"Termopile polskie" Tadeusza Micińskiego w reżyserii Jana Klaty
Treścią spektaklu są ostatnie chwile życia księcia Józefa Poniatowskiego. Konającemu w nurtach Elstery księciu przypominają się takie wydarzenia, jak Konstytucja 3 maja, Targowica, insurekcja kościuszkowska, Rzeź Pragi czy bitwa pod Lipskiem. Wydarzenia, które zdaniem Micińskiego rozstrzygały o przyszłości Polski i doprowadziły do wymazania jej z mapy świata. W spektaklu pojawiają się takie postacie historyczne, jak król Stanisław August Poniatowski, książę Józef Poniatowski, Tadeusz Kościuszko, caryca Katarzyna, czy kniaź Patiomkin. Pojawia się choćby szatan i Kasandra. Ta ostatnia, zwana Witą, jest też narratorką całej opowieści.
Spektakl Klaty to niezwykła lekcja historii Polski, ale opowiedziana w sposób daleki od szkolnych przyzwyczajeń. Jest dynamiczny i ma w tym sporą zasługę muzyka noisowa (od angielskiego noise - szum, hałas) zespołu Gruzja. To przedstawienie doskonale chwyta dzisiejszy czas. Symboliczna jest także scenografia. Scenę wypełniają bruzdy. Wygląda to jak zaorane pole, ale też okopy lub cmentarzysko. Gleba żyzna, a jednocześnie przeklęta. Idealne miejsce pod zasiew nadziei, ale też nacjonalistycznych tęsknot.
Widz oglądający "Termopile polskie" ma to, co lubi w teatrze najbardziej: imponującą inscenizację oraz znakomite aktorstwo. Tu jeszcze dochodzi nutka snobizmu, bo, jak wspomniałem, autor jest dziś już mocno zapomniany.
Stanisław August w ujęciu Jerzego Radziwiłowicza to wybitny umysł, inteligencja, maniery i…całkowita bezradność wobec brutalnej rzeczywistości, Danuta Stenka jako caryca Katarzyna to kobieta –modliszka, która do codziennych gier miłosnych potrzebuje gromady kochanków, Tadeusz Kościuszko Cezarego Kosińskiego nie w chłopskiej sukmanie, ale stroju kowboja przypomina, iż to także bohater Stanów Zjednoczonych. Najbardziej zachwycającą postacią jest jednak kniaź Patiomkin. Oskar Hamerski idealnie łączy tu wdzięk z przebiegłością i cynizmem. Poruszającą postać Wity stworzyła Anna Grycewicz, jej bohaterka obok wielkiej wrażliwości ma w sobie siłę prawdy i szlachetności. Do tego dochodzi nutka perwersji w wykonaniu Adama Szczyszczaja jako Lucyfera. Ale najważniejsze jest jedno: Klata, sięgając po dramat Micińskiego, uczynił zeń bolesną partyturę, która powinna być przestrogą dla współczesności.








