The Social Reckoning : W sieci konsekwencji – recenzja filmu. To mógł być mail

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

The Social Network to jeden z moich ulubionych filmów. Aaron Sorkin, który otrzymał Oscara za jego scenariusz, po szesnastu latach napisał i wyreżyserował jego luźną kontynuację nazwaną The Social Reckoning. Film ekranizuje głośną aferę Facebook Files z 2021 roku. Czy udało się stworzyć równie angażujące kino?

Opowieść o losach Frances Haugen (Mikey Madison), młodej inżynierki Facebooka, która we współpracy z Jeffem Horwitzem (Jeremy Allen White), reporterem z „Wall Street Journal”, stara się ujawnić najbardziej skryte tajemnice portalu Marka Zuckerberga (Jeremy Strong). Opublikowane przez nich reportaże ujawniły wewnętrzne funkcjonowanie Facebooka i wiele szkód spowodowanych przez tę platformę.

Nie da się ukryć, iż od początku twórcy mieli z tą kontynuacją trochę pod górkę. Przede wszystkim ze względu na fakt, iż David Fincher nie powrócił jako reżyser. Był zajęty innymi projektami, a Sorkin chciał, by film wyszedł przed wyborami połówkowymi w Stanach Zjednoczonych. Z kolei Jesse Eisenberg odmówił ponownego wcielenia się w Marka Zuckerberga, nie chcąc przez resztę życia być kojarzony z osobą, której delikatnie mówiąc, nie jest fanem. Jednak być może nie ma powodu do obaw. W końcu odpowiedzialny za sequel jest nagrodzony scenarzysta i wciąż bardzo utalentowani aktorzy, między innymi Jeremy Strong, Mikey Madison i Jeremy Allen White.

Dla dobra The Social Reckoning nie będę porównywał go z The Social Network. Są to dwie zupełnie różne historie, inne gatunki, w dodatku z inną obsadą. Z tego powodu przed seansem nie powtarzałem sobie choćby filmu Finchera. Problem w tym, iż najnowsza produkcja nie broni się choćby na własnych zasadach. Zadajmy sobie podstawowe pytania. Czy Facebook Files to interesująca historia? Tak. Czy nadaje się na film? Niekoniecznie…

Zobacz również: Piotr Stosiek – wywiad z prezesem zarządu Anaesthetic, twórców gry Unwell

kadr z filmu

To nie tak, iż nie istnieją świetne filmy o dziennikarstwie śledczym. Problem, w tym, iż tutaj główne odkrycie poznajemy już na początku film i nie jest ono zbyt odkrywcze. Facebookowi opłaca się proponować treści „angażujące”, w tym sensacyjne i polaryzujące, bo otrzymują one większą liczbę reakcji i udostępnień. Często są to materiały szerzące nieprawdę lub szkodliwe zachowania. Od paru lat wydawało mi się to oczywiste. Sam przeprowadziłem eksperyment, który dokonują bohaterowie filmu. Założyłem anonimowe konto i zacząłem like’ować wszystkie wyświetlające się materiały, by zobaczyć co zaproponuje mi platforma. Ogólnie mówiąc, nie były to interesujące materiały. choćby jeżeli tego nie próbowaliście, to na pewno nieraz słyszeliście o tragediach, które miały miejsce z powodu jakiegoś szkodliwego internetowego trendu.

Dlaczego więc Sorkin myśli, iż widz o żadnych z tych rzeczy nie wie? Mam wrażenie, jakby scenariusz był pisany pod tezę „Facebook często jest szkodliwy, a jego twórcy nic z tym nie robią”. choćby jak się z tym stwierdzeniem zgadzamy, to film potrzebuje emocji, napięcia oraz ciekawych bohaterów. Dla mnie nie ma tu żadnego z powyższych. Przesłanie powinno naturalnie wynikać z fabuły, a nie na odwrót. Fabuła nie powinna być podporządkowana z góry założonej tezie ,a tak prawie wychodzi z tego filmu edukacyjny. Nie mówiąc o fakcie, iż z produkcji takich jak ta śmieje się Digger. Jak myślicie w jakim stopniu zmniejszy się podatność na dezinformację w internecie po obejrzeniu tego filmu? Moim zdaniem znikomo. choćby jeżeli widzowie będą zaniepokojeni statystykami algorytmu portalu, to najprawdopodobniej nie odinstalują aplikacji, przez cały czas będą czerpać z niej informacje, a znakomita większość osób nie zobaczy choćby tego filmu.

Całą fabułę można by podsumować do trzech rodzajów scen. Pierwsza z nich przedstawia pracowniczkę Facebooka, która szuka dowodów na szkodliwość algorytmów razem z redaktorem Wall Street Journal. Kolejne sceny z tego wątku, nie zgadniecie, pokazują, iż platformie chyba nie zależy na weryfikowaniu nieprawdziwych treści. Nie są one szczególnie ciekawe, bo oglądamy dwójkę bohaterów, którzy rozmawiają albo oglądają dokument na komputerze.

Druga to sceny z Markiem Zuckerbergiem, gdzie przygotowuje się do wystąpienia na konferencji prasowej. Z wyłączeniem ostatnich minut seansu, nie ma on żadnego wpływu na fabułę. Trzecia to obyczajowe momenty komediowe, które jak dla mnie mają najbardziej czerstwe i nieśmieszne żarty tego roku. Choć może miały celowo przypominać humor z „śmiesznych obrazków”, którymi wymieniają się seniorzy na platformie.

kadr z filmu

Trudno zarzucić aktorom, iż kiepsko grają, ale równie trudno być zachwyconym ich kreacjami. Mikey Madison, z wyglądu w ogóle nie przypominająca prawdziwej Frances Haugen, radzi sobie nieźle, ale już Jeremy Allen White gra po prostu siebie. W sumie tyle umiem powiedzieć o tej konkretnej roli, choć uważam go za niezwykle utalentowanego aktora. Z kolei Jeremy Strong radzi sobie z manieryzmami Zuckerbega, ale pomimo charakteryzacji – dla mnie wizualnie ledwo go przypomina, a już na pewno nie dorównuje występowi Jesse’ego Eiseneberga.

Najbardziej z obsady Social Reckoning urzekł mnie Bill Burr w roli postaci inspirowanej Rogerem McNamee – byłym inwestorem Facebooka, który później stał się jego ostrym krytykiem. Choć świat filmu nie jest dla niego nowością, amerykański komik i standuper znów świetnie sprawdził się w dramatycznej roli. To właśnie sceny pomiędzy nim a Jeremy Strongem uważam za najlepsze z całego filmu. Właśnie w scenach, w których krytyk Facebooka stara się przekonać jego twórcę do monitorowania treści, czuć napięcie i wiarygodny konflikt, którego brakuje w całej reszcie. Jest to jedyna scena, którą nazwałbym świetnie wyreżyserowaną.

I właśnie w tym tkwi problem. Utalentowany scenarzysta nie musi być równie utalentowanym reżyserem. Oczywiście, teraz bardziej niż kiedykolwiek, jest moda na to, by reżyser napisał także scenariusz. Podobnie jest w świecie muzyki, gdzie w tej chwili przyznanie się do faktu, iż wokalista nie napisał własnego tekstu, nie jest dobrze widziane. Nie zrozumcie mnie źle, są ludzie, którzy świetne łączą obie profesje, ale jednak nie stanowią większości. Sorkin naprawdę jest świetnym scenarzystą, ale w jego tekstach zawsze najbardziej charakterystyczny jest dialog. Wypowiedzi jego bohaterów często graniczą ze słowotokiem, więc potrzebuje reżysera, który przeczyta tekst The Social Reckoning i będzie wiedział, jak w interesujący sposób zainscenizować sceny czy narzucić wymianom zdań określony rytm.

Nie znajdziemy tu żadnego niedopowiedzenia. Wszystko jest wytłumaczone w taki sposób, by fabułę zrozumiała osoba, która z platformy choćby nie korzystała. Świadczy o tym sama postać dziennikarza, który w rzeczywistości wcale nie był aż takim cyfrowym laikiem. Po prostu, uznano, iż potrzeba postaci, której tłumaczono by, jak działają media społecznościowe.

Chyba największą zaletą jego scenariusza są konfliktowe wymiany zdań pomiędzy bohaterami, ale mieszają się one z niezwykle czerstwymi żartami, a także zwykłymi liniami dialogowymi przyprawiającymi o ciarki żenady. Prawie wszystko, czego dowiadujemy się w tym filmie, odbywa się przez dialog dwóch postaci, które rywalizują ze sobą, kto przekaże widzowi więcej ekspozycji. Nie ma różnicowania tempa scen, budowania coraz większej stawki czy szokujących odkryć. Praktycznie cały film jest grany na jedną nutę. Od początku do końca. Wizualnie jest kompletnie nijako i sztucznie, choć technicznie poprawnie.

kadr z filmu

Przy montażu zdecydowano się podzielić film na trzy rozdziały, ale zrobiono to w taki sposób, iż nie mam pojęcia, czemu ten zabieg miał służyć. Wybija to widza z filmu, nie wspominając o fakcie, iż przeskakujemy bez ładu i składu między chronologią wydarzeń. Zabieg ten służy tylko temu ,by Zuckerberg pojawił się w tej historii na dłużej niż pod sam koniec filmu, ponieważ wszystkie jego sceny nie mają związku z przeprowadzonym śledztwem. Choć łatwo się domyślić, iż sceny z szefem Facebooka mają miejsce później niż dochodzenie, i tak za każdym razem przypomina nam to o tym wizualna oś czasu wielokrotnie pojawiająca się w filmie. A jeżeli podobała wam się minimalistyczna, elektroniczna ścieżka dźwiękowa, którą skomponowali członkowie zespołu Nine Inch Nails do pierwszego filmu, także czeka was rozczarowanie. Alexandre Desplat stworzył monotonną muzykę, która brzmi jak darmowe utwory do pobrania z internetu.

The Social Reckoning. W cieniu konsekwencji mówi o ważnych tematach, choćby o szkodliwych algorytmach szerzących dezinformację i wpływających negatywnie na choćby zdrowie psychiczne młodzieży. Nie zagłębia się jednak na długotrwały wpływ, jaki mają media społecznościowe na użytkowników. Wszystko jest opowiedziane łopatologicznie, a zarazem było tak oczywiste, iż trudno było czerpać przyjemność z seansu. jeżeli interesuje was afera Facebook Files po prostu o niej poczytajcie lub włączcie o niej jakiś filmik na YouTubie. Dowiecie się o niej więcej niż z tego dwugodzinnego seansu.


Źródło obrazka głównego: materiały promocyjne (TYLKO HITY)

Idź do oryginalnego materiału