie. Trochę wierzył, trochę nie, ale sytuacja w ich domu rzeczywiście była napięta. Moja mama zaczęła źle traktować ojca, wszystko rozbijało się o drobiazgi. Pewnego wieczoru wracając do domu z treningu był świadkiem kłótni:

Tak, zdradzam cię. I co mi zrobisz? warknęła matka.

Nic, odparł ojciec. Złożę pozew o rozwód. Syn zostaje ze mną i chyba i tak ci nie zależy…

Bardzo proszę, rzuciła matka. Ja mam już nową rodzinę.

Jędrek uciekł do swojego pokoju, słysząc spór do końca zza drzwi. Matka dodała:

Od dawna jestem z Tomkiem, a ty niczego się nie domyśliłeś. Jutro się wyprowadzam.

Kolejnego dnia Jędrek długo nie wstawał z łóżka. Wiedział, iż matka się pakuje, ojciec udawał, iż pracuje na laptopie. Decyzji już nie trzeba było podejmować wybrał ojca. Zamknęły się drzwi za matką.

Artur próbował wszystko tłumaczyć synowi, ale chłopak powiedział:

Tato, nie musisz. Wszystko wiem, sam chciałem ci powiedzieć. Kocham cię i nam będzie lepiej tylko we dwóch.

Ty to jednak jesteś już dorosły pogłaskał go po głowie. Chcesz, możesz utrzymywać kontakt z mamą, nie mam nic przeciwko temu.

Ale Jędrek na razie wcale nie miał ochoty. Po plaży poszliśmy razem do Artura, po drodze kupując świeże owoce. Artur znów żartował, obiecał następnego dnia dołączyć do nas na plaży.

Po kilku dniach nadszedł czas wyjazdu Artura i Jędrka do Gdańska. Ja miałem jeszcze dwa dni urlopu. Lato dobiegało końca. Na progu tego lata się pożegnaliśmy. Artur obiecał odebrać mnie z lotniska, a Jędrek posyłał mi szeroki uśmiech na pożegnanie.

Nie snułem żadnych planów. Po prostu kąpałem się w szczęściu, czytając raz po raz czułe wiadomości od Artura. niedługo przeprowadziłem się do nich. Wydawało się, iż to właśnie Jędrek cieszy się najbardziej miał tatę, przyjaciela i mnie.

W tym wszystkim zrozumiałem, iż życie potrafi zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Czasem trzeba dać się porwać fali losu, by znaleźć ludzi, z którymi można budować coś nowego.

Idź do oryginalnego materiału