Grzegorz Halama schudł 27 kilogramów
Historia Grzegorza Halamy (56 l.) pokazuje, iż droga do zdrowia rzadko bywa prosta i oczywista. Kabareciarz schudł aż 27 kilogramów, ale – jak sam przyznaje – nie wystarczyły klasyczne zalecenia dotyczące diety i ruchu. – Kalorie kaloriami, ale hormony są ważniejsze – podkreślał w programie Dzień dobry TVN. Przełomem okazało się zdiagnozowanie insulinooporności oraz zmiana sposobu odżywiania. Halama przez lata zmagał się z przewlekłym zmęczeniem, obniżonym nastrojem i bólem stawów. – Przez szereg lat czułem się bardzo źle, rozpadałem się. Dopiero eliminacja niektórych produktów i przejście na dietę ketogeniczną przyniosły wyraźną poprawę zdrowia i samopoczucia. Podobne doświadczenia ma aktor Robert Kudelski (51 l.), który zwraca uwagę na psychologiczne aspekty walki z otyłością. – To nie jest kwestia zajadania i siedzenia na kanapie – zaznaczył, dodając, iż mimo aktywności fizycznej zmagał się z dużymi wahaniami wagi. W jego przypadku kluczowa okazała się praca nad świadomością problemu oraz wsparcie.
Kasprzykowski nie kryje wdzięczności
Szczupłą sylwetką pochwalił się też Bartek Kasprzykowski (49 l.), który w niecały rok zrzucił ponad 20 kilogramów i dziś nie ukrywa dumy. Jeszcze niedawno dodatkowe kilogramy dawały mu się we znaki nie tylko prywatnie, ale i zawodowo. – Utrudniało mu to życie i pracę – mówiła w programie Pytanie na śniadanie jego żona Tamara Arciuch (51 l.). Przełom przyszedł wraz z diagnozą ADHD. To właśnie wtedy aktor postanowił zawalczyć o siebie. – Zmiana jest możliwa. Długi czas myślałem, iż nie, a w końcu coś kliknęło w głowie i zacząłem zmieniać nawyki – wyznał. Kasprzykowski nie ma wątpliwości, komu zawdzięcza sukces. – Żona mnie karmi cudownie! Arciuch rzeczywiście odegrała kluczową rolę – gotuje zdrowo, wspiera i motywuje. – Jestem domową kucharką. Ale na kuchni się nie kończy. Para razem trenuje i pilnuje nowych nawyków. – Jestem na maksa z niego dumna. Co ważne, aktor podkreśla, iż obyło się bez drastycznych metod. – Bez zastrzyków, bez tortur.
Osobne kołdry, wspólne łóżko
Dwie kołdry, jedno łóżko – brzmi jak drobiazg, a dla wielu par okazuje się przełomem. Coraz popularniejsze „spanie po skandynawsku” przestaje być ciekawostką z północy Europy, a zaczyna funkcjonować jako recepta na lepszy sen i spokojniejsze relacje. O tej metodzie zrobiło się głośno za sprawą byłej gimnastyczki artystycznej, Marioli Bojarskiej-Ferenc (65 l.), która w programie Halo tu Polsat przyznała wprost: – My z mężem mamy dwie kołdry. W jej przypadku to nie tylko kwestia wygody, ale element większej filozofii związku, w którym – jak podkreśla – bliskość nie wyklucza indywidualnych potrzeb. Bo właśnie o potrzeby tutaj chodzi. Sen, choć wspólny, jest doświadczeniem bardzo osobistym. Jedni marzną, inni się przegrzewają. Jedni śpią nieruchomo, inni wędrują po całym materacu. W efekcie wspólna kołdra często staje się nocnym polem bitwy. Model skandynawski ten problem rozbraja. Dwie osobne kołdry oznaczają brak walki o przykrycie, mniej wybudzeń i większy komfort termiczny. Co ważne – bez rezygnowania z bliskości. Para przez cały czas śpi obok siebie, może się przytulić, porozmawiać przed snem, a jednocześnie nie zakłóca wzajemnie swojego odpoczynku.
Odszedł do innej kobiety
Za ekranowym uśmiechem Katarzyny Łaniewskiej (†87 l.) kryła się historia, która mogłaby posłużyć za scenariusz dramatycznego filmu – czytamy na portalu WP Kobieta. Choć widzowie pokochali ją jako ciepłą babcię z „Kogla-mogla” i niezastąpioną Józefinę z „Plebanii”, jej życie prywatne naznaczone było bólem zdrady i trudnymi wyborami. Pierwszą wielką miłością aktorki był Ignacy Gogolewski. Poznali się jeszcze w szkole teatralnej, połączyła ich pasja i młodzieńcze uczucie. gwałtownie wzięli ślub, doczekali się córki i przez lata uchodzili za zgodną parę. Jednak po dekadzie ich małżeństwo rozpadło się w dramatycznych okolicznościach. Mistrz odszedł do innej kobiety – i to nie byle jakiej. Jego wybranką była Irena Dziedzic, legenda telewizji, znana w całej Polsce. Co najbardziej bolesne – mieszkała tuż obok. – Mój małżonek zainteresował się inną osobą, zresztą w tym samym domu – wspominała po latach Łaniewska, dodając z goryczą, iż „spadł z piątego piętra na pierwsze”. Choć zdrada była ciosem, nie zamknęła się na miłość. Los uśmiechnął się do niej niespodziewanie – przypadkowe spotkanie na ulicy doprowadziło ją do Andrzeja Błaszczaka. Ich relacja okazała się zupełnie inna – spokojna i oparta na przyjaźni. Małżeństwo przetrwało aż 34 lata. – Dojrzała miłość ma większe szanse na przetrwanie – mówiła. Katarzyna Łaniewska odeszła 7 grudnia 2020 roku.
Linda miał wystąpić w głośnym filmie
Wirtualna Polska napisała, iż to mogła być jego rola życia i przepustka do wielkiej, międzynarodowej kariery. Bogusław Linda (73 l.) miał szansę stanąć na planie obok samej Meryl Streep (77 l.) – jednej z największych gwiazd Hollywood. Wszystko jednak rozbiło się o brutalną rzeczywistość PRL i kulisy działania Służby Bezpieczeństwa. Na początku lat 80. Linda grał u największych reżyserów, ale jego filmy często trafiały na półki cenzury. – W ciągu sześciu lat zrobiłem trzynaście filmów i żaden nie wszedł normalnie do kin – wspominał po latach. Choć publiczność go nie widziała, środowisko dobrze wiedziało, iż rośnie nowa gwiazda. Nic więc dziwnego, iż zainteresowali się nim twórcy z zagranicy. Pojawiła się propozycja udziału w głośnym filmie „Wybór Zofii”. Linda miał zagrać u boku Streep. Jak jednak sam przyznawał, ostrzegano go, iż produkcja może zostać odebrana jako antypolska. Ostatecznie więc zrezygnował. To nie był koniec jego zagranicznych szans. Kolejna okazja pojawiła się przy filmie „Miłość w Niemczech” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Tym razem jednak na drodze stanęły sprawy znacznie poważniejsze niż artystyczne decyzje. Problemem okazał się paszport i możliwość wyjazdu. Jak opisywał Linda w książce „Zły chłopiec”, usłyszał propozycję nie do przyjęcia: – Powiedzieli, iż dadzą paszport i pieniądze, ale mam kablować. Donosić. Aktor nie miał wątpliwości. Odmówił.
















