Tomasz Otkała. Adwokat z zasadami.

wschodni24.pl 7 godzin temu

Tomasz Otkała nie jest rozmówcą jednowymiarowym. Potrafi przejść od polityki do filozofii,
od spraw sądowych do rozmowy o filmach. Z zawodu jest adwokatem, wcześniej był na
aplikacji prokuratorskiej. W życiu publicznym dał się poznać jako samorządowiec i
kandydat na prezydenta Chełma.

W rozmowie opowiada o świecie polityki, o pracy prawnika, o rodzinie, ale też o kulturze, która
jak mówi często więcej mówi o człowieku niż deklaracje.

Mam wrażenie, iż dzisiaj coraz trudniej ze sobą rozmawiać – zaczyna. Żyjemy w
rzeczywistości, w której dialog powoli znika. Zastępuje go krzyk.

Pytam, czy to kwestia polityki.
Nie tylko. Polityka jest tylko jednym z elementów. Każdy z nas funkcjonuje w swojej
bańce informacyjnej. Słuchamy ludzi, którzy myślą podobnie jak my. W takiej przestrzeni
czujemy się bezpiecznie. Problem polega na tym, iż wtedy niuanse przestają mieć
znaczenie.

Na chwilę zatrzymuje się, jakby szukając adekwatnego słowa.
A przecież życie składa się właśnie z niuansów. W rzeczywistości, w której każdy ma
trochę racji, najtrudniejsze jest dostrzeżenie tego, iż ktoś inny też może mieć rację.

Politykę obserwuje z dystansem, choć sam spróbował w niej swoich sił jako
samorządowiec i kandydat na prezydenta Chełma.
Czasem mam wrażenie, iż to teatr mówi. Z kiepskimi aktorami, choć zdarzają się też
naprawdę dobrzy. W polityce buduje się pewną rolę. Ale prawda jest taka, iż w życiu
wszyscy trochę gramy role.
Maski zakładamy wszyscy w pracy, w przestrzeni publicznej.
Najważniejsze jest to, czy mamy miejsce, gdzie możemy tę maskę zdjąć dodaje.

Pytam, czy on ma takie miejsce.
Myślę, iż w domu. I to jest luksus. Nie każdy ma takie miejsce.
Samorząd jak przyznaje jest dla niego ciekawym doświadczeniem, ale patrzy na niego
raczej realistycznie niż romantycznie.
Ja kilka znaczę w tym gronie – mówi z uśmiechem. – Jestem jedną z wielu osób w
radzie. Czasem patrzę na to jak na pewnego rodzaju teatr. Ludzie wygłaszają swoje
kwestie, jedni robią to lepiej, inni gorzej.

Nie ukrywa jednak, iż działalność publiczna bywa trudna.
Problem polega na tym, iż w polityce bardzo często trzeba grać zespołowo. A to
oznacza kompromisy. Czasem także kompromisy z samym sobą.

Czy był moment, kiedy naprawdę uwierzył w politykę?

Człowiek kiedy jest młody ma marzenia. Chce zmieniać świat, występować publicznie,
przekonywać ludzi. Z czasem pojawia się dystans. Ja mam zawód, który daje mi ogromną
perspektywę na ludzkie sprawy. Sala sądowa uczy pokory.
Dlatego jak mówi politykę obserwuje raczej chłodno.

Widzimy dziś w przestrzeni publicznej ludzi, którzy całe swoje życie poświęcają na walkę
polityczną. Na niszczenie przeciwnika. Czasem zastanawiam się, czy naprawdę o to
powinno chodzić.

W jego ocenie polityka bardzo często staje się walką o utrzymanie pozycji.
Wiele osób funkcjonuje w niej dlatego, iż to jest ich sposób na życie. Mandat w
parlamencie czy w samorządzie daje stabilność. Ale czy daje sens? To już inne pytanie.

Mimo tego doświadczenia nie mówi o samorządzie z całkowitym rozczarowaniem.
Samorząd ma jedną ogromną zaletę. Jest bliżej ludzi. Tutaj decyzje dotyczą konkretnych
spraw – ulicy, szkoły, inwestycji. To nie są abstrakcyjne spory ideologiczne.

Dodaje jednak, iż choćby na tym poziomie widać mechanizmy znane z wielkiej polityki.
Bańki polityczne istnieją także w samorządzie. Ludzie często dzielą się na obozy. Każdy
ma swoją wizję miasta, swoją narrację. Czasem trudno jest wyjść poza to.

Kiedy zdejmuje togę adwokacką, wraca do zwyczajnego życia.
Lubię proste rzeczy. Spacer z psem, kawa, rozmowy z rodziną. Kawę robię w kafetierce.
To taki mały rytuał dnia.

Idealny dzień wolny?
Poranna kawa, spacer z psem, potem zakupy z żoną, jakieś drobne sprawy domowe.
Najlepiej gdy jest to sobota i można zrobić prawdziwy reset od pracy.
Praca adwokata zmienia człowieka
przyznaje bez wahania.
Sala sądowa bardzo gwałtownie leczy z iluzji. Człowiek przestaje wierzyć w proste podziały
na dobrych i złych ludzi. W sądzie widzi się całe spektrum ludzkich historii. Konflikty,
dramaty, emocje.

Dlatego nie lubi prostych ocen.
Często ktoś z zewnątrz patrzy na sprawę i mówi: wszystko jest jasne. A w rzeczywistości
bardzo rzadko jest jasne.

Rozmowa schodzi na kulturę. Okazuje się, iż film jest dla niego ważnym sposobem
odpoczynku.
Bardzo lubię dobre seriale i kino europejskie – mówi. – Ostatnio z żoną oglądaliśmy
sporo skandynawskich kryminałów. Na przykład duński serial „The Killing”. To są bardzo
mroczne historie, ale jednocześnie niezwykle prawdziwe.

Dlaczego właśnie skandynawskie?
Mam wrażenie, iż te produkcje są bardziej realistyczne. Nie są tak przesiąknięte
ideologią jak część współczesnych produkcji. Opowiadają historię i pozwalają widzowi
samemu wyciągać wnioski.

Ma też swoich ulubionych twórców.

Bardzo cenię Paolo Sorrentino. To reżyser filmów „Wielkie piękno” czy „Młodość”. A
także seriali „Młody papież” i „Nowy papież”. To kino bardzo refleksyjne, trochę
melancholijne, ale niezwykle piękne wizualnie.

A aktor?

Lubię Madsa Mikkelsena. To świetny duński aktor, który potrafi zagrać bardzo różne role.
Jest w nim jakaś autentyczność.

Przyznaje też, iż czasem ogląda polskie seriale.
Bardzo podobała mi się „Wataha”. To był naprawdę dobrze zrobiony serial. Oglądam
polską piłkarską Ekstraklasę.

Rozmowa wraca do spraw bardziej poważnych.

Rodzin nie rozwalają dziś tylko politycy czy telewizja – mówi w pewnym momencie.
Rozwalają je telefony.

Dzieci żyją dziś w świecie cyfrowym.
Mają dostęp do treści, do których kiedyś człowiek dochodził latami. Rodzice często nie
mają nad tym realnej kontroli.

Jego zdaniem podobnie wygląda problem demografii.
Jedni mówią, iż to kwestia pieniędzy. Inni udają, iż problemu nie ma. A tak naprawdę to
problem kulturowy. Zmienił się model życia.

Pytam o życie prywatne.
Jak opisałby swoją żonę w trzech słowach?

Miałem szczęście poznać mądrą, dobrą i piękną kobietę.
A szczęście?
Szczęście to dobrostan psychiczny. Poczucie spokoju.
Pieniądze?
Pieniądze nie dają szczęścia. Ale dają spokój. A spokój jest w życiu bardzo ważny.
Na koniec pytam o sprawy bardziej filozoficzne.
Czy wierzy w przeznaczenie?
Nie wiem, czy w przeznaczenie. Ale wierzę, iż nasze życie nie jest przypadkowe. Że po
coś tu jesteśmy.

Po chwili dodaje:
Co jest po drugiej stronie tego już naprawdę nie wiem.
Na koniec rozmowy Tomasz Otkała uśmiecha się lekko.
Miło mi się naprawdę rozmawiało.
I trudno się z nim nie zgodzić.

Idź do oryginalnego materiału