To już kolejny film inspirowany prozą Olgi Tokarczuk. Dotychczas oglądaliśmy w kinach dwa obrazy według utworów noblistki – „Żurek” Ryszarda Brylskiego i „Pokot” Agnieszki Holland.
Reżyserka filmu „Zima pod znakiem wrony” Kasia Adamik przyznaje, iż poza inspiracją twórczością Tokarczuk, były też inspiracje swoimi wspomnieniami.
– Miałam wrażenie, iż Tokarczuk opisuje coś, co siedzi w mojej głowie, takie wspomnienia tego czasu, moje wspomnienia tego czasu jako dziecko, bo ja pamiętam stan wojenny. Miałam wtedy 9 lat, a potem wyjechaliśmy na emigrację z mamą. Ten stan wojenny, Ursynów, Warszawa, to wzrosło w moich wspomnieniach i w moich snach. Wszystko było takie wyolbrzymione, hiperrealistyczne, to wszystko takie było większe. Przez lata śniło mi się, iż gubiła się na Ursynowie w betonowych labiryntach – opowiadała.
Na antenie RDC dodała także, iż film jest połączeniem różnych gatunków.
– Jest tam trochę thrillera, akcji, jest przygodowy, ale dramatyczny, emocjonalny. Oczywiście jest też historycznym filmem, bo dzieje się w 1981 roku, czyli w przeddzień, w dzień i kilka dni po stanie wojennym. Opowiada o takiej brytyjskiej profesor, która przyjeżdża z Anglii na konferencję psychiatrii i zastaje ją stan wojenny – powiedziała.
Autorem zdjęć jest Tomasz Naumiuk, a ujęcia kręcono w Luksemburgu, w Polsce i w Anglii. W rolach głównych występują brytyjscy i polscy aktorzy, a w roli głównej zobaczymy nominowaną do Oscara Lesley Manville, obok niej Toma Burke’a, a także Zofię Wichłacz i Andrzeja Konopkę.
Produkcja trafi do polskich kin 20 lutego 2026 roku.
















