I co, on teraz będzie z nami mieszkał? zapytał tata, spoglądając pytająco na mamę i na mnie…
Wracam do domu po pracy i naprawdę się zdziwiłam, gdy zobaczyłam mojego syna. Kuba od ponad dwóch lat mieszkał ze swoją żoną Martą w Poznaniu, a spotykaliśmy się najwyżej dwa razy w miesiącu, zwykle w weekendy. A tu nagle środek tygodnia.
Coś się stało? zapytałam od razu, pomijając powitanie.
A nie cieszysz się, iż mnie widzisz? próbował zażartować Kuba, ale widząc mój surowy wyraz twarzy, westchnął: Od Marty się wyprowadziłem.
Co to znaczy wyprowadziłem się? spojrzałam na niego poważnie.
W pracy w poprawczaku dla nieletnich nauczyłam się być twarda; żarty nigdy nie były moją mocną stroną. Nie lubię bawić się w niedopowiedzenia, szczególnie z własnym dzieckiem.
Pokłóciliśmy się… wymamrotał, patrząc w bok, jakby wszystkie ściany były ciekawsze niż rozmowa ze mną.
I co dalej? zapytałam, coraz bardziej zniecierpliwiona. Po każdej kłótni będziesz mi się tu zjawiał?
Rozwodzimy się wypalił nagle Kuba.
Wciąż patrzyłam mu w oczy, czekając na jakieś sensowne wyjaśnienie. W końcu westchnął i powiedział:
Ona chce, żebym więcej pomagał w domu, a ja już wracam wykończony po pracy.
A co, nogi ci się złamały, żeby pomóc żonie? nie poparłam go choćby odrobinę.
Ona mi to samo powiedziała. Ale ja jej uświadomiłem, iż kobieta powinna być strażniczką domowego ogniska, a obowiązki domowe należą do niej.
Gdzieś ty tego g…a się naczytał?! prawie wybuchłam. Po ośmiu godzinach w pracy, marzyłam tylko o prysznicu i spokojnej kolacji z mężem a tu syn z pretensjami rodem ze średniowiecza. Przez wszystkie lata małżeństwa z moim Wojtkiem nigdy takich podziałów nie mieliśmy. Pracowaliśmy razem, dom prowadziliśmy razem, dzieci wychowywaliśmy razem, nigdy nie dzieliliśmy spraw na damskie i męskie. Ale Kuba, widocznie, znalazł się nagle w rodzinie patriarchatu…
Słuchasz mnie w ogóle?! podniosłam głos, aż Kuba się wzdrygnął. Skąd to masz? Co, mamuta się zmęczyłeś polować?! Oboje z Martą pracujecie, oboje zarabiacie. To i w domu obowiązki dzielicie! Albo ją namawiasz, by rzuciła pracę i zajęła się domem? Nie? To przestań udawać pana i władcę! Widziałeś kiedyś, żebyśmy się z ojcem kłócili o sprzątanie czy gotowanie? Zawsze szliśmy razem przez życie i to się sprawdza.
W tym momencie wrócił mój mąż Wojtek. Zmarszczył brwi, widząc Kubę:
Coś się stało?
Nawet pytania mają takie same, pomyślał Kuba, a na głos odpowiedział:
Rozwodzę się z Martą…
No toś głupi rzucił Wojtek i poszedł z siatkami zakupów do kuchni.
Wojtek, nasz syn zachowuje się jak cielę powiedziałam mężowi i wyjaśniłam sprawę.
To co, będzie z nami mieszkał? zapytał Wojtek, potem zwrócił się do Kuby: Wiesz, iż słowo małżonek pochodzi od współzaprzęg? Jak dwa konie w zaprzęgu, oba ciągną ten sam wózek wasze wspólne życie. jeżeli jeden się obija, drugi musi ciągnąć sam. A wtedy albo ten silniejszy padnie, albo cały wózek się rozleci.
Kuba zamyślił się, chociaż złość na Martę wciąż nie chciała odpuścić. Przyszedł licząc na wsparcie, ale tak naprawdę oboje z Wojtkiem stanęli przeciw jego argumentom. Potem już rozmawiali między sobą, rozkładając zakupy, jakby Kuba był piątym kołem u wozu. Dali jasno do zrozumienia, iż nie zamierzają go niańczyć.
Patrzyłem, jak układają wszystko spokojnie, zgranie, jakby byli zupełnie innymi ludźmi niż na co dzień w pracy twardzi, w domu dla siebie łagodni jak baranki.
No i co tak stoisz? Idź, załatw sprawy z żoną! powiedział surowo Wojtek. I policz się w głowie z tym, kto co komu powinien. O siebie dbać musicie i sobie pomagać, a nie wyliczać obowiązki! My z mamą mamy jeszcze swoje sprawy.
Wyszedłem od rodziców, oszołomiony ich reakcją zupełnie nie tego się spodziewałem. Za to żal do Marty już mi przeszedł. Zrozumiałem, iż i ja narozrabiałem i niepotrzebnie zacząłem awanturę. Jedno wiem na pewno: chcę mieć kiedyś rodzinę tak szczęśliwą jak moi rodzice.












