Niemiecki Timeless Rage wyraźnie inspiruje się twórczością Kamelot, Epiki czy Myrath. Formacja od początku działalności postawiła na rozwijanie własnej wizji symfonicznego heavy/power metalu wzbogaconego o elementy progresywnego metalu. Po udanym debiucie muzycy wracają po czterech latach z drugim albumem studyjnym zatytułowanym My Kingdom Come. Grupa pochodząca z Villingen-Schwenningen od początku stawiała na połączenie melodyjnego power metalu z symfonicznym rozmachem oraz nieco mroczniejszą atmosferą. Na nowym wydawnictwie rozwija tę formułę, prezentując materiał bardziej dojrzały, ambitniejszy i zdecydowanie bardziej różnorodny niż na debiucie. Album ukazał się 27 marca 2026 roku nakładem Metalapolis Records.
Warto wspomnieć, iż od czasu wydania pierwszej płyty skład zespołu uległ zmianom. W 2023 roku do Timeless Rage dołączył wokalista Nicolaj Ruhnow, natomiast dwa lata później szeregi grupy zasilił basista Daniel Wengle. Nicolaj stara się nadać kompozycjom odpowiedni rozmach, emocjonalność i power metalowy pazur. Ze swojej roli wywiązuje się poprawnie, choć trudno uznać go za wokalistę wybitnego. Jego występ stoi na solidnym poziomie, jednak nie wyróżnia się szczególnie na tle wielu innych frontmanów działających w gatunku.
Bardzo dobrze prezentuje się natomiast duet gitarzystów Michaela Benka i Christiana Pircha. Muzycy dbają o urozmaicenie materiału, często sięgając po wyszukane melodie, rozbudowane harmonie oraz interesujące rozwiązania aranżacyjne. Nie wszystkie ich pomysły okazują się jednak równie trafione. Słychać wyraźnie, iż zespół chce zaskoczyć słuchacza bardziej ambitnym podejściem do kompozycji, choć nie zawsze przekłada się to na równie przekonujący efekt końcowy.
Płyta zawiera dziesięć premierowych utworów. Każdy fan melodyjnego metalu znajdzie tutaj coś dla siebie, choć warto pamiętać, iż mamy do czynienia raczej z solidnym rzemiosłem niż dziełem z najwyższej półki. To przyjemny materiał z licznymi przebłyskami talentu, któremu momentami brakuje większej pewności siebie, wyrazistszych refrenów i kompozycji mogących aspirować do miana gatunkowych hitów.
Bardzo dobrze wypada otwierający album „My Kingdom Come”, oparty na klasycznych power metalowych fundamentach. W jego stylistyce można doszukać się pewnych podobieństw do twórczości Insanii. Elementy progresywne dochodzą do głosu w singlowym „The Seed of Fear”, który skutecznie eksponuje potencjał zespołu. Utwór przyciąga uwagę klimatem, pomysłowością i ciekawie rozwijaną narracją.
Sporo podniosłości, chwytliwości i bogatych aranżacji przynosi „The Devil's Masquerade”. To bez wątpienia jeden z najmocniejszych punktów programu. Nie mniej interesująco prezentuje się epicki „Moonbite Serenade”, w którym nie brakuje pięknych melodii i starannie dopracowanych detali aranżacyjnych.
Na uwagę zasługuje również energiczny i przebojowy „The Enemy of You”, będący znakomitym przykładem talentu zespołu do tworzenia atrakcyjnych i angażujących kompozycji. Wątki progresywne odnajdziemy także w bardziej złożonym „We All Shall Fall”, podczas gdy „The Pale Death” imponuje podniosłym klimatem i dużą dawką melodyjności. W takich momentach Timeless Rage pokazują swój potencjał i udowadniają, iż potrafią skutecznie zainteresować słuchacza.
My Kingdom Come to album, który potwierdza, iż Timeless Rage nie zamierzają być jedynie kolejnym zespołem na zatłoczonej scenie power metalu. Niemcy umiejętnie łączą melodyjność, symfoniczny rozmach i mroczniejszą atmosferę, tworząc materiał dojrzały, ambitny i pełen emocji. Grupa ma własny pomysł na siebie i stara się budować własną tożsamość zamiast bezrefleksyjnie kopiować dokonania największych gwiazd gatunku. Nie jest to może kandydat do tytułu płyty roku, ale bez wątpienia jest to wartościowe i godne uwagi wydawnictwo, które powinno zainteresować fanów symfonicznego i progresywnego power metalu.
Ocena: 8/10







![Zapowiada się gorący weekend. Co można robić w Krakowie [INFORMATOR]](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/06/562279_20.jpg)







