Rozmowy ze zmarłymi, ludzie próbujący ukryć własne grzechy i poczucie, iż granica między światem żywych oraz umarłych staje się coraz cieńsza.
The Séance of Blake Manor od pierwszych minut wciąga nas w swoją, można powiedzieć, nieoficjalną irlandzką wersję Dziadów pełną unikalnego folkloru, mistycyzmu i XIX-wiecznych wierzeń. Główny wątek skupia się na tajemniczym zaginięciu panny Evelyn Deane, która z dnia na dzień znika z posiadłości rodziny Blake’ów. Na miejscu trwa spotkanie mistyków z całej Irlandii, przygotowujących się do rytuału mającego umożliwić kontakt z duchami zmarłych. Już sam punkt wyjścia sprawia, iż gra wyróżnia się klimatem na tle większości współczesnych horrorów i detektywistycznych produkcji. Początkowo wszystko wydaje się klasycznym śledztwem w zamkniętym dworze pełnym podejrzanych. Jednak z czasem historia staje się czymś dużo większym i bardziej niepokojącym, niż mogłoby się wydawać.
Najciekawszym elementem naszej podróży w tajemniczy świat są zdecydowanie postacie. Ich przeszłość, a także to, co robią w tak niekonwencjonalnym miejscu i czego tak naprawdę oczekują, od początku budzą ciekawość. Motywy bohaterów są wyjątkowo zróżnicowane, a dowiadujemy się o nich dopiero, gdy dokładnie przeanalizujemy daną postać i ją poznamy. Nie tylko od niej samej, ale także od innych uczestników rytuału, książek z biblioteki czy znalezisk w posiadłości rodziny Blake’ów.
Kadr z gryŚledztwa pełne są paranormalnych zjawisk, dziwnych istot i zmór, które prześladują poszczególnych bohaterów, a może choćby i nas? Żaden człowiek nie jest w tym miejscu bez winy, jednak tylko jedna osoba jest odpowiedzialna za zaginięcie naszej damy. W trakcie odkrywania historii postaci możemy dowiedzieć się o każdej z nich wielu ciekawych informacji. Wiele z nich przyda nam się w zawężeniu liczby podejrzanych i pozwoli zgadnąć, kto jest naszym głównym sprawcą.
„Piekło istnieje naprawdę, panie Ward, i my w nim jesteśmy”
Gra w wyjątkowo taktowny, ale fascynujący sposób porusza bardzo interesujące wątki religijne i wyznaniowe obecne w XIX-wiecznej Irlandii. Prezentuje ona szeroką gamę bohaterów z różnorodnymi wierzeniami, nie robiąc tego w sposób ofensywny. Dużo czerpie również z prawdziwej historii, mieszając ją zgrabnie z fikcją. Daje nam to interesujący miks mniej znanego większości Polaków irlandzkiego folkloru i inwencji twórczej ambitnych artystów studia. Oprawa graficzna buduje niesamowity klimat, a lokacje prezentują się tajemniczo i czasami choćby przytłaczająco swoim mistycyzmem. Całość utrzymana jest w stylistyce graficznej przypominającej komiksy horrorowe z lat 50. Dodatkowo wyjątkowo dobrze dobrani aktorzy głosowi wpajają duszę w i tak już bardzo kolorowe i charyzmatyczne postacie. Momentami niepokojąca ścieżka dźwiękowa produkcji również pomaga wciągnąć nas w świat pełen koszmarów, zagadek i duchów.
Zobacz również: Project: Aurora – recenzja gry. Trudna przeprawa przez obcą planetę
Kadr z gryRozgrywka jest, w przeciwieństwie do fabuły, stosunkowo prosta. Jednak właśnie dzięki temu łatwo wczuć się w rolę detektywa analizującego tropy i próbującego zrozumieć zależności między bohaterami. System śledztwa zachęca do samodzielnego łączenia faktów, a ograniczony czas – który liczony jest jednak tylko, gdy wykonujemy jakieś akcje – sprawia, iż nie da się zobaczyć wszystkiego bez dokładnego planowania kolejnych działań. Zamiast prowadzić gracza za rękę, gra pozostawia miejsce na własne wnioski i błędy. Dzięki temu odkrywanie tajemnicy daje dużo większą satysfakcję, a my możemy poczuć się jak irlandzki Sherlock Holmes lub porucznik Columbo, próbujący rozszyfrować liczne zagadki schowane za zamkniętymi drzwiami tajemniczej rezydencji.
Zobacz również: Magin: The Rat Project Stories – recenzja gry. Tyle lat czekania
The Séance of Blake Manor to gra wciągająca jak najlepsza książka murder mystery, z licznymi zwrotami akcji i nadprzyrodzonymi zdarzeniami. jeżeli wciągnie, to na grube godziny – i ciężko będzie się oderwać od niesamowicie klimatycznych miejsc oraz intrygujących bohaterów, wśród których każdy znajdzie swoich ulubieńców i znienawidzone charaktery. Każda pojedyncza rozwiązana zagadka realnie wciąga nas jeszcze głębiej w tajemnicę, która pozornie może nie mieć dna. To nie jest historia o zaginięciu jednej osoby – to narracja o duchach, wierzeniach, winie i ludziach próbujących ukryć własną przeszłość. jeżeli ktoś szuka gry łączącej paranormalny rytuał z najlepszą opowieścią murder mystery, trudno o lepszy przykład współczesnej „V części 'Dziadów’”.
Fot. główna. Materiały promocyjne (Raw Fury)


