TASKFORCE TOXIKATOR - Countdown to Death (2026)

powermetal-warrior.blogspot.com 4 godzin temu

Kocham niemiecki thrash metal i nie mogłem odpuścić nowej płyty taskforce toxikator, który jest na scenie metalowej od 2017r. Taskforce Toxicator to niemiecki zespół z Münster, który od początku swojej działalności konsekwentnie trzyma się oldschoolowego thrash metalu. Po wydanym w 2023 roku „Laser Samurai” przyszedł czas na drugi pełny album, a „Countdown To Death” pokazuje, iż te kilka lat nie poszło na marne. Niemcy wyraźnie poprawili przede wszystkim songwriting. przez cały czas grają muzykę mocno zakorzenioną w latach 80., ale tym razem kompozycje są bardziej zróżnicowane, mają więcej charakteru i przede wszystkim łatwiej zapadają w pamięć. To wszystko sprawia, iż album robi spore wrażenie.

Największą zaletą „Countdown To Death” jest właśnie różnorodność. Taskforce Toxicator przez cały czas gra oldschoolowy thrash, ale nie ogranicza się do nieustannego przyspieszania. Mamy tutaj szybkie partie, ciężki groove, crossover, melodyjne refreny i bardziej ponure momenty. Słychać, iż band ma pomysł na siebie i grają na bardzo dobrym poziomie. To nie tylko szybka gra do.przodu, bowiem jest tu miejsce na chwytliwe melodie i przebojowość. W zespole sporą rolę odgrywa Fabian Koch, który dysponuje interesująca barwa głosu i potrafi napisać drapieżnie i oldscholowo. Bardzo dobrze spisuje się duet gitarzystów i trzeba przyznać iż Rothe/Wenning.panowie nie kombinują i stawiają na sprawdzone patenty i taki oldscholowy klimat lat 90. Panowie pokazują, iż thrash metal wciąż może brzmieć intrygująco i agresywnie.

Płyta jest zwarta i treściwa, bowiem trwa 38 minut. Znajdziemy tu 12 utworów, które dostarczają sporo frajdy.Już „The Necromancer” rozpoczyna album bez żadnego ostrzeżenia. Szybkie, tnące gitary, agresywny wokal Fabiana Kocha i rozpędzona sekcja rytmiczna pokazują, iż tym razem nie będzie miejsca na zbędne kombinowanie. To klasyczny thrash, ale podany z odpowiednią dawką współczesnej energii. Band pokazuje swój potencjał i robi smaka na całość. Kocham taki thrash metal.

Mental Agony” jest nieco bardziej zróżnicowany. Zamiast bezustannego pędu pojawiają się cięższe fragmenty i bardziej mroczny klimat. Zadziorny kawałek, który potwierdza iż band czerpie garściami z dokonań Exodus, testament czy Death Angel.

Intergalactic War” wraca do kosmicznej tematyki, którą Taskforce Toxicator wykorzystywał już wcześniej. Muzycznie jest bardziej hymniczny i melodyjny, a refren zdecydowanie należy do tych, które mogą dobrze sprawdzić się na koncertach. To utwór, który ukazuje nie tylko fascynację zespołu do tematyki s-f, ale pokazuje przebojowe oblicze zespołu.

Jednym z ciekawszych numerów jest „Revived Scum”. Tutaj Niemcy ponownie wciskają gaz do dechy, ale nie zapominają o chwytliwych partiach wokalnych. Utwór ma sporo koncertowej energii i łatwo sobie wyobrazić, jak dobrze może działać podczas występu na żywo. Tutaj band pokazuje w pełni swój potencjał i ten utwór ma wszystko to co thrash metalowy killer powinien mieć. Pomysłowy riff i chwytliwa melodia robią furorę. Prawdziwy killer.

Największą niespodzianką jest dla mnie „Midnight Mass”. Zespół zwalnia tempo, pojawiają się mroczne melodie i bardziej złowieszcza atmosfera. Nie oznacza to oczywiście odejścia od thrashu, ale pokazuje, iż Taskforce Toxicator potrafi budować klimat również bez ciągłego grania na maksymalnych obrotach. Utwór pokazuje pomysłowość zespołu i umiejętność urozmaicenia materiału, a to jest ważna cecha.

Deepest Abyss” utrzymuje cięższy charakter albumu i dobrze kontrastuje z szybszymi numerami. Z kolei „Countdown To Death” jest już bardziej bezpośrednim ciosem. Takie kompozycje umacniają tylko ten album. "End Of All Life” pokazuje kolejną stronę zespołu. Jest więcej groove'u, dzięki czemu utwór nie opiera się wyłącznie na szybkości. Po nim „See You In Hell” wraca do bardziej klasycznego thrashowego schematu i ponownie dostajemy dużo energii oraz ostrych gitar.Na sam koniec otrzymujemy „Die Alone” – krótki, konkretny numer, który zamyka album bez niepotrzebnego przeciągania.

„Countdown To Death” ma być konkretną, oldschoolową porcją thrashu zagranej przez muzyków, którzy wiedzą, skąd ten gatunek się wywodzi, ale nie boją się dorzucić czegoś od siebie. To naprawdę udany drugi album. Są tutaj utwory, które zdecydowanie wyróżniają się na tle reszty, ale przede wszystkim całość trzyma równy poziom i nie nudzi. Warto zapoznać się i ocenić jak rozwinął się niemiecki Taskforce toxikator.


Ocena : 8.5/10



Idź do oryginalnego materiału