Jak zwykle, w pierwszą środę miesiąca – tym razem 7 października, odbyła się kolejna, niezmiennie wyjątkowa edycja Wieczoru Artystów Poznańskich. Z mojej perspektywy była to odsłona szczególna, która po raz kolejny udowodniła mi, iż WAPO wciąż potrafi zaskakiwać! Zapraszam do lektury mojej relacji z jubileuszowej, dwudziestej już odsłony tego wydarzenia.
Jak zawsze na początku miesiąca, zaczynam myśleć o tym, iż już niedługo czeka mnie kolejna edycja WAPO. Za każdym razem zastanawiam się, czym tym razem zaskoczą artyści. W końcu na „wapowskiej” scenie miałam już okazję zobaczyć naprawdę różnorodne osobowości i wielu niezwykle oryginalnych twórców. Czy po tylu spotkaniach ze sztuką można jeszcze czymś mnie zaskoczyć? Październikowa edycja udowodniła, iż zdecydowanie tak!
Podekscytowana przekroczyłam próg baru MY pod sceną, zajęłam miejsce i z niecierpliwością czekałam, aż artyści zaprezentują swoje występy. Nie wiedziałam jeszcze, iż tego wieczoru czeka mnie kilka naprawdę wyjątkowych odkryć. Sześć wystąpień, sześć zupełnie różnych odsłon kultury i sześć odmiennych osobowości. Tak podsumowałabym 20. edycję Wieczoru Artystów Poznańskich, która, moim zdaniem, była jedną z najciekawszych i najbardziej różnorodnych odsłon tego wydarzenia.
Emocjonalne otwarcie
Wieczór otworzyła artystka, która zachwyciła mnie, zanim jeszcze zdążyła zaśpiewać. Już od samego początku sprawiała wrażenie osoby skromnej, ale jednocześnie obdarzonej sceniczną charyzmą. Brzmi to jak oksymoron? Być może, ale właśnie takie połączenie cech szczególnie doceniam u artystów. Nie zawsze trzeba przyciągać uwagę wyrazistym i głośnym charakterem, aby zostać zauważonym.
Mariyam – pierwsza uczestniczka wieczoru, fot. Bartłomiej Stefański (Fenestra)Mariyam okazała się wokalistką tak wyjątkową, iż adekwatnie od pierwszych dźwięków wywołała we mnie ogromne poruszenie. Emocje, które pojawiły się w tamtym momencie, towarzyszyły mi aż do końca występu, a adekwatnie choćby dłużej. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego, z jaką lekkością potrafiła wydobywać z siebie niezwykle trudne i wymagające dźwięki. Robiła to z taką swobodą, jakby nie wymagało to od niej najmniejszego wysiłku. Jakby wszystko przychodziło jej zupełnie naturalnie, niemal od niechcenia. I właśnie to zrobiło na mnie największe wrażenie. Jej autentyczność sprawiała, iż trudno było oderwać uwagę od tego, co działo się na scenie.
Emocjonalny występ Mariyam, fot. Bartłomiej Stefański (Fenestra)Słodko-gorzcy
Podczas październikowego WAPO na szczególne wyróżnienie zdecydowanie zasługuje zespół, który udowodnił, iż nie należy oceniać książki po okładce. Kiedy jego członkowie weszli na scenę, zobaczyłam cztery bardzo młode osoby, które na pierwszy rzut oka wydawały się nie mieć jeszcze dużego doświadczenia scenicznego. Wszystko wskazywało na to, iż mamy do czynienia z początkującym zespołem, który dopiero stawia pierwsze kroki w muzycznym świecie. Nic bardziej mylnego!
Zespół Sweet&Sour Quartet, fot. Bartłomiej StefańskiWystarczyło kilka sekund pierwszego utworu, bym przeżyła niemały szok. Przez chwilę naprawdę trudno było mi uwierzyć w to, co widzę i słyszę. Sweet&Sour Quartet błyskawicznie rozwiał wszelkie wątpliwości i pokazał, iż talent oraz muzyczne umiejętności nie muszą iść w parze z wiekiem czy wieloletnim doświadczeniem scenicznym.
fot. Bartłomiej Stefański (Fenestra)To, co szczególnie zwróciło moją uwagę, to energia, jaka panowała między muzykami, ich wzajemne wyczucie i kooperacja na scenie. Nie było w tym nic wymuszonego – wręcz przeciwnie! Widać było, jak ogromną euforia sprawia im wspólne granie. A przecież właśnie takie momenty potrafią udzielić się publiczności i sprawić, iż występ staje się czymś więcej niż tylko prezentacją muzycznych umiejętności.
fot. Bartłomiej Stefański (Fenestra)Nie ukrywam, iż Sweet&Sour Quartet skradł moje serce. Pokuszę się choćby o stwierdzenie, iż był to jeden z moich ulubionych występów w historii WAPO. Z pewnością znalazł się w gronie tych, które zrobiły na publiczności ogromne wrażenie. I trudno się temu dziwić – kiedy na scenie spotykają się talent, energia i autentyczną euforia z tworzenia, trudno pozostać obojętnym.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego ten występ był według mnie szczególny. Od dawna brakowało mi jazzowego akcentu na scenie WAPO, dlatego tym bardziej ucieszyłam się, iż chłopaki zaprezentowali właśnie ten gatunek. Różnorodność jest przecież jednym z największych atutów Wieczoru Artystów Poznańskich, a obecność jazzu doskonale wpisała się w jego formułę. Myślę, iż był to występ, który nie tylko wzbogacił program tego wieczoru, ale również trafił w gusta tej części publiczności, która uwielbia ten styl muzyczny. A ja zdecydowanie się do niej zaliczam!
Jubileuszowa edycja WAPO po raz kolejny pokazała mi, iż w sztuce nie ma miejsca na nudę, a każdy występ może stać się początkiem fascynującej przygody. Dwadzieścia odsłon za nami, a ja wciąż nie mogę doczekać się kolejnych spotkań z artystami, którzy udowadniają, iż Poznań nie przestaje zaskakiwać swoim talentem!
Gosia WALKOWIAK















