Słucham sobie ostatnio sporo Ares Kingdom. I to jest idealny wręcz przykład zespołu, który jest "spoko" i nic poza tym. Jak leci, to myślisz, iż świetnie to płynie, zajebiste riffy, mocne wokale, ogólnie muzyka z głową napisana, do tego dynamiczna i "jadąca" do przodu. Bo i w sumie jest to prawda, ale kiedy kończysz słuchać, to w głowie nic z tego nie zostaje. A jak za jakiś czas włączysz znowu, to j/w. Cmokasz z uznaniem nad pracą panów Karola i Michała a potem ulatuje z głowy jak wypity dzień wcześniej alkohol.
W pełni się zgadzam, tak to właśnie wygląda. Jest to o tyle dziwne, iż za sprawą tych galopujących riffów i perkusji oraz ogólnych naleciałości ducha heavy metalu powinno jednak w głowę mocniej zapadać. Nie jest to jakaś wielka wada, ale jednak jest. Takie właśnie mam odczucia po znanych mi Return to Dust i Incendiary. Niemniej, to wciąż warte uwagi albumy, jeżeli ktoś lubi napierdalanie w duchu wojennych klimatów i unoszenia pięści ku górze.Statystyki: autor: Blind — godzinę temu










