To właśnie mój szef powiedział mi, iż mąż mnie zdradza – historia kobiety, która pracowała w małej f…

twojacena.pl 7 godzin temu

Szef był tym, który otworzył mi oczy na zdradę mojego męża.

Byłam mężatką i pracowałam w kameralnej firmie w Krakowie. Mój szef, pan Andrzej Nowicki, był od pewnego czasu po rozwodzie samotny, dość często rzucał mi zalotne spojrzenia i nie szczędził dwuznacznych komentarzy. Nigdy nie byłam dla niego niemiła, ale zawsze stawiałam wyraźną granicę. Powtarzałam, żeby przestał, bo mam męża i było mi coraz bardziej niezręcznie, tym bardziej iż koledzy zaczynali na wszystko patrzeć innym okiem. Andrzej zapewniał, iż rozumie. Wracaliśmy do pracy jakby nigdy nic.

Aż pewnego dnia, późnym popołudniem, poprosił mnie do swojego gabinetu. Zamknął za mną drzwi i powiedział cicho, iż musi ze mną porozmawiać o czymś osobistym. Zerknął na mnie i zapytał, czy mój mąż, Przemek, przez cały czas tak często wyjeżdża na weekendy. Odpowiedziałam, iż tak. Spojrzał mi w oczy i wypalił:
Widziałaś go ostatnio z inną kobietą?
Zamarłam. Wyjaśnił, iż jego zastępca, Tomek, był w piątek w pubie na Kazimierzu z przyjaciółmi. On sam do nich dołączył, a tam obaj zauważyli mojego męża. Był z jakąś kobietą. Przytulali się i całowali.
Zaniemówiłam, nie mogłam uwierzyć.
Andrzej wyjął telefon. Zobacz sama.
Wideo było niewyraźne, nakręcone z daleka, półmrok, głośna muzyka. Ale poznałam mojego Przemka charakterystyczny płaszcz, sposób, w jaki się poruszał, jego profil Nie było żadnych wątpliwości. W jednej chwili poczułam wściekłość, upokorzenie, a potem przerażającą bezsilność.
Bez słowa wyszłam z gabinetu. Po powrocie do mieszkania długo nie mogłam się przemóc, ale w końcu wieczorem powiedziałam mu o wszystkim. Najpierw zaprzeczał, potem, gdy nie miał już wyjścia, stwierdził, iż to był jeden błąd. Ale z domu się nie wyniósł.

Przez kolejne sześć miesięcy przeżywałam piekło. Nie chciałam już z nim być, on uparcie odmawiał wyprowadzki. Mieszkanie było wynajmowane, oboje mieliśmy podpisaną umowę, więc twierdził, iż ma takie samo prawo jak ja, by zostać. Zaczął specjalnie mi uprzykrzać życie: puszczał muzykę o szóstej rano, zapraszał znajomych bez uprzedzenia, zostawiał bałagan, komentował mnie złośliwie, śmiał się ze mnie za plecami. Każda kłótnia była coraz gorsza. Przestałam spać, miałam ciągły ucisk w żołądku i zaczęłam bać się wracać do domu.

Pewnego dnia sięgnęłam po umowę najmu i nagle zorientowałam się, iż za trzy tygodnie kończy się czas. Uświadomiłam sobie coś banalnego: to nie mój dom. Nie muszę tego dłużej znosić. Zaczęłam szukać kawalerki na własną rękę. Znalazłam małe mieszkanie przy Rynku Podgórskim, spakowałam najważniejsze rzeczy, podpisałam nową umowę i po prostu wyszłam. Bez pożegnania, bez słowa więcej. Tylko zamknęłam za sobą drzwi.

Andrzej przez cały ten czas był blisko. Najpierw po prostu pytał, czy sobie radzę, czy nie potrzebuję pomocy. Coraz częściej pisaliśmy do siebie, potem zaczęliśmy spotykać się na kawę. Nie szukałam nowego związku pragnęłam zwykłego spokoju. On to szanował. Minęło wiele miesięcy, zanim stworzyliśmy coś więcej.

A potem dostałam lepszą propozycję pracy nie przez Andrzeja, po prostu lepsze stanowisko, lepsza pensja, umowa na czas nieokreślony, 7200 złotych miesięcznie brutto. Odeszłam i wtedy nasza relacja nabrała zupełnie innych barw. Nie był już moim szefem. Byliśmy dwojgiem ludzi, którzy idą przez życie razem.

Dziś mija dokładnie rok odkąd jesteśmy razem.
Mój były mąż, Przemek, został w przeszłości. Straciłam małżeństwo… ale zyskałam spokój i dobrego człowieka u boku.

Idź do oryginalnego materiału