"To, co zabijasz". Ali na skraju załamania nerwowego
To nie jest najlepszy okres w życiu Alego (Ekin Koç). Chociaż mężczyzna kształcił się w Stanach, ma dobrą pracę i warunki życia godne pozazdroszczenia, w jednym momencie wszystko zaczyna się sypać. Jego matka walczy z kolejnymi problemami zdrowotnymi, a zdystansowany i brutalny ojciec nie zgadza się na powierzenie jej synowi. Ali dowiaduje się także, iż w następnym roku akademickim może nie otrzymać zajęć do prowadzenia na uczelni. W dodatku kolejne starania o dziecko kończą się niepowodzeniem.Reklama
Wycofany mężczyzna cierpliwie znosi kolejne razy od losu oraz osób bliższych i dalszych. Ukojenie znajduje w doglądanym przez siebie sadzie. Pomoc w uprawie jabłek proponuje mu Reza (Erkan Kolçak Köstendi) – pozornie bezinteresowny (i zaskakująco podobny do Alego) przybysz znikąd. Ogrodnik nie tylko sprawia, iż sad rozkwita. Radzi także swemu pracodawcy, by ten skonfrontował się ze swoimi problemami. Skoro nikt nie liczy się z nim, on powinien odwzajemnić się światu pięknym za nadobne.
"To, co zabijasz". Traktat o męskości
Urodzony w Teheranie reżyser Alireza Khatami otrzymał za reżyserię "Tego, co zabijasz" nagrodę w Sundance. Przyjęta przez niego metoda jest nietypowa. Jego film składa się z długich scen dialogowych, często uchwyconych w statycznym ujęciu. Chociaż strona formalna jest pozbawiona fajerwerków – ot, kilka postaci w kadrze, zwykle w planie amerykańskim lub dalszym – całość kipi od emocji. Ali pozornie nie konfrontuje się z kolejnymi nieprzychylnościami losu, ale widzimy, iż w środku się gotuje. Na małe wybuchy pozwala sobie jedynie, gdy jest sam, a przyłapany na nich wstydzi się jak małe dziecko.
Reżyser zestawia z nim stawiającego na swoim, często wulgarnego i nieprzyjemnego Rezę. Prezentuje tym samym dwa negatywne typy męskości. Z jednej strony wycofanie, czasem graniczące z apatią, z drugiej toksyczny egocentryzm i nieoglądanie się na innych. Mimo pewnych zabiegów narracyjnych, których tutaj nie zdradzę, przesłanie jest proste – albo bohater odnajdzie równowagę między tymi postawami, albo nigdy nie osiągnie szczęścia.
Co zaskakujące, "To, co zabijasz" najbardziej intryguje przed zastosowaniem fabularnej przewrotki, która powinna przykuć nas do ekranu. Niestety, gdy ona nadchodzi, zainteresowanie widza jakby maleje. A film powinien mieć nas wtedy w garści – wszak skrywane przez długi czas uczucia mogą w końcu wyjść na światło dzienne. Po raz kolejny sprawdza się stara prawda, iż mniej znaczy więcej. Gdy składamy fragmenty życia Alego ze skrawków informacji, jesteśmy ciekawi całości obrazka. W momencie, gdy wszystko staje się jasne – tracimy zainteresowanie.
"To, co zabijasz". Największa zaleta filmu okazuje się jego największą wadą
Film broni się formalnie, przede wszystkim dzięki dobrym zdjęciom polskiego operatora Bartosza Świniarskiego. Niemal dwugodzinny seans pozostawia jednak spory niedosyt. Pierwsza godzina jest świetna. Szkoda, iż druga połowa filmu okazuje się znacznie słabsza. Zastosowany przez Khatamiego zabieg fabularny, chociaż zaskakujący, był przecież bardzo często wykorzystywany (i lepiej – między innymi przez Davida Lyncha). To, co miało być największą zaletą filmu, okazuje się jego największą wadą.
6/10
"To, co zabijasz" (Öldürdüğün şeyler), reż. Alireza Khatami, Turcja/Francja/Polska/Kanada 2025, dystrybucja: Madness, premiera kinowa: 9 stycznia 2026 roku

















