"Tulsa King" zaczyna 4. sezon od wstrząsu, a co dalej? Sprawdziliśmy, czy warto oglądać – recenzja

serialowa.pl 1 godzina temu

Mistrzowskiej formuły podobno nie należy zmieniać i chyba właśnie z takiego założenia wyszli twórcy serialu „Tulsa King”, który właśnie powrócił na ekrany z 4. sezonem. Czy zatem wciąż warto oglądać serial z Sylvestrem Stallone’em?

„Jeszcze raz to samo poproszę”. Tak w uproszczeniu można byłoby podsumować to, jak wygląda 4. sezon serialu „Tulsa King” – kolejnego hitu w portfolio Taylora Sheridana (który dziś tej produkcji daje już głównie nazwisko). Serial, który w Polsce dostępny jest na platformie SkyShowtime – jak zresztą wszystkie inne tytuły tego twórcy – nie zmienia formuły, która uczyniła go tak popularnym, choć nowy sezon zaczyna się od prawdziwego trzęsienia ziemi.

Tulsa King sezon 4 – trzęsienie ziemi na początek

Unikając spoilerów – z tego i kolejnych odcinków, a widziałem przedpremierowo cały sezon – powiem tylko, iż Dwighta (Sylvester Stallone) spotyka osobista tragedia, która będzie miała wpływ również na jego biznes. Główny bohater oczywiście już dawno temu posiadł umiejętność adaptowania się do okoliczności, ale tym razem nie przyjdzie mu to łatwo. Czy jednak chęć prywatnej wendetty i wymierzenia sprawiedliwości nie przyćmi mu rozsądku i nie sprowadzi na niego jeszcze więcej kłopotów?

„Tulsa King” (Fot. Paramount+)

Zwłaszcza iż na horyzoncie pojawią się kolejni już wrogowie, bo przecież spokój to ostatnie, czego należałoby oczekiwać, będąc gangsterem. Mozolnie budowane imperium Dwighta ponownie (który to już raz?) znajdzie się na granicy upadku, gdy swoje działa wytoczy przeciwko niemu pewna ambitna polityczka. Wiemy jednak dobrze, iż nie ma takich tarapatów, z których „Generał” nie byłby w stanie się wydostać i tym razem – tu chyba nikogo nie zaskoczę – jest dokładnie tak samo.

Można więc powiedzieć, iż nowy sezon cierpi dokładnie na tę samą przypadłość co jego poprzednicy. Dwightowi brakuje bowiem godnego przeciwnika. Takiego, który byłby czymś więcej niż chwilowym problemem. Ostatecznie bowiem główny bohater zawsze okazuje się sprytniejszy, silniejszy i bardziej bezwzględny. Jego przeciwnicy, także w tym sezonie, mogą budzić grozę, ale na końcu i tak nie ma to znaczenia, bo tylko nieliczni potrafią tak dobrze grać w szachy 5D jak główny bohater tego serialu.

Tulsa King sezon 4 – Stallone wciąż świetny w swojej roli

„Tulsa King” zdążyło przyzwyczaić nas do tego, iż tu wszystko dzieje się bardzo gwałtownie i jeżeli Dwight czegoś chce, dostaje to natychmiast. Działa to także w drugą stronę – jeżeli upada, to od razu spektakularnie, z wyjątkowo wysokiego konia. Taka specyfika serialu, był czas się do niej przyzwyczaić, ale przez to mam wrażenie, iż w tej całej historii brakuje elementu budowy – albo jesteś na dnie, albo świat leży u twoich stóp, stany pośrednie raczej nie istnieją. Spójrzmy na historię Tysona (Jay Will), który w tym sezonie próbuje zostać gwiazdą rapu – wystarczył moment, by stał się internetową sensacją, a do jego utworu bawili się ludzie w klubach. Prawdziwy talent.

„Tulsa King” (Fot. Paramount+)

Zresztą, wspominam tu o wątku, który jest jednym z tych dziwniejszych i mniej potrzebnych w tym sezonie, ale generalnie „Tulsa King” kolejny raz cierpi na tym, iż kilka interesującego dzieje się tu na drugim planie. Mam wrażenie, iż jedynie Bodhi (Martin Starr) dostaje tu coś sensownego do roboty, a my mamy okazję dowiedzieć się czegoś więcej o tej postaci. Jednak większość pobocznych wątków mogłaby równie dobrze w tym sezonie nie istnieć. Wszyscy są tu bowiem jedynie tłem dla Dwighta.

Tytułowy król Tulsy jest bez wątpienia największą siłą całej produkcji, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Stallone jakimś cudem – bo muszę przyznać, iż nie bardzo w to wierzyłem – wykreował postać, która nie jest żadną karykaturą. Dwight coraz bardziej chce działać jak biznesmen, a coraz mniej jak zwykły prowincjonalny gangster i po części mu się to udaje, co jednak nie znaczy, iż jego biznesy nagle staną się zupełnie legalne. Taka pełna przemiana byłaby przede wszystkim zbyt nudna dla widza, więc oczywiście główny bohater wciąż potrafi udowodnić, iż nie przestał być groźny. A to, co zrobił w finale tego sezonu, zapadnie wam w pamięć na dłużej.

Tulsa King sezon 4 przynosi duże zmiany na koniec

Może i Dwight sam nie stosuje już za bardzo przemocy, ma od tego ludzi, ale w tym sezonie jak zwykle nie zabraknie strzelanin czy bójek, w końcu to jednak serial dla dużych chłopców. Przyznam nawet, iż zaskoczyła mnie inwencja, z jaką twórcy wysyłają niektórych bohaterów na tamten świat. Udowadnia to, iż wciąż potrafią puścić oko do widza i pokazać mu, iż hej, tu chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę. Bo „Tulsa King” nie traktuje siebie śmiertelnie poważnie, wciąż jest tu sporo takiego naturalnego humoru (czasem czarnego), który pozwala podejść do tego serialu z dystansem.

„Tulsa King” (Fot. Paramount+)

Terence Winter, który powrócił w tym sezonie jako główny scenarzysta, nie próbuje na szczęście tworzyć tutaj drugiej „Rodziny Soprano”, a dla samego mówiącego chyba coraz mniej wyraźnie Stallone’a „Tulsa King” to doskonała okazja, by pobawić się trochę swoim wizerunkiem twardziela, bez nadszarpywania go. Wydaje się, iż rola Dwighta to dla niego najlepsze możliwe zwieńczenie kariery. Oczywiście nigdy nie będzie to postać tak kultowa jak Rocky czy John Rambo, ale jednocześnie jest bardzo dobrym dopełnieniem filmografii aktora. Mało który bohater kina akcji ma szansę na tak udaną emeryturę, a Stallone tę szansę w pełni wykorzystał.

Jeśli więc lubiliście poprzednie sezony, „Tulsa King” i tym razem powinna sprawić, iż będziecie się dobrze bawić. Mimo iż czwarta odsłona bywa trochę nierówna – w pierwszych odcinkach nie bardzo czuć, jaka osobista tragedia dotknęła Dwighta – to jej druga połowa w pełni rekompensuje wszelkie niedociągnięcia. Jednocześnie w pewnym momencie sam zauważyłem, iż zaczynamy się już trochę kręcić w kółko, iż to wszystko już było, zmieniać mogą się jedynie personalia. Na szczęście twórcy chyba również to dostrzegli, bo końcówka finałowego odcinka sugeruje, iż w kolejnym sezonie – ten został już zamówiony – czekają nas duże zmiany. W samą porę.

Tulsa King sezon 4 – odcinki w czwartki w SkyShowtime

Idź do oryginalnego materiału