
Nie ma idealnych ludzi. To znaczy – duchowość pierdoli farmazony o doskonałościach, ale to są tylko farmazony. Ale na końcu i tak sobie zdajesz sprawę, iż zawsze Ci towarzyszy Cień.
Łatwogang miał dobre intencje – i sprawdzałam to w kartach. Akcja się udała przypadkiem, ale nie byłoby sukcesu, gdyby nie Doda i Litewka. Ten ostatni realnie wspierał akcję. I może zza grobu również, w końcu zebranie ok. 300 milionów złotych to rzecz niebanalna.
I właśnie ta rzecz mnie wkurwiała.
Nie, żebym była jakoś specjalnie zazdrosna.
Wkurwiało mnie to, iż Cancer Fighters adekwatnie zaspamował mi socjale. Socjale zwyczajne, o filmach. Gdzie się nie obróciłam, tam Łatwogang.
Rozumiem, iż to wielkie wydarzenie, ale mam parę pytań.
Przede wszystkim – czy my przypadkiem nie powinniśmy mieć służby zdrowia na takim poziomie, iż zbieramy sobie na pierdoły, a nie na walkę z chorobą?
Poza tym – czy dotacja fundacji będzie dotyczyła głównie CHEMIOTERAPII, która w większości przypadków dobija organizm, a nie leczy? A gdzie inne formy leczenia?
Gdzie są dorośli, bo ponoć Cancer Fighters wspiera również i dorosłych.
I dobra, akcja Łatwoganga była wyrzutem światła, który pokazuje tylko tyle, iż każdy z nas jest iskrą światła i każdy z nas może dokonać niesamowitych rzeczy. Tyle iż byliśmy w dupie na tyle, iż adekwatnie w to nie wierzymy.
No dobra, ja nie wierzę.
Nie podoba mi się, iż „na co wydamy pieniądze” będzie wiadome później.
Ale jeszcze mniej się nie podoba to, co się zadziało po zakończeniu akcji. I wciąż się – niestety – dzieje.
Na pytanie „czy wszystkie pieniądze pójdą do dzieci”, odpowiedź brzmiała zwykle „spierdalaj, jesteś głupia, idź się walnij”.
Aha.
Tylko nieliczni odpowiedzieli – „tak”, „nie płacą podatków, bo ustawa” i najważniejsze „chciałem napisać coś bardzo złego, ale życzę ci po prostu, byś uwierzyła w dobro”.
U reszty pokazał się cień nad cieniami. Taki wewnętrzny.
Bo gdy zadajesz pytania „a dlaczego tylko chemioterapia? czy to ma być wsparcie big pharmy???”, to nagle jesteś oblewany najgorszego rodzaju błotem. Ale to jeszcze nie koniec.
Bo na koniec system postanowił – iż to nieładnie ujmę – WYRUCHAĆ – darczyńców.
Pieniądze z każdego tatuaża z niewinnym krabem pójdą na Cancer Fighters.
Brzmi ok?
Możesz powiedzieć tak: wspaniała inicjatywa, nie musisz mieć tatuaży, ale doceń gest innych.
Chwila, czy nie przypomina Wam to… no nie wiem, zbiorowe noszenie maseczek albo chodzenie na marcheweczki w wiadomych latach?
Bo czymże jest tatuaż?
Symbolem.
A ściślej mówiąc: PIECZĘCIĄ.
System w tej chwili znakuje Polaków, a ci durnie cieszą się, iż pieniądze idą na Cancer Fighters, czyli chemioterapię. I nieważne, iż istnieją lepsze terapie.
PS.: Ale cień jest długi. I adekwatnie smutno mi, gdy z pozoru śmieszne filmiki tak naprawdę przedstawiają CANCELOWANIE osób, które nie miały czasu, siły czy czegokolwiek na to, by zająć się nikomu nieznanym tik tokerem Łatwogangiem. Tak, pomyślcie, co przedstawia obraz, w którym podpis jest „gdy przespałeś akcję Łatwoganga” i nikt się do ciebie nie odzywa. Właśnie to. Plus do tego zbierasz hejt, gdy powiesz „nie miałem na to czasu”. Wspaniałe, czyste serce pełne dobroci…

