Toy Story obchodziło w zeszłym roku swoje 30-lecie, a w tym dostaliśmy nową, piątą już, odsłonę kultowej serii. Poprzeczka zawieszona była kosmicznie wysoko a oczekiwania okazały się równie wygórowane. Trzecia część była doskonałym finałem (i jednym z najlepszych filmów w dorobku Pixara), czwarta – satysfakcjonującym epilogiem. W piątej twórcy zdecydowali się opowiedzieć historię o technologii, w dodatku na pierwszy plan wysuwając postać Jessie. A adekwatnie Jessicę, jak nazywa ją Lilypad, czyli tablet, antagonistka i nowa zabawka Bonnie. A w końcu kiedy pada pełne imię, to wiadomo, iż zaczyna się robić poważnie.
Oczywiście, można powiedzieć, iż twórcy trochę się spóźnili z wprowadzeniem do tego uniwersum dyskusji nad technologią. Że spóźnili się również ze skierowaniem uwagi na Jessie, która przecież była obok niemalod zawsze, na wyciągnięcie ręki. Schemat wprowadzenia Lily przypomina nieco sposób, w jaki Buzz trafił do świata Andy’ego. Narracyjnie ta część nie ma do zaoferowania zbyt wiele nowego. Ale są w niej motywy – samotność dziecka, presja rówieśnicza, potrzeba przynależności, lęk przed wykluczeniem i przesunięcia perspektyw –tak błyskotliwe i poruszające, iż nie sposób przejść obok nich obojętnie.
Choć Toy Story od początku opowiadało o zabawkach i ich relacji z dziećmi, to paradoksalnie kilka mówiło o samych dzieciach. Przez lata patrzyliśmy na świat oczami Chudego i reszty ekipy, obserwując jak Andy dorasta. Nie wiedzieliśmy jednak, z czym się mierzył poza drzwiami swojego pokoju, jakie miał lęki czy relacje z rówieśnikami. Dopiero po czterech częściach Pixar postanowił skupić się na dziecku i jego problemach. Bonnie jest samotna, wykluczona. Mamy cyberprzemoc, uzależnienie od ciągłej stymulacji, które prowadzi do alienacji, pozornych relacji, a także obniżenia jakości życia, problemów ze snem i przebodźcowania. Punkt wyjścia jest przewrotny, choć intencje rodziców były dobre. Kupili córce tablet nie z wygody czy obojętności, ale z troski. Chcieli, aby Bonnie łatwiej odnalazła się w grupie, przestała być wyśmiewana za to, iż przez cały czas bawi się lalkami, znalazła wspólny język z rówieśnikami i przestała być samotna. Nie ma tu odkrywczych diagnoz, to fakt, ale nie ma też demonizowania technologii, czego – przyznam – trochę się obawiałam. Lilypad nie jest oczywistą antagonistką. Działa zgodnie z własną logiką, chce pomóc Bonnie, tyle iż robi to poprzez optymalizowanie jej życia i relacji, stopniowo wypierając spontaniczną zabawę i dziecięcą wyobraźnię.
„Toy Story 5” / kadr ze zwiastunaPo zakończeniu „właściwej trylogii” Toy Story skręca w stronę herstorii i robi to zaskakująco dobrze. Najpierw Bou Peep dostała własną opowieść o emancypacji i życiu poza dziecięcym pokojem, a teraz w centrum narracji staje Jessie. Obie patrzą na relację zabawka–dziecko z zupełnie innej perspektywy niż Chudy. Bou zdecydowała się ją odrzucić i zbudować własną tożsamość, Jessie wciąż próbuje odnaleźć w niej sens. Skoro każde dziecko ostatecznie odchodzi, to czy warto za każdym razem zaczynać od nowa?
Nie ma już w kowbojce jedynie tego lęku, który zobaczyliśmy w drugiej części – lęku przed ponownym porzuceniem. W Jessie kryje się przede wszystkim egzystencjalny ból: konieczność istnienia i przechodzenia przez ten cykl ponownie, przywiązywania się do dziecka i tracenia go, poddawania się losowi, którego nie da się odwrócić i cyklowi, którego nie da się przerwać. Los zabawki jest tragiczny, a długowieczność to przekleństwo, w którym nieuniknionym staje się patrzenie, jak ci, których kochamy, odchodzą. Jessie nie szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego Emily ją zostawiła. Potrzebuje raczej upewnić się, iż była kochana, iż była dla niej ważna i iż tamta relacja miała sens.
„Toy Story 5” / kadr ze zwiastunaToy Story 5 wydaje się jednak częściej niż poprzednie części cierpieć z powodu bycia sequelem. Dużo fanserwisu, armia Buzzów, powrót Chudego. No, ale w końcu jeżeli coś działa, to się tego nie wyrzuca. Wszystko, za co kochano – albo raczej za co komuś wydawało się, iż kochano – poprzednie części, ale więcej. I jeszcze więcej. Ma to wpływ również na scenariusz, bo w końcu Buzzowie z wątku pobocznego przychodzą z odsieczą, a bohaterowie większość napotkanych problemów, rozwiązują za sprawą technologii. Zaangażowanie Chudego w historię sprowadza się głównie do gagów (udanych, żeby nie było) i przyjacielskiej rywalizacji z Buzzem, co ogranicza tego drugiego, uwikłanego od pewnego czasu w rolę niezbyt rozgarniętego sidekicka. A szkoda, bo piąta część mogła być momentem, w którym zobaczylibyśmy, kim jest bez Chudego.
Pozostałą część ekipy zabawek wygodnie schowano w garażu. To akurat można wybaczyć, bo nowi bohaterowie, zwłaszcza przestarzałe urządzenia elektroniczne, są nie tylko przezabawni, ale również stają się ciekawym odbiciem klasycznych zabawek. Elektronika również jest bezsilna wobec upływu czasu, nowych modeli i kolejnych aktualizacji. Szmaciana lalka i cyfrowy aparat fotograficzny podlegają tej samej logice iprędzej czy później zostają zastąpieni przez coś nowszego, trafiając na strych lub dno szuflady.
Gagi są udane, chemia między bohaterami przez cały czas działa, ale trudno nie odnieść wrażenia, iż tym razem najciekawsze rzeczy dzieją się wszędzie tam, gdzie kultowy duet schodzi na drugi plan i oddaje przestrzeń Jessie. Lub Bonnie. Bo choć Toy Story od zawsze opowiadało o lękach zabawek, dopiero teraz równie mocno interesuje się lękami dziecka – samotnością, potrzebą akceptacji, relacjami rówieśniczymi, wstydem związanym z byciem „inną”, presją dopasowania się do grupy. Relacja zabawka-dziecko przestaje być jedyną osią opowieści. Bonnie nie jest już tylko kolejną właścicielką, a Jessie staje się kimś więcej niż lalką walczącą o uwagę dziecka. Największą siłą Toy Story 5 nie są nostalgia, i powroty, a nowe historie, które udowadniają, iż to uniwersum ma jeszcze całkiem sporo do zaoferowania. O ile Pixar odważy się je rozwijać, zamiast kurczowo trzymać się tego, co dobrze znane, bezpieczne i – co najważniejsze– już opowiedziane.
Korekta: Krzysztof Kurdziej



![W strefie turbulencji [WYWIAD]](https://g.infor.pl/p/_files/39184000/w-strefie-turbulencji-39184104.jpg)
