Trudno i trochę niezręcznie opisuje się postacie pomnikowe, ale było tak….

migranciwpolsce.pl 1 godzina temu


Trudno i trochę niezręcznie opisuje się postacie pomnikowe, ale było tak.

Andrzeja Wielowieyskiego pożegnaliśmy tłumnie wczoraj w Falenicy – przyszły setki ludzi. Odszedł człowiek wielki i spełniony pod każdym niemal względem. 7 dzieci, 26 wnuków, 31 prawnuków. Ostatni raz w brydża grał tydzień przed śmiercią.

Trudno – i prawdopodobnie niestosownie – byłoby mówić o “radosnym pogrzebie”, ale panujący nastrój daleko odbiegał od typowych ceremonii tego typu. Wydaje się, iż była to właśnie funkcja spełnienia i bardzo naturalnego zwieńczenia długiego i niesłychanie bogatego w doświadczenia i osiągnięcia życia. Opowieściom i wspomnieniom nie było końca.

W kościele przemawiała marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska, świetnie najważniejsze fakty z życia na tle Historii zreferował Andrzej Friszke, a rodzinną stronę przybliżył jedyny syn – Piotr Wielowieyski. Od Klubu Logofagów, przez KIK, Solidarność i III RP. Córka Dominika Maria Wielowieyska-Ganew w poruszający sposób przedstawiła testament ideowy Senatora, w którym naczelne miejsce zajmowała Ukraina i jej walka – o swoją wolność i istnienie oraz nasze bezpieczeństwo. Świetne kazanie wygłosił wrocławski dominikanin, ojciec Paweł Gużyński, który poświęcił je francuskiej filozofce Simone Weil. Andrzej Wielowieyski – o czym do wczoraj nie miałem pojęcia – należał do jej najważniejszych polskich tłumaczy i popularyzatorów jej myśli.

Pan Andrzej swoje odejście zapowiedział w lutym tego roku, prosząc opiekującą się nim córkę Zulę, by pomogła mu się do tego przygotować. Odszedł 4 lata po śmierci żony, z którą przeżyli wspólnie 70 lat.

Był członkiem rady naszej Fundacji przez 13 lat, znaliśmy się od około 15. Poznaliśmy pana Andrzeja jako legendarnego przedstawiciela solidarnościowej opozycji bodaj na pewnej wystawie o prawach człowieka. Przychodził na nasze wydarzenia, gdy tylko mógł, obowiązkowo zawsze meldując się na konferencjach corocznych konferencjach OBWE, które były okazją do spotkań z dysydentami, niezależnymi dziennikarzami i rodzinam więźniów politycznych z państw byłego ZSSR: od Azji Centralnej przez Rosję, po Ukrainę.

Jeśli jest jedno słowo, które przychodzi na myśl o Nim, to: “autorytet”. Drugie to “przyjaciel”. Łączył obie te role w niepowtarzalny sposób. Był surowy i przenikliwy, a jednocześnie życzliwy i przyjacielski. Autentycznie i nieustannie interesujący świata, miał ogromne horyzonty i zainteresowania, którym oddawał się z pasją, nic sobie nie robiąc z upływających lat.

Niekwestionowanym autorytetem był dla wielu – począwszy od swoich kolegów z demokratycznej opozycji. Jego swego rodzaju moralny prymat uznawali inni zasłużeni działacze. Od wielu z nich był zresztą istotnie starszy. Podziwiali go i szanowali za intelekt i mądrość. Był dla nich mentorem – praktycznie od zawsze. Gdy lata temu zapraszaliśmy ś.p. Bogusław Stanisławski do Rady ODF, zapytał kto wchodzi w jej skład. Gdy usłyszał, iż Andrzej Wielowieyski – zakrzyknął: “Wchodzę w ciemno!”. Był jednym z bardzo niewielu autorytetów także dla Ludmiły, z natury szalenie spostrzegawczej, przenikliwej i krytycznej wobec ludzi.

Jednocześnie Jego charakterystyczną cechą była skromność i umiarkowane w gruncie rzeczy ambicje osobiste. Jak zauważył Jacek Szymanderski – nie był typowym politykiem, dla którego władza i własny interes stanowiły sens funkcjonowania w życiu publicznym. Był państwowcem, wiernym własnym przekonaniom i gotowym do podejmowania niepopularnych decyzji. Z całą świadomością spoczywającej na nim odpowiedzialności, czasem o historycznym wręcz wymiarze.

Choć mógł, to nie aspirował do najwyższych stanowisk (odmówił m.in. zostania marszałkiem pierwszego Senatu). Jego rzeczywiste zasługi są dużo większe, niż te znane publicznie. Należą do nich nie tylko Okrągły Stół i III RP, ale i organizacja prac Kancelarii Senatu, co przypomniała M. Kidawa-Błońska.

Jego żywiołami były praca programowa i dialog – praca z ludźmi, kształtowanie ich postaw i przekonywanie do działań dla dobra publicznego. Realizował się z wielką energią także poza polityką – rodzinnie, społecznie, intelektualnie i sportowo – i to prawdopodobnie tłumaczy Jego postawę. Jak bardzo brakuje tego niektórym ilustruje przykład wielu dzisiejszych polityków – z przychodzącym oczywiście na myśl liderem PiS na czele.

Jak wspomniała Jego córka Agnieszka, pan Andrzej – choć miał swoje pryncypia – był bardzo otwarty na dialog, co rzecz jasna i skądinąd zupełnym przypadkiem dosłownie koresponduje z nazwą naszej organizacji. Był głęboko integralny i moralny, nie będąc przy tym dogmatykiem. Był wyrozumiały wobec ludzkich słabości i kolei losu, głęboko świadomy przeciwności, którym ludzie muszą czasem stawiać czoła.

Miałem zaszczyt i przyjemność zabrać głos na spotkaniu-konsolacji, obok Marcin Święcicki i członków liczebnie wielkiej, a jakościowo wspaniałej Rodziny. Nie znałem Go tak dobrze i długo jak wielu z obecnych – co niestety wpływało także na liczbę anegdot, którymi mogłem się podzielić. Za tę możliwość bardzo dziękuję wnukowi p. Andrzeja – dyrygentowi wczorajszej ceremonii – Stefanowi Chabierze.

Marcin Święcicki przypomniał historię wyrzucenia Lyudmyla Kozlovska z Polski na tle politycznym w 2018 i walkę o skasowanie politycznego zakazu wjazdu narzuconego przez ówczesny rząd. Andrzej Wielowieyski stał w niej niezłomnie – i aktywnie – po naszej stronie. Z panem Andrzejem widzieliśmy się ostatni raz z Ludmiłą jeszcze w ubiegłym roku. Staraliśmy się Go nie zmęczyć opowieściami i finalnie umawialiśmy się jeszcze, iż odwiedzę Go kiedyś i zagramy w szachy. Nie zdążyłem.

Nastrój wczoraj był pogodny. Andrzej Wielowieyski odszedł w pokoju i szczęściu, dając niezrównany wzór dobrze przeżytego życia.

Trudno opisywać postaci pomnikowe, gdy wyzwaniem jest znalezienie – choćby dla urozmaicenia opowieści – ich poważniejszych słabości. A jednocześnie – Andrzej Wielowieyski był figurą wielowymiarową, niebanalną i nietuzinkową. Bardzo ludzką przez swoje pasje i niezrównaną serdeczność.








Żródło materiału: Fundacja Otwarty Dialog

Idź do oryginalnego materiału