Trzy lata po rozwodzie mąż przysłał mi do mieszkania kobietę.
Miała klucze i rachunek za prąd z mojej szuflady.
— To mieszkanie jest w połowie własnością mojego męża — powiedziała, patrząc na swoje odbicie w szybie.
— A pani, o ile wiem, nie ma już prawa tu przebywać.
Stałam w wejściu do kuchni z kubkiem zimnej herbaty.
Rano zapomniałam ją wypić.
Teraz trzymałam ją jak tarczę.
— Jakim cudem pani tu weszła? — zapytałam.
Znałam odpowiedź, zanim padła.
— Mam klucze. Marek mi dał.
— Proszę się nie denerwować, to nic osobistego.
Nic osobistego.
Marek. Mój mąż.
Człowiek, z którym przeżyłam osiem lat.
Ostatnie dwa w milczeniu.
Ostatnie pół roku w osobnych sypialniach.
Pewnego wtorku spakował torbę.
Zostawił karteczkę: „Muszę się zastanowić”.
Nie wrócił już nigdy.
Teraz przysyła kobietę, która mówi, iż to nic osobistego.
Nazywała się Izabela.
Była księgową w jego firmie.
— Proszę mi wytłumaczyć, po co pani tu stoi — powiedziałam spokojnie.
— Marek chce sprzedać swoją część. Mam to ocenić.
— Niech sam przyjdzie i ocenia.
— Nie ma czasu. Ja się tym zajmuję.
Poczułam, jak wraca stara złość.
Ta sama, którą dawno pogrzebałam.
— Proszę oddać klucze — powiedziałam.
— To nie takie proste.
— Dla mnie bardzo proste.
Postawiłam kubek na stole.
Ręce przestały mi drżeć.
— Mieszkanie jest moje od rozwodu. Sąd to potwierdził.
— Marek twierdzi inaczej.
— Marek twierdzi wiele rzeczy.
Izabela spojrzała na mnie inaczej.
Bez pewności, którą miała na początku.
— Nie wiedziałam, iż sąd już to rozstrzygnął.
— Bo nikt pani nie powiedział prawdy.
— Przepraszam. Myślałam, iż pomagam.
— Pomaga się, pytając, nie wchodząc po kryjomu.
Wyciągnęłam rękę po klucze.
Oddała je bez słowa.
— Rachunek też poproszę.
Położyła go na stole.
— Niech pani powie Markowi, iż sprawy prawne załatwiamy przez prawników.
— Powiem.
Wyszła bez pożegnania.
Zamknęłam drzwi na dwa zamki.
Postawiłam czajnik na nowo.
Herbata była wreszcie gorąca.
I tylko moja.










