Tytani. Mroczna królowa. Tom 3 – recenzja komiksu

popkulturowcy.pl 4 godzin temu

Przygoda Toma Taylora z jedną z najważniejszych drużyn DC właśnie dobiegła końca. Tytani wraz z trzecim tomem doszli do finału swoich przygód. Jak poradzono sobie z zakończeniem perypetii tej grupy młodych bohaterów?

Po wydarzeniach ze Świata Bestii, status quo drużyny uległo sporej zmianie. Pozycja, w jakiej się znajdują uległa znacznemu pogorszeniu. Publika ufa im też znacznie mniej niż przed kataklizmem, za który został obarczony Beast Boy. Drużyna nie jest też zupełnie świadoma, iż mroczna strona Raven mogła nie zostać zamknięta w kamieniu. Jak się okaże, jest ona bliżej ich niż im się zdaje.

Pomimo tego, iż Tytani są moją ulubioną drużyną ze świata DC, nie do końca przepadam za tą serią. W momencie kiedy scenarzysta powinien zacząć powoli budować relacje i wątki, rzucony został wielki event, w którym na takie elementy nie było za dużo miejsca. Ten tom częściowo naprawia te problemy, ale jest na to trochę za późno.

Relacja Raven i Beast Boya, szczególnie ważna fabularnie dla tej serii, nie jest dla mnie zbyt przekonująca. Przez dłuższą część miałem wrażenie, iż miłość pomiędzy tymi bohaterami służy wyłącznie jako mechanizm posuwający fabułę do przodu i iż pojawiła się z uwagi na to, jak często postacie te są ze sobą łączone przez fanów. Ciągle słyszymy od obu stron pompatyczne teksty o tym, jak im na sobie zależy, ale nie czuć między nimi żadnej chemii.

Cały wątek tytułowej Mrocznej Królowej okazał się być lepszy niż się na początku wydawało. Pomimo tego, iż zapowiadało się to na klasyczne starcie między bohaterem a jego złą wersją, poprowadzono go w trochę inne rejony. Dzięki temu zakończenie było całkiem satysfakcjonujące. Mógłbym ponarzekać na to, iż użyto tu Trigona, który jest po Deathstroke’u najbardziej nadużywanym antagonistą drużyny. Nie był on jednak aż tak istotny, a jego pojawienie się w trzecim akcie historii zrobiło całkiem niezłe wrażenie.

Podczas czytania odniosłem też wrażenie, iż Tom Taylor pozwolił sobie na trochę więcej luzu niż w poprzednich tomach. Są tutaj momenty zawierające jego rozpoznawalny, delikatnie slapstickowy, ale mimo wszystko całkiem zabawny, humor. Jest to coś, czego naprawdę brakowało do tej pory. Tytani powinni moim zdaniem mieć trochę więcej luzu niż typowa drużyna superbohaterów i w końcu to dostałem.

Trzeci tom Tytanów przyniósł całkiem niezłe zwieńczenie sagi tej drużyny. Nie jest ono na pewno idealne – jest tutaj sporo elementów, które przeszkadzają podczas czytania. Uważam jednak, iż to najlepsza odsłona tej serii. Jedyne co nam zostało to obserwować to, co czeka na te postacie na dalszym etapie uniwersum.


Fot. główna: Egmont

Idź do oryginalnego materiału