Od 18 lat udowadniają, iż niepełnosprawność wzroku nie jest przeszkodą w profesjonalnej działalności artystycznej. ITAN – jedyny w Polsce profesjonalny teatr tworzony przez osoby niewidome i słabowidzące – zaprasza na scenę także zawodowych aktorów. O początkach tego niezwykłego projektu, wyjątkowej formie spektakli i kulisach jego prowadzenia rozmawiamy z Arturem Dziurmanem, reżyserem, scenarzystą i dyrektorem ITAN.
Skąd wzięła się koncepcja założenia Teatru ITAN – jedynego w Polsce profesjonalnego teatru osób niewidomych?
Pomysł narodził się dzięki mojemu koledze, który poruszał się na wózku inwalidzkim. To on zaproponował, aby założyć teatr dla osób z niepełnosprawnościami. Niestety zmarł, zanim zdążyliśmy zrealizować ten projekt. Zostałem sam z fundacją, a w tym samym czasie pojawił się grant, którego beneficjentami mogli zostać aktorzy niewidomi i słabowidzący. Udało nam się go zdobyć i właśnie wtedy rozpoczęła się nasza przygoda z Teatrem ITAN, która trwa do dziś.
ITAN jest niepowtarzalny w skali naszego kraju. Czy podobne projekty działają za granicą i czy utrzymujecie z nimi kontakt?
Tak. Wiemy, iż podobne teatry działają m.in. w Kopenhadze i Zagrzebiu. Od lat współpracujemy z zespołem z Zagrzebia i dwukrotnie uczestniczyliśmy w organizowanym tam Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Aktorów Niewidomych. Teraz chcemy wspólnie z tamtejszymi aktorami przygotować spektakl, który – jeżeli wszystko się uda – będzie prezentowany również w innych krajach Europy.
Za nazwą ITAN kryje się Integracyjny Teatr Aktora Niewidomego, ale w Waszych spektaklach występują także profesjonalni aktorzy. Jak to dokładnie wygląda?
Przede wszystkim na początku zorganizowaliśmy dla naszych aktorów dwuletnią szkołę teatralną, podczas której zajęcia prowadzili wykładowcy Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Po jej ukończeniu uczestnicy otrzymali dyplomy – oczywiście nie ministerialne. Przeszli jednak prawdziwą szkołę życia i aktorstwa od podstaw, ponieważ program obejmował te same przedmioty, które realizują studenci AST.
Obecnie nasz teatr tworzy 21 aktorów niewidomych i słabowidzących. Część z nich dojeżdża z różnych części Polski – z Warszawy, Szczecina, Wrocławia czy Śląska. Trzon zespołu stanowi jednak piętnastoosobowa grupa z Krakowa, która ze względów logistycznych częściej występuje na scenie.
Do każdego spektaklu zapraszam również zawodowych aktorów związanych m.in. z Teatrem im. Juliusza Słowackiego, Starym Teatrem czy Teatrem Bagatela. Zdarzyło nam się także występować u boku Jacka Fedorowicza i Bogdana Łazuki w przedstawieniu poświęconym historii Kabaretu Starszych Panów. Na scenie towarzyszyli nam przez te wszystkie lata również m.in. Maciej Jackowski, Beata Paluch, Grzegorz Matysik, Iwona Chamielec, Magda Sokołowska-Gawrońska, Renata Furdyna i Marcin Kobierski. To aktorzy, którzy na co dzień występują w krakowskich teatrach instytucjonalnych.
To z mojej strony świadomy zabieg. Dzięki obecności zawodowych aktorów podnosimy poziom przedstawień, choć absolutnie nie umniejszam umiejętności naszych aktorów. Grają oni równie dobrze i powierzamy im główne role. Są jednak postacie, których ze względów inscenizacyjnych nie mogą zagrać osoby niewidome lub słabowidzące. W takich przypadkach zapraszamy do współpracy zawodowych aktorów.
Co jest najważniejsze w twórczości Teatru ITAN?
Nasze spektakle są dosyć nietuzinkowe, ponieważ konwencja Teatru ITAN łączy wiele nurtów twórczości. Ten teatr, poprzez to, iż występują w nim aktorzy niewidomi i słabowidzący, a także integracyjnie aktorzy zawodowi, ma swoją absolutną odrębność formalną i konwencyjną. Mamy po prostu własną koncepcję na te przedstawienia.
Tworzymy spektakle filmowo-teatralne. Z tyłu sceny znajduje się zawsze ogromny ekran, na którym wyświetlamy sceny nagrane wcześniej do spektaklu i symultanicznie przenosimy akcję z ekranu na scenę. To jest nowoczesna forma, która od kilku lat pojawia się oczywiście także w innych teatrach, ale my byliśmy jej prekursorami. Pierwsze nasze przedstawienie, „Dzikie Łabędzie”, zostało zrealizowane właśnie w tej formule i ta forma filmowo-teatralna pozostała z nami do dziś. Każdy spektakl tworzymy właśnie w ten sposób.
Dla wielu osób zaskoczeniem może być różnorodność Waszych spektakli. Z jednej strony „Alicja w Krainie Czarów” to przedstawienie, na które zapraszacie dzieci, „Cynganeria” jest kabaretem, a „Bal w Operze” – groteskową satyrą społeczno-polityczną. Jak wybieracie tytuły, które trafiają na scenę?
Jeżeli chodzi o dobór repertuaru, to jest on bardzo różny. Powiem szczerze i nieskromnie: wybieram to, co mi w duszy gra. Oczywiście wiele zależy też od możliwości finansowych. Nie mamy dotacji, nie jesteśmy na garnuszku. Nie mamy stałych etatów i opłacanych pracowników, dlatego musimy zdobywać środki poprzez granty. Na szczęście udaje nam się zdobywać te środki. Mariusz jest w tym naprawdę świetny — doskonale radzi sobie z przygotowywaniem projektów i pozyskiwaniem finansowania. Czasami grantodawcy określają jednak konkretne wymagania: spektakl musi być musicalem albo przedstawieniem dla dzieci. Wtedy dostosowujemy się do tych kryteriów, żeby zdobyć pieniądze i zrealizować daną produkcję.
Bywa też, iż pojawia się sponsor. Dwukrotnie wspierał nas Orlen — dzięki temu powstał m.in. serial „Pasjonaci”, czyli 26 odcinków opowiadających o naszych aktorach: ich życiu prywatnym, zawodowym i o drodze do teatru. To były historie o tym, dlaczego zostali aktorami, jak stracili wzrok i jak wyglądało ich życie po tym doświadczeniu. Były to niełatwe opowieści, ale przeplatane dużą dawką humoru i spotkały się ze świetną oglądalnością na poziomie 6 milionów.
Tak więc trudno jednoznacznie określić nasz repertuar. Niedawno zrealizowałem „Bal w Operze” Juliana Tuwima, ponieważ uznałem, iż warto sięgnąć po ten tekst. Trzy lata temu zrobiliśmy „Cyganerię”, w której opowiadamy również o naszej piętnastoletniej historii, wykorzystując fragmenty archiwalne z naszych spektakli i filmów. 5 lipca miał premierę nasz kolejny musical – „Powróćmy jak za dawnych lat”.
Nie jesteśmy więc teatrem zamkniętym w jednym nurcie tematycznym. Natomiast jest jeden kierunek, który konsekwentnie realizujemy, ponieważ to jest teatr, który mnie interesuje. To jest teatr mojej duszy, mojego ciała, mojego serca i moich emocji – emocji, które absolutnie pokrywają się z emocjami moich aktorów.
To jest teatr wrażliwy, teatr, który nie opowiada o rzeczach błahych, tylko o człowieku. Chodzi o to, żeby zmusić widza do refleksji, żeby był tak poruszony, by po zakończeniu spektaklu nie wiedział, czy powinien wstać i wyjść, czy płakać, czy się śmiać. Nie chcemy, żeby widzowie pozostawali obojętni. Chcemy, żeby po naszych przedstawieniach odczuwali ogrom emocji, wzruszenie i pewnego rodzaju refleksję.
Rozmawiamy w momencie, kiedy jest Pan między jednym planem serialowym a drugim. Jednocześnie w Teatrze ITAN pełni Pan funkcję reżysera i scenarzysty. Czy przy takiej liczbie obowiązków ma Pan wsparcie innych osób?
Tak naprawdę jestem jedynym scenarzystą i reżyserem wszystkich naszych spektakli. To ja rzucam pomysły, piszę i odpowiadam za stronę artystyczną. Bardzo się jednak cieszę, iż mam dwójkę fantastycznych współpracowników – Kasię Matysik-Witek i wicepresesa Mariusza Tarnopolskiego. Mariusz zajmuje się finansami, jest naszym „mózgiem formalym”, a Kasia koordynacją i organizacją całości, a także stroną merytoryczną oraz przygotowaniem organizacyjnym teatru i naszego zespołu aktorskiego. Dołączyła do nas świetna scenografka Magdalena Kut. To są osoby, na których w dużej mierze opiera się funkcjonowanie teatru.
Bez nich nie dałbym rady. Jest też świetny realizator, który pracuje z nami już od 18 lat – Lech Odzieniec. To człowiek absolutnie oddany temu teatrowi, który doskonale czuje zarówno aktorów, jak i tę formę sztuki – wrażliwość oraz emocje, które chcemy przenosić ze sceny na widza. To są najważniejsze osoby, dzięki którym ten teatr istnieje.
Gdzie i kiedy można Was zobaczyć?
Od pół roku występujemy gościnnie na scenie Fortu Borek, ale bardzo się z tym miejscem utożsamiamy. Kilka dni temu mieliśmy premierę spektaklu „Powróćmy jak za dawnych lat”. To opowieść o świecie dawnych kawiarni, dancingów, pierwszych miłości i piosenek, które mimo upływu lat przez cały czas potrafią wzruszać. W spektaklu nie brakuje muzyki, tańca, humoru i krakowskiego klimatu.
Chcieliśmy zagrać kilka spektakli w lipcu i sierpniu, ale wszystko zależy od dostępności naszych aktorów, którzy też potrzebują odpoczynku. o ile z różnych przyczyn nie uda się zagrać premiery w czasie wakacji, spektakl będziemy prezentować od 10 września do końca tego roku. Już teraz zapraszamy.
















