Takiej wystawy nie było od 30 lat! Łódzkie kino pełne artystów

angora24.pl 11 godzin temu

Wernisaż wystawy prezentującej rozwój polskiej szkoły grafiki uświetniły dwa wydarzenia. Jednym z nich było spotkanie publiczności z reżyserem Krzysztofem Zanussim, od lat zaprzyjaźnionym z tym miejscem. – Zastanawiam się, co mógłbym ważnego państwu powiedzieć. Może taką myśl, iż spośród wszelkich zasobów, które są potrzebne ludziom do życia, wody, powietrza, wszystko pozostało w pewnym zapasie, a jedno, co się już wyczerpuje, to ludzka uwaga. Uwagi więcej nie będzie. jeżeli państwo przyszli tutaj dzisiaj wieczorem, to nie poszli państwo na dziesięć innych wydarzeń, które się teraz odbywają. I to jest wartość – powiedział zgromadzonej w sali kinowej publiczności nestor polskiego kina moralnego niepokoju. Drugim wydarzeniem towarzyszącym był pokaz owianego legendą pełnometrażowego filmu animowanego dla dorosłych „Eden” Andrzeja Czeczota. 90-minutowy obraz z muzyką Michała Urbaniaka powstawał kilkanaście lat – od 1996 do 2002 roku. Była to pierwsza od ponad 20 lat jego projekcja, bo kopia kinowa została w pewnym momencie, w niejasnych okolicznościach, zaaresztowana i do dziś się jej poszukuje. Mówiło się o nie do końca przejrzystych źródłach finansowania, ale też o tym, iż tematyka filmu – autorskie spojrzenie na Biblię – nie podobała się ówczesnej władzy. – Obejrzę ten film po raz pierwszy od 2002 roku, kiedy miał projekcję w Cannes – mówiła wzruszona Dorota Urbaniak-Palmowska, żona jazzmana Michała Urbaniaka.

Drzeworyty, akwaforty, heliografie, techniki mieszane

Na wystawie w Kinie Charlie – do 31 maja br. – można oglądać m.in. prace Franciszka Starowieyskiego, Zdzisława Beksińskiego, Edwarda Dwurnika, Andrzeja Strumiłły, Andrzeja Czeczota, dzieła Jana Lebensteina, Leona Levkovitcha i Wilhelma Wachtla, a także sztukę dawnych mistrzów – miedzioryty Daniela Chodowieckiego, litografie Artura Grottgera. Kierunki awangardowe reprezentują Henryk Stażewski i Ryszard Winiarski, a polski wkład w sztukę op-artu i abstrakcji geometrycznej – Ryszard Anuszkiewicz oraz Karol Formela. Kolekcję „Grafika Polska” uzupełnią prace łódzkich artystów: m.in. Karola Hillera, Władysława Strzemińskiego, Magdaleny Samborskiej, Józefa Robakowskiego czy Antoniego Starczewskiego, Grupy Artystycznej „Łódź Kaliska”.

Charlie – kino, które kochają widzowie

Na podwórze budynku przy ul. Piotrkowskiej 203/205 prowadzi rozpoznawalny na mapie Łodzi szyld z wizerunkiem Chaplina. Niegdyś budynek pełnił funkcję Łódzkiego Ośrodka Kształcenia Ideologicznego, a w obszernej sali plenarnej odbywały się egzekutywy partyjne i przeglądy filmów społeczno-politycznych. Dlatego kiedy w 1994 roku Sławomir Fijałkowski, student kulturoznawstwa i filmoznawstwa na UŁ, postanowił spełnić marzenie o założeniu autorskiego kina, chciał w nim realizować pomysły bez cenzury. Rodzicami chrzestnymi projektu stali się Agnieszka Holland i Krzysztof Kieślowski. „Charlie” od początku było kinem, w którym można było obejrzeć europejskie i światowe premiery i spotkać się ze znakomitymi twórcami. Miejsce gwałtownie zyskało status kultowego dla Łodzi i Polski. Jednym z największych sukcesów było m.in. zorganizowanie Forum Kina Europejskiego „Cinergia”. Od 2004 roku Kino Charlie należy do Europejskiej Sieci Kin „Europa Cinemas”, a w 2009 zostało uhonorowane nagrodą PISF dla najlepszego podmiotu prowadzącego kino oraz Złotym Biletem Stowarzyszenia „Kina Polskie”. I przez cały czas wyznacza trendy.

Krzysztof Zanussi i Sławomir Fijałkowski

Rozmowa z KRZYSZTOFEM JURECKIM, kuratorem wystawy, krytykiem i historykiem sztuki

– Skąd wziął się pomysł na wystawę i jak udało się pozyskać tyle cenionych dzieł?

– Pomysł był Sławomira Fijałkowskiego, szefa Hubu Kina Charlie. Widział wystawę kolekcji grafiki Rafała Płotki, szefa Fundacji Instytut Promocji Kultury i Sztuki w Luzinie, i powstała koncepcja przeniesienia jej do Łodzi i rozszerzenia o aspekt łódzki. Sławek zaprosił także do współpracy galerię Olimpus, kilku kolekcjonerów, Muzeum Sztuki i ASP w Łodzi. Jego był też projekt poszerzenia pokazu o twórczość Andrzeja Wajdy, gdyż 2026 jest jego rokiem, oraz o prace związane z animacją z Filmówki i z ASP w Łodzi reprezentowane m.in. przez Piotra Dumałę, Krzysztofa Ostrowskiego czy Mariusza Wilczyńskiego. Dodałem kilka prac z własnej kolekcji i zaprosiłem kolejne osoby, aby poszerzyć pokaz np. o feminizm reprezentowany tutaj przez Magdalenę Samborską.

– Wspomniał pan na otwarciu, iż od lat nie było tak dużej wystawy grafiki polskiej w Łodzi.

– Niestety, nie ma tego typu pokazów, chociaż mamy kilka muzeów oraz Miejską Galerię Sztuki. Ostatnia ekspozycja, duża, przeglądowa, z katalogiem na ten temat, to „Współczesna grafika łódzka” w Muzeum Sztuki z 1996 roku, na której wystawiono ponad 120 grafik: od Władysława Strzemińskiego z lat 30. XX w. i jego uczniów, po symbolistę Wiesława Przyłuskiego z lat 90., którego pracę „Miasto” również pokazujemy.

– Które eksponaty warto zobaczyć, ponieważ są rzadko pokazywane lub mają szczególne walory artystyczne?

– Trudne pytanie, ponieważ inna była polska grafika w XVIII w., jeszcze inna w okresie międzywojennym, i inna jest teraz. Ale rzadko można zobaczyć prace: Leona Levkovitcha, Andrzeja Czeczota, Andrzeja Strumiłły, Franciszka Starowieyskiego, Sławomira Marca, a z grafików łódzkich: Karola Hillera, oczywiście Strzemińskiego, Stanisława Fijałkowskiego, Ireneusza Pierzgalskiego, Andrzeja M. Bartczaka czy Antoniego Starczewskiego.

– Co łączy twórców z tych trzech sal ekspozycyjnych? Czy jest w tym kontynuacja bądź, przeciwnie, właśnie przeciwstawienie się poprzednikom, nowatorskość?

– Trzy sale to trzy różne problemy. W pierwszej dominuje poszukiwanie tożsamości polskiej – narodowej, patriotycznej i często religijnej, skoncentrowane na drzeworycie Władysława Skoczylasa. Druga sala jest pytaniem o pojęcie nowoczesności w Łodzi. Czym się charakteryzowała i czy jest projektem zakończonym. Trzecia sala ukazuje różnorodność postaw po drugiej wojnie (abstrakcja, metafora, symbolizm) aż do łódzkiej sztuki niezależnej (np. Artystyczna Grupa „Łódź Kaliska”) i feminizmu, a kończy się problematyką animacji.

– Kogo pan szczególnie ceni?

– Cenię Zdzisława Beksińskiego, ale za jego działalność w „okresie fotograficznym” (1953 – 1960) i z lat 60. i 70. za grafikę, malarstwo i rzeźby z tego czasu. Cenię wielu tu pokazanych artystów, znam czy znałem ich, ponieważ, niestety, wielu już nie żyje. Zwrócę uwagę na niewielką grafikę Władysława Rząba, który był na marginesie profesjonalnego środowiska. Dziś musimy uważniej przyjrzeć się takim twórcom, ponieważ zmieniły się kategorie oceny. Są bardziej otwarte niż w dawnej historii sztuki. Cenię również feministkę Magdalenę Samborską, ponieważ środowiska artystyczne, nie tylko w Łodzi, „omijają” jej twórczość. Dla mnie jest konsekwentna i interesująca od wielu lat.

Idź do oryginalnego materiału