Tiktokowa wyspa

filmweb.pl 2 tygodni temu
Zdjęcie: plakat


A pamiętacie, jak mój redakcyjny kolega naraził się fanom "Shreka" (reż. Andrew Adamson, Vicky Jenson)? Czyli całemu pokoleniu, które uznaje tę uświęconą Oscarem animację za swój film formacyjny. Oczywiście nie przywołuję jego opinii, by narazić go na Wasz gniew; adekwatnie nie chcę choćby dyskutować o "Shreku". Tak się jednak złożyło, iż słowa o "wszystkim, co straszne w cynicznym postmodernizmie" są (moim skromnym zdaniem) najtrafniejszym podsumowaniem najnowszej animacji ze stajni DreamWorks. Sytuacja jest tym ciekawsza, iż już teraz zbiera ona raczej pozytywne opinie. Czy ma szansę powtórzyć sukces produkcji sprzed ćwierćwiecza?

  • DreamWorks Animation

25 lat po premierze animacji o sympatycznym zielonym ogrze postmodernistyczna karuzela jeszcze przyspieszyła. Twórcy "Zapomnianej wyspy" nie poprzestają na zapożyczeniach i odniesieniach do innych dzieł kultury: "Predatora" (reż. John McTiernan), "Alicji w Krainie Czarów" (reż. Hamilton Luske, Clyde Geronimi) czy "Zakochanego bez pamięci" (reż. Michel Gondry). Oczywiście w czasach, gdy wszystko jest cytatem lub remiksem, a dla części społeczeństwa memy stanowią satysfakcjonujący system komunikacji, chęć uatrakcyjnienia fabuły wymaga rozumienia i twórczego wykorzystywania kodów kulturowych. Joel Crawford i Januel Mercado idą jednak o krok dalej. Ich film ogląda się jak rolki z TikToka: kolejne sceny pompują dopaminę kolorami i dynamicznym montażem, gra muzyka, rzucamy żarcik – i pyk, trzy minuty później lecimy do kolejnej przygody.

Typowej dla mediów społecznościowych epizodyczności sprzyja oparcie historii na schemacie fabularnym "Stary, gdzie moja bryka?" (reż. Danny Leiner). W tym przypadku jest to adekwatnie "Stara, gdzie mój magiczny dolar, który pozwoli mi wrócić do zwykłego świata?" ("Stara, dlaczego wyglądam jak Skrillex?", mogłaby zapytać jedna z bohaterek). W skrócie: tytułowa "Zapomniana wyspa" – mityczna kraina znana dwóm przyjaciółkom z babcinych opowieści – otwiera przed dziewczynami podwoje. W czym problem? Ot, marzenie ma kiepski timing: Raissa (ta rozsądna i poukładana) następnego dnia wylatuje na studia do Stanów Zjednoczonych. Jo (ta szalona i przebojowa) oficjalnie cieszy się sukcesem kumpeli, ale w głębi duszy czuje, iż traci grunt pod nogami. Decyzja jednak już zapadła, więc jedyne, co pozostaje, to w ostatni wspólny wieczór stworzyć najbardziej odjechane wspomnienia ever.

  • DreamWorks Animation

Przyjęło się, iż dobra animacja powinna nie tylko bawić, ale też uczyć. W tym przypadku rozkręcona na maksa karuzela śmiechu nie daje wybrzmieć tej części historii, która zmusza do refleksji. Osadzając bohaterki w archetypach serca i rozumu, twórcy mówią, iż choćby najbystrzejszy umysł nie rozwinie się, jeżeli zabraknie mu odwagi, by eksperymentować i popełniać błędy, a najzabawniejsza i najbardziej beztroska dusza może zmagać się z samotnością i poczuciem odrzucenia. Choć Jo i Raissa dopełniają się, dynamika ich relacji pozwala pokazać także te "trudne" i "brzydkie" emocje: zazdrość, poczucie odrzucenia czy frustrację wynikającą ze zwyczajów drugiej osoby. Na tej nierównowadze cierpią także postacie drugoplanowe, przede wszystkim Manang – wampirzyca, której budzące grozę umiejętności od lat stanowią przedmiot fascynacji dorastających dziewczynek (i utrapienie pedagogów). W starej szkole pisania scenariuszy byłaby ona godną antagonistką, w erze TikToka zostaje sprowadzona do kilku śmieszno-strasznych epizodów, a cały konflikt z nią opiera się na konsekwencjach gówniarskiego wybryku.

  • DreamWorks Animation

Wszystko to sprawia, iż "Zapomniana wyspa" jest zdecydowanie ciekawsza jako zjawisko niż jako film per se. Film Crawforda i Mercady to ni mniej, ni więcej tylko produkt swoich czasów: ery mediów społecznościowych, które karmiąc nas cudzymi wspomnieniami, uniemożliwiają tworzenie własnych. Trudno też wyrokować, czy jest to już nowy trend w animacjach, ale tiktokowa estetyka – kolorowa, szybka i hałaśliwa – z pewnością będzie powracać w kolejnych produkcjach. Dla mnie ta przygoda okazała się prostą drogą do przebodźcowania. Szkoda, iż kinowego ekranu nie da się wyłączyć tak jak telefona.
Idź do oryginalnego materiału