Teatr – pasja rodzinna, czyli festiwal teatru w Pile

kulturaupodstaw.pl 5 dni temu
Zdjęcie: fot. Materiały organizatora


Małgorzata Leśniak: Zanim opowiemy o tegorocznej, 27. edycji festiwalu, przypomnijmy początki. Czyim pomysłem było zorganizowanie w Pile święta teatru?

Stanisław Dąbek: To był nasz wspólny pomysł, Wiesi Szczygieł i mój.

ML: Nie jest trudno zgadnąć, iż w twoim przypadku to była konsekwencja wieloletnich zainteresowań i pasji krążących wokół sceny i teatru. Opowiedz o początkach.

SD: W tej opowieści o początkach musimy nawiązać do nazwy festiwalu, czyli teatru jako pasji rodzinnej. Idea była taka, by pokazać koligacje rodzinne na scenie. W pierwszych edycjach festiwalu pokazywaliśmy różne związki rodzinne. Były więc na scenie rodziny Grabowskich i Peszków. Na pilskiej scenie gościła też Krystyna Janda z córką, Marią Seweryn.

Pokazywaliśmy również prywatne teatry, które tworzyły małżeństwa aktorów. Rozmawialiśmy o tym, jak to się dzieje, iż ta pasja, czyli teatr, jest tworzona przez najbliższych, bo np. w przypadku Peszków, oprócz syna Błażeja i córki Marii, na scenie mogliśmy też zobaczyć żonę Jana Peszka, Teresę, która aktorką przecież nie jest. I te związki rodzinne, przeniesione pasją na scenę, udało nam się pokazywać w trzech pierwszych edycjach festiwalu.

ML: A potem?

SD: A potem konwencja się zmieniła. Uznaliśmy, iż szkoda by było zmarnować zbudowany kapitał. Została więc koncepcja festiwalu teatru, a główną osią wyboru repertuaru były znowu związki, ale tym razem te rodzinne zostały poszerzone o pasje w przyjaźniach. Nie chcieliśmy rezygnować z otulania mieszkańców Piły w listopadowe wieczory opowieściami ze sceny.

ML: Jak wygląda proces wybierania repertuaru? Jest jakaś komisja?

SD: Traktujemy to wydarzenie jako festiwal. Festiwal teatru w mieście, w którym przecież nie mamy stacjonarnej sceny. Nie jest to festiwal konkursowy, a w wyborze repertuaru kieruję się na pewno swoimi zainteresowaniami. Mam świadomość, iż trzeba zbalansować oczekiwania widzów, którzy z jednej strony chcą obejrzeć jakąś komedię, ale są przecież także widzowie, którzy od teatru oczekują nie tylko rozrywki, ale i czegoś więcej.

I dlatego w tegorocznej edycji imprezy jest kilka świetnych komedii, ale w tych opowieściach, oprócz humoru, wybrzmiewają też pytania, które zostają z widzem na długo po opadnięciu kurtyny.

A są wśród tych spektakli też takie, które ze stawianiem pytań nie czekają na końcowe brawa. Taki jest teatr. I moim zdaniem jego siła tkwi w tym, iż jako widzowie mamy możliwość bycia świadkami historii, która jest opowiadana tu i teraz. I jest za każdym razem taka sama, ale i zawsze inna, bo przecież też sam spektakl zagrany w innym miejscu i innym czasie będzie zupełnie inny.

ML: To jest dla mnie oczywiste. Bo mamy tu czynnik ludzki, a ten, jak wiemy, zmienny jest. Grający na scenie aktorzy nie są przecież robotami i mają swoje doświadczenia i emocje, które wnoszą na scenę. A na widowni siedzą też ludzie, i oni także mają swoje emocje i swoje doświadczenia, które przynoszą ze sobą do teatru.

SD: I ta mieszanka tworzy wyjątkowe dla wszystkich przedstawienia interakcje.

ML: Impreza ma już swoje miejsce w kalendarzu wydarzeń kulturalnych w Pile i mieszkańcy wiedzą, iż jesień oznacza festiwal teatralny.

SD: Myślę, iż tak. Ku naszej euforii są oczywiście tacy, którzy co roku dołączają po raz pierwszy, ale wiemy, iż mamy widzów, którzy cały rok czekają na listopadowy maraton teatralny. Oczywiście dziś inaczej wygląda sprzedaż biletów. Kiedyś zaczynała się we wrześniu, a przed kasą ustawiały się kolejki. Dziś ludzie częściej kupują bilety przez internet. I z tej drugiej opcji zainteresowani mogli skorzystać już w lipcu.

Są na pewno spektakle, które cieszą się większym zainteresowaniem widzów. Do takich należą przedstawienia z gwiazdorską obsadą, ale są to zarazem świetne spektakle. Na przykład tegoroczny „I dlatego nie masz męża”, który pokaże na naszej scenie poznański Teatr Nowy, a który będziemy mogli obejrzeć dzięki dofinansowaniu Urzędu Marszałkowskiego w Poznaniu.

ML: Czyli coś dla mnie. (śmiech)

SD: Na przykład. (śmiech) Myślę, iż teatr się zmienia. Czasem jest opisem rzeczywistości albo odpowiedzią na pewne pytania, ale ma też bawić widza. Ma być zabawnie, jednak to nie znaczy, iż spektakl nie może zachęcać do rozmów o rzeczach ważnych, choć podanych czasem w lekki sposób.

W tym roku nawiążemy do idei, która przyświecała nam na początku, bo pokażemy spektakl „Przyjaciele”, w którym wystąpią dwa małżeństwa. Agata Wątróbska i Janusz Chabior, który w tym roku objął nasz festiwal patronatem honorowym, oraz Agnieszka Głowacka i Piotr Głowacki.

Pamiętajmy też o rozmowach, które realizowane są po przedstawieniach. I czasem bywa tak, iż ta rozmowa staje się przedłużeniem spektaklu. A ponieważ każda rozmowa jest inna, to rodzi się zupełnie nowa opowieść, nowa historia. Widzowie mogą poznać kulisy powstawania przedstawienia. Jest to też czas na smaczki i anegdoty związane z samym spektaklem, ale i jego twórcami.

ML: Czym się kierujesz, wybierając repertuar na festiwal?

SD: Jest kilka elementów, które biorę pod uwagę. Kończy się jedna edycja imprezy, a ja już od stycznia kolejnego roku zaczynam poszukiwania. Sprawdzam, gdzie i kto szykuje nowy spektakl.

Na przedstawienie „Przyjaciele” trafiłem na etapie jego produkcji i od razu wpisałem się jako ten, który chciałby go pokazać pilskiej publiczności. Miał on swoją premierę we wrześniu, a my go pokażemy na naszych deskach już w listopadzie. Wracając do twojego pytania, myślę, iż proces doboru repertuaru można określić jako subiektywny wybór Stanisława Dąbka.

ML: Siedzi w tobie cały czas ten teatr, prawda?

SD: Siedzi, bo teatr to jest piękna rzecz, która przydarzyła się ludzkości.

ML: Umiałbyś wybrać ze wszystkich edycji, które już mamy za sobą, przedstawienia, które były dla ciebie wyjątkowe?

SD: Umiem. Takim spektaklem był na pewno „Belfer” Wojciecha Pszoniaka. Świetnie zagrany monodram i kapitalna historia. Kolejnym był fantastycznie pokazany przez Andrzeja Seweryna Szekspir. I „Cholonek”, spektakl w wykonaniu Teatru Korez z Katowic. przez cały czas mocno siedzi w mojej głowie ta niesamowicie opowiedziana w tym przedstawieniu historia Śląska. A wracam do tego spektaklu pamięcią, bo czytam teraz książkę wywiad z Grażyną Bułką, aktorką, która zagrała w „Cholonku”, i ona opowiada tam o swojej śląskości.

plakat

W pamięci mam też spektakle Jerzego Bończaka, który nie tylko w nich występował, ale też je reżyserował. We wszystkich był tak wspaniały, iż można go było jeść łyżkami.

I są jeszcze dwa spektakle, które chcę wymienić. Pierwszy z nich to „Pomalu, a jeszcze raz!”, wyśpiewany i opowiedziany przez Hannę Śleszyńską w duecie z czeskim aktorem – Igorem Šebo. Drugi to „Grace i Gloria”, w którym przejmującą kreację stworzyła nieżyjąca już Stanisława Celińska. Pamiętam też, bo nie sposób nie pamiętać, pokazywany na naszej scenie „Kwartet dla czterech aktorów”.

ML: Ten ostatni spektakl i ja dobrze pamiętam. I tego kwartetu już nie zobaczymy na żadnej ziemskiej scenie.

SD: Niestety, po śmierci Jana Frycza nie ma już kwartetu. Muszę wspomnieć o jeszcze jednym spektaklu, bo pamiętam, jak bardzo mną wstrząsnął. Był to zagrany z publicznością na scenie Herbert w interpretacji Zbigniewa Zapasiewicza i jego kreacja „Pana Cogito”.

ML: Spektakle, o których wspomniałeś, mają jedną cechę wspólną, są nią gwiazdy. A czy zdarzyło się tak, iż zachwyciło cię przedstawienie, którego nie niosło wielkie nazwisko? Czy młodzi aktorzy, którzy dopiero skończyli szkoły teatralne, też potrafią zachwycać?

SD: Tak, takim spektaklem były „Kamienie w kieszeniach”, a zagrał w nim Bartłomiej Kasprzykowski, który dziś jest popularnym aktorem, ale wtedy był jeszcze mało znany. W tym przedstawieniu Kasprzykowski zagrał z kolegą z roku ze szkoły teatralnej Szymonem Sędrowskim. To był offowy spektakl, w którym tym młodym aktorom udało się, dzięki trzech toi-toiów ustawionych na scenie, w sposób absolutnie fascynujący opowiedzieć poruszającą historię.

ML: Czy do widowni dołączają w kolejnych edycjach festiwalu młodzi?

Trik Patricka

SD: Myślę, iż młodzi wybierają alternatywne propozycje teatralne. Kiedyś mieliśmy tzw. poduszkę dla studenta, czyli za cenę o połowę niższą można było kupić poduszkę i oglądać przedstawienia na balkonie. Teraz już nie ma takiej potrzeby, bo bilety można kupić bez problemu, to po pierwsze. A po drugie, młodzi szukają innego sposobu spędzania wolnego czasu, niekoniecznie w teatrze.

ML: Czyli wydarzeń typu Pilkon.

SD: Tak, a nasz festiwal to nie jest Pilkon. Jak mówił Stanisław Przybyszewski: sztuka nie jest dla wszystkich. I niech ona zostanie elitarna. Teatr staje się mieszczański. Kiedyś, pod koniec lat 80., aktorzy marzyli o tym, by niezależnie od swoich macierzystych teatrów krążyć po Polsce ze swoimi produkcjami. I tak się stało. Teraz, jak sądzę, jest choćby nadprodukcja niezależnych spektakli.

Zmienia się rynek i zmienia się teatr oraz sposób zarządzania nim. Moim zdaniem powinna być zachowana równowaga, pozwalająca dostarczać widzom tematu do przemyśleń, ale i rozrywki. I my taką rozrywkę proponujemy widowni pilskiej. Tu warto zaznaczyć, iż obecne w nazwie wydarzenia słowo „festiwal” oznacza święto. I tę formę chcemy celebrować.

ML: Nie wiem, dlaczego, ale przyszła mi na myśl ogólnonarodowa dyskusja na temat…

SD: Na temat „Lalki”.

ML: Skąd wiesz, iż o tym chciałam powiedzieć? (śmiech) Dla mnie skojarzenie było oczywiste. Mówiliśmy o młodych, o innym spojrzeniu na sztukę. Widziałeś serial Netflixa?

SD: Jestem w trakcie oglądania. I uważam, iż ta „Lalka” jest fantastyczna. Jest krwista, prawdziwa i zagrana w tempie. Do tego wyraziste role. A to, iż ta „Lalka” jest inna od filmu Wojciecha Hasa czy serialu Ryszarda Bera, nie jest w mojej ocenie zarzutem.

ML: Myślę, iż netflixowa „Lalka” jest odpowiedzią na pokoleniowe zmiany. Jest propozycją dla młodych, którzy żyją szybciej i intensywniej. Niektórzy mówią, iż postaci z najnowszej serialowej „Lalki” są wreszcie z krwi i kości. Że nie są to grubo ciosane pomniki i iż łatwiej mogą się w nich rozpoznać młodzi. Zostawiamy „Lalkę” i historię. Przedstaw tegoroczny festiwalowy repertuar.

SD: Program wygląda następująco:

Zacznijmy jeszcze raz

  • 11 listopada: „Genialny pomysł”
  • 12 listopada: „Następnego dnia rano”
  • 13 listopada: „Kariera Nikodema Dyzmy”
  • 14 listopada: „Ding dong czyli karma wraca”
  • 17 listopada: „I dlatego nie masz męża”
  • 19 listopada: „Papużka”
  • 21 listopada: „Casting na mumię”
  • 22 listopada: „Przyjaciele”
  • 24 listopada: „Zacznijmy jeszcze raz”
  • 29 listopada „Trik Patricka”.

ML: Pierwsze przedstawienie odbędzie się 11 listopada. To przypadkowa data?

SD: Nie, zawsze zaczynamy 11 listopada.

ML: Bo?

SD: Bo jest to nasz pomysł na celebrowanie Narodowego Święta Niepodległości. Bo uważamy, iż nie musi być patetycznie. Że może i powinno być radośnie.

27. Festiwal Teatralny – Teatr pasja rodzinna odbędzie się w dniach 11–29 listopada w Regionalnym Centrum Kultury – Fabryka Emocji w Pile. Dokładny opis przedstawień i godziny seansów znajdziecie na ⇒ stronie.

Idź do oryginalnego materiału