REKLAMA
Zobacz wideo
Plotkuje się, iż Kaeyra dostała złotą kartę od TVP na Eurowizję. Piosenkarka mówi, jak jest
Polskie preselekcje do Eurowizji pod ostrzałem. Wokół Oli Antoniak wybuchła burza o wyświetlenia na YouTubePrzypomnijmy, iż do finałowej ósemki polskich preselekcji do Eurowizji zakwalifikowali się: Piotr Pręgowski, Jeremi Sikorski, Alicja Szemplińska, Basia Giewont, Stanisław Kukulski, Ola Antoniak, Anastazja Maciąg oraz Karolina Szczurkowska. Sam wybór finalistów już wcześniej wzbudzał mieszane reakcje, zwłaszcza po tym, jak jurorzy otwarcie przyznali, iż poziom zgłoszeń w tym roku nie należał do najwyższych.Najwięcej emocji budzi w tej chwili teledysk Oli Antoniak do utworu "Don't You Try". Klip, opublikowany zaledwie trzy tygodnie temu, przekroczył barierę czterech milionów wyświetleń na YouTube i notuje bardzo wysokie dzienne przyrosty - momentami choćby ponad 200 tysięcy odsłon na dobę. Wynik robi wrażenie - szczególnie gdy zestawi się go z liczbą subskrybentów kanału wokalistki (około 660) oraz znacznie skromniejszymi rezultatami innych uczestników preselekcji. Dla porównania, jak zauważył serwis Pudelek, teledysk Piotra Pręgowskiego do "Parawany tango", szeroko omawiany w mediach, zgromadził niespełna ćwierć miliona odsłon. To właśnie ta dysproporcja sprawiła, iż wśród fanów Eurowizji zaczęły pojawiać się sugestie, iż tak spektakularny wynik Oli Antoniak może nie być do końca naturalny.Wytwórnia Oli Antoniak odpowiada na zarzutyNa reakcję nie trzeba było długo czekać. Wytwórnia piosenkarki wydała oficjalne oświadczenie, w którym stanowczo zaprzeczyła wszelkim oskarżeniom o kupowanie wyświetleń.Oświadczamy, iż ani jedno wyświetlenie teledysku "Don’t You Try" Oli Antoniak nie było ani kupione, ani fałszywe. Celowe kreowanie takich pomówień jest przestępstwem, a ich bezrefleksyjne powtarzanie jest bardzo zasmucające. Choć nie chcemy tracić energii na spory sądowe, nie wykluczamy podjęcia kroków prawnych przeciwko najbardziej aktywnym członkom tej specyficznej "społeczności- czytamy. Mimo zdecydowanego tonu oświadczenia, część fanów i obserwatorów branży muzycznej pozostała sceptyczna. W komentarzach w mediach społecznościowych internauci zwracają uwagę na rozbieżności pomiędzy wynikami na YouTube a znacznie niższą liczbą odtworzeń utworu na Spotify, a także na niewielką bazę subskrybentów kanału. Pojawiają się też głosy, iż najlepszym sposobem na ucięcie spekulacji byłoby opublikowanie szczegółowych danych z YouTube Studio - takich jak źródła wyświetleń, średni czas oglądania, retencja widzów czy struktura geograficzna odbiorców.












