W czasach, gdy swój debiut reżyserski zaliczają znacznie młodsze aktorki i aktorzy – tylko w tym roku swoje pierwsze filmy wypuścili m.in. Scarlett Johansson, Kristen Stewart czy Harris Dickinson – aż trudno uwierzyć, iż "Żegnaj, June" to debiut Kate Winslet. Będąc współczesną ikoną sztuki aktorskiej, siedmiokrotnie nominowana do Oscara Angielka postanowiła spróbować sił jako reżyserka. A iż scenariusz do filmu napisał jej 22-letni syn, można powiedzieć, iż ten świąteczny wyciskacz łez to prawdziwie rodzinny interes.
Flora Jacoby Richardson, Elias Whittaker, Toni Collette, Dexter Saville, James Trevelyan Buckle
Bywa, iż gwiazdorska obsada nie gwarantuje sukcesu, ale w "Żegnaj, June" prawdziwa konstelacja aktorskich sław działa cuda. Helen Mirren, Timothy Spall, Andrea Riseborough, Toni Collette, Johnny Flynn, wreszcie sama Winslet – na liście płac znalazła się prawdziwa śmietanka brytyjskiego (a także australijskiego) aktorstwa i w zasadzie każde z nich spisało się znakomicie. Fabuła "Żegnaj, June" skupia się na tytułowej bohaterce (w tej roli wspaniała Helen Mirren), która na kilka dni przed Bożym Narodzeniem trafia do szpitala – jak się okazuje, ponownie, gdyż od dłuższego toczy walkę z rakiem i wszystko wskazuje na to, iż niedługo przegra. Connor (Flynn), najmłodszy z czwórki dzieci June i Berniego (Spall), zawiadamia swoje trzy starsze siostry (Winslet, Riseborough, Collette) i niedługo szpitalna sala zamienia się w miejsce spotkań i starć poszczególnych członków tej barwnej rodziny. Jedna z córek jest w ciąży, pozostałe dwie unikają się i robią wszystko, by nie spotkać się przy łóżku matki, syn ewidentnie wciąż szuka swojej tożsamości, a Bernie, sam schorowany, jakby nie przyjmuje do wiadomości tego, co nieuchronne.
I gdy wydaje się, iż "Żegnaj, June" będzie kolejnym ciężkim dramatem o praniu rodzinnych brudów i brutalnym przepracowywaniu traum, film Winslet przynosi sporą dawkę humoru i dystansu do przedstawianego tematu. Nie ucieka od ukazywania odchodzenia – stan June jest bardzo poważny i choćby przez moment nie można mieć nadziei na jego poprawę – ale też stara się traktować rodzinne konflikty z dystansem, niekiedy choćby je obśmiewając. Bodaj najbardziej komediowym elementem tej historii – po angielsku nazwanoby ją comedic relief – jest kreowana przez Toni Collette postać Helen, mieszkającej w Stanach średniej córki June i Berniego. Będąca połączeniem hipiski i newage’owej joginki kobieta jest kwintesencją życiowego zagubienia, a jednak niemal zawsze stara się dostrzegać wokół siebie pozytywy. Z czasem jej postawa zaczyna udzielać się także pozostałemu rodzeństwu, które wreszcie zaczyna działać wspólnie, aby uczynić ostatnie święta swojej mamusi (tylko tak zwracają się do matki) niezapomnianymi.
Skupienie się na nadaniu historii odrobiny lekkości mogło stać się powodem pewnych niedostatków fabularnych – niewielkich, ale łatwo dostrzegalnych. Być może największym z nich jest brak pogłębienia wątku ojca rodziny, Berniego (świetna rola Timothy’ego Spalla). Jego rodzicielska porażka jest ewidentna – brak męskiego i ojcowskiego wzorca spowodował, iż żadna z córek nie ma partnera, w którym miałaby oparcie – ale już o przyczynach tej porażki w "Żegnaj, June" nie mówi się prawie wcale. W jednej ze scen – całkiem ładnej i wzruszającej zresztą – Bernie zdobywa się na chwilę szczerości w konfrontacji z jednym ze swych dzieci, ale to o wiele za mało, by zrozumieć, co naprawdę działo się w tej rodzinie. Niedopracowanie wątku Berniego rzutuje także na ukazanie jego relacji z odchodzącą June – niby widać jego oddanie żonie, ale widzowi pozostaje jedynie domyślanie się, czy to bardziej efekt prawdziwej miłości czy zaledwie wieloletniego przyzwyczajenia. Niewykluczone, iż taki był zamysł młodego scenarzysty – by postać ojca była niedopowiedziana, może choćby niedopracowana – ale w porównaniu z pozostałymi bohaterami tej historii wątek Berniego pozostawia pewien niedosyt.
"Żegnaj, June" to bardzo udany debiut reżyserski, który opowiada intymną, wzruszającą, ale i momentami zabawną historię rodziny, która w jednym z najbardziej radosnych momentów w roku musi zmierzyć się z najtrudniejszym wyzwaniem – pożegnaniem osoby, która była spoiwem tej rodziny. Finałowy spektakl, który urządzają dla June, jest idealnym podsumowaniem atmosfery debiutu Kate Winslet – odrobinę kiczowatego wzruszenia, dużo humoru oraz całe mnóstwo serca.
Flora Jacoby Richardson, Elias Whittaker, Toni Collette, Dexter Saville, James Trevelyan Buckle
- Netflix
- Kimberley French
Bywa, iż gwiazdorska obsada nie gwarantuje sukcesu, ale w "Żegnaj, June" prawdziwa konstelacja aktorskich sław działa cuda. Helen Mirren, Timothy Spall, Andrea Riseborough, Toni Collette, Johnny Flynn, wreszcie sama Winslet – na liście płac znalazła się prawdziwa śmietanka brytyjskiego (a także australijskiego) aktorstwa i w zasadzie każde z nich spisało się znakomicie. Fabuła "Żegnaj, June" skupia się na tytułowej bohaterce (w tej roli wspaniała Helen Mirren), która na kilka dni przed Bożym Narodzeniem trafia do szpitala – jak się okazuje, ponownie, gdyż od dłuższego toczy walkę z rakiem i wszystko wskazuje na to, iż niedługo przegra. Connor (Flynn), najmłodszy z czwórki dzieci June i Berniego (Spall), zawiadamia swoje trzy starsze siostry (Winslet, Riseborough, Collette) i niedługo szpitalna sala zamienia się w miejsce spotkań i starć poszczególnych członków tej barwnej rodziny. Jedna z córek jest w ciąży, pozostałe dwie unikają się i robią wszystko, by nie spotkać się przy łóżku matki, syn ewidentnie wciąż szuka swojej tożsamości, a Bernie, sam schorowany, jakby nie przyjmuje do wiadomości tego, co nieuchronne.
I gdy wydaje się, iż "Żegnaj, June" będzie kolejnym ciężkim dramatem o praniu rodzinnych brudów i brutalnym przepracowywaniu traum, film Winslet przynosi sporą dawkę humoru i dystansu do przedstawianego tematu. Nie ucieka od ukazywania odchodzenia – stan June jest bardzo poważny i choćby przez moment nie można mieć nadziei na jego poprawę – ale też stara się traktować rodzinne konflikty z dystansem, niekiedy choćby je obśmiewając. Bodaj najbardziej komediowym elementem tej historii – po angielsku nazwanoby ją comedic relief – jest kreowana przez Toni Collette postać Helen, mieszkającej w Stanach średniej córki June i Berniego. Będąca połączeniem hipiski i newage’owej joginki kobieta jest kwintesencją życiowego zagubienia, a jednak niemal zawsze stara się dostrzegać wokół siebie pozytywy. Z czasem jej postawa zaczyna udzielać się także pozostałemu rodzeństwu, które wreszcie zaczyna działać wspólnie, aby uczynić ostatnie święta swojej mamusi (tylko tak zwracają się do matki) niezapomnianymi.
Skupienie się na nadaniu historii odrobiny lekkości mogło stać się powodem pewnych niedostatków fabularnych – niewielkich, ale łatwo dostrzegalnych. Być może największym z nich jest brak pogłębienia wątku ojca rodziny, Berniego (świetna rola Timothy’ego Spalla). Jego rodzicielska porażka jest ewidentna – brak męskiego i ojcowskiego wzorca spowodował, iż żadna z córek nie ma partnera, w którym miałaby oparcie – ale już o przyczynach tej porażki w "Żegnaj, June" nie mówi się prawie wcale. W jednej ze scen – całkiem ładnej i wzruszającej zresztą – Bernie zdobywa się na chwilę szczerości w konfrontacji z jednym ze swych dzieci, ale to o wiele za mało, by zrozumieć, co naprawdę działo się w tej rodzinie. Niedopracowanie wątku Berniego rzutuje także na ukazanie jego relacji z odchodzącą June – niby widać jego oddanie żonie, ale widzowi pozostaje jedynie domyślanie się, czy to bardziej efekt prawdziwej miłości czy zaledwie wieloletniego przyzwyczajenia. Niewykluczone, iż taki był zamysł młodego scenarzysty – by postać ojca była niedopowiedziana, może choćby niedopracowana – ale w porównaniu z pozostałymi bohaterami tej historii wątek Berniego pozostawia pewien niedosyt.
"Żegnaj, June" to bardzo udany debiut reżyserski, który opowiada intymną, wzruszającą, ale i momentami zabawną historię rodziny, która w jednym z najbardziej radosnych momentów w roku musi zmierzyć się z najtrudniejszym wyzwaniem – pożegnaniem osoby, która była spoiwem tej rodziny. Finałowy spektakl, który urządzają dla June, jest idealnym podsumowaniem atmosfery debiutu Kate Winslet – odrobinę kiczowatego wzruszenia, dużo humoru oraz całe mnóstwo serca.









![Karta walk KSW 118. Gdzie i o której oglądać? [TRANSMISJA NA ŻYWO, TV]](https://i.iplsc.com/-/000MSGPC4O4KHO0X-C321.webp)



