Właśnie sobie odświeżam ten album no i nic w odbiorze się nie zmienia. Płyta rozkurwia w drobny pył a uwaga pokazuję i objaśniam nie jestem fanem technicznego thrashu, gdzie muzycy robią sobie na palcach węzły marynarskie ze strun. Tutaj jest technicznie ale bez absurdów, które sprawiają, iż nie ma euforii ze słuchania bo łapiesz ból głowy. Kompozycje rozbudowane więc riffowanka mnogo, sekcja rytmiczna ładnie bije po klaciorze powodując wewnętrzny krwotok. Jakby taki płyt nagrano w "cywilizowanym" świecie to mlaskania nie byłoby końca a tak to mało kto o tym słyszał jak wyszło. prawdopodobnie spora większość usłyszała o tym dobre 10 albo więcej lat później jak ktoś się zlitował i wydał wznowienie.
Przezajebista płyta, która nie ma nic wspólnego z technikaliami pokroju Mekong Delta czy innymi Watchtower.
Statystyki: autor: Hajasz — 7 min. temu