TOM HIDDLESTON: – To wynik mojej wieloletniej pasji oraz splotu wydarzeń zawodowych. Wszystko zaczęło się od wakacyjnej podróży do Pompejów w 1998 r. z dwoma kolegami. Poczułem się tam, jakbym dosłownie cofnął się w czasie. Doświadczenie okazało się na tyle silne, iż podjąłem wtedy decyzję o studiowaniu filologii klasycznej i przez trzy lata zgłębiałem literaturę, historię, filozofię oraz systemy polityczne starożytnej Grecji i Rzymu.
Kariera naukowa pana jednak ominęła.
Nauczyciele akademiccy bardzo mnie do niej namawiali. Badanie historii dlatego jest ciekawe, iż pozwala nam odnaleźć samych siebie. W pewnym momencie zrozumiałem, iż mogę osiągnąć to szybciej jako aktor, grając w sztukach Szekspira, wcielając się w bogów, potwory, królów czy poetów – dzięki unikatowej perspektywie, której nie oferuje sucha analiza danych. Aktorstwo wyzwalało iskrę wyobraźni, której szukałem w historii. Co nie znaczy, iż zainteresowanie starożytnością kiedykolwiek we mnie osłabło. Podczas kręcenia sceny w serialu „Loki” osadzonej w Pompejach z taką pasją mówiłem po łacinie, iż producent Kevin R. Wright dostrzegł we mnie idealnego partnera i zaproponował udział w nowym przedsięwzięciu.
Wasz serial nie opowiada o zniszczeniu, tylko o wytrwałości i ratowaniu ludzkich istnień w obliczu katastrofy.
Historyków i aktorów łączy to, iż zajmują się chodzeniem w cudzych butach, czyli wyobrażaniem sobie życia innych w oparciu o ciągłe odkrywanie i reinterpretację faktów.
















