W najbliższy piątek do polskich kin wchodzi "Tajny agent". Zdobywca dwóch nagród na festiwalu w Cannes i czterech nominacji do Oscarów to najnowszy film brazylijskiego mistrza kina Klebera Mendonçy Filho z rewelacyjną rolą Wagnera Moury. W redakcji Filmwebu film spodobał się na tyle, iż postanowiliśmy przyznać mu znak jakości Filmweb Poleca.
Filho należy do tego grona twórców, którzy z dumą praktykują lokalny patriotyzm. Reżyser ponownie osadził akcję swojego projektu w rodzimym Recife, gdzie realizował "Sąsiedzkie dźwięki" i "Aquariusa". Niby sięga po soczewkę kina gatunkowego – politycznego thrillera o szpiegowskiej proweniencji – ale w centrum i tak stoją ludzie, opowieść o rodzinie, pamięci, lokalności, wspólnotowości. Zanim Filho przejdzie do rzeczy wielkich (intryg, korupcji, moralnej zgnilizny), na moment zabierze nas do kolejnej swojej opowieści o tych pięknie umocowanych zażyłościach, które mają szansę zaistnieć dzięki uważności jednej osoby na drugą. W jego filmach zawsze można liczyć na krótką wycieczkę po wspomnieniach, nostalgię zaklętą w przedmiotach, które niosą w sobie pamięć o dawnych miłościach czy wyklęciu przez własny kraj.
Nawet jeżeli przez moment dostaniemy obietnicę eskalacji, to Filho stawia na łagodną sensacyjność, wyciszając konflikty i dramaturgię do minimum; twórca wykorzystuje co może do podbicia stawki, ale gatunkowa ekspresja aż tak go nie interesuje. Rezygnuje ze spektakularnych wybuchów na rzecz konfrontacji charakterów; o przebiegu wielu finałów dowiadujemy się z archiwalnych nagłówków gazet, z chłodnym dystansem możemy jedynie zinternalizować kolektywną tragedię, poczuć ją w sobie.
Kiedy Marcelo dociera do Recife, trafia pod opiekę Dony Sebastiano – sędziwej już kobiety, która swoje w życiu przeżyła. W jej kamienicy odnajdzie na chwilę azyl, wsłucha się w rytm kolektywnej pamięci, a choćby tu poromansuje. To właśnie dzięki stworzeniu fundamentów historii w postaci złożonego drugiego, a choćby i trzeciego planu, Filho sprawia, iż zwyczajnie zżywamy się z Marcelo i jego historią – czujemy jego tragiczny los, cierpienie wyryte na twarzy, samotność odbijającą się w oczach i trud ojcostwa, któremu z oczywistych względów nie do końca jest w stanie sprostać. To przykład naprawdę fajnego męskiego bohatera – reprezentującego dojrzalszy model męskości niż ten obecny w większości współczesnych filmów. Jasne, iż wisi nad nim wiele skaz, ale ani przez moment Marcelo nie udaje, iż przeszłość nie istnieje – na własnych barkach nosi brzemię swoich wykroczeń, przez co jeszcze bardziej kibicujemy jego sprawie, bo to taki spoko gość.
Całą recenzję przeczytacie TUTAJ
Lata 70., Brazylia w żelaznym uścisku wojskowej dyktatury. Wybitny naukowiec Marcelo (Wagner Moura) powraca do rodzinnego Recife, żeby zabrać swojego syna w bezpieczne miejsce. Zanurzone w słońcu miasto jest na granicy szaleństwa - w karnawale giną ludzie, gdzieś na plaży znaleziono rekina z ludzką nogą w brzuchu, do miasta przybywa dwóch zabójców… Marcelo kilka lat wcześniej podpadł niebezpiecznemu mafiosowi, teraz musi się ukrywać. Jego życie wisi na włosku.
Przeczytaj recenzję filmu "Tajny agent"
Filho należy do tego grona twórców, którzy z dumą praktykują lokalny patriotyzm. Reżyser ponownie osadził akcję swojego projektu w rodzimym Recife, gdzie realizował "Sąsiedzkie dźwięki" i "Aquariusa". Niby sięga po soczewkę kina gatunkowego – politycznego thrillera o szpiegowskiej proweniencji – ale w centrum i tak stoją ludzie, opowieść o rodzinie, pamięci, lokalności, wspólnotowości. Zanim Filho przejdzie do rzeczy wielkich (intryg, korupcji, moralnej zgnilizny), na moment zabierze nas do kolejnej swojej opowieści o tych pięknie umocowanych zażyłościach, które mają szansę zaistnieć dzięki uważności jednej osoby na drugą. W jego filmach zawsze można liczyć na krótką wycieczkę po wspomnieniach, nostalgię zaklętą w przedmiotach, które niosą w sobie pamięć o dawnych miłościach czy wyklęciu przez własny kraj.
Nawet jeżeli przez moment dostaniemy obietnicę eskalacji, to Filho stawia na łagodną sensacyjność, wyciszając konflikty i dramaturgię do minimum; twórca wykorzystuje co może do podbicia stawki, ale gatunkowa ekspresja aż tak go nie interesuje. Rezygnuje ze spektakularnych wybuchów na rzecz konfrontacji charakterów; o przebiegu wielu finałów dowiadujemy się z archiwalnych nagłówków gazet, z chłodnym dystansem możemy jedynie zinternalizować kolektywną tragedię, poczuć ją w sobie.
Kiedy Marcelo dociera do Recife, trafia pod opiekę Dony Sebastiano – sędziwej już kobiety, która swoje w życiu przeżyła. W jej kamienicy odnajdzie na chwilę azyl, wsłucha się w rytm kolektywnej pamięci, a choćby tu poromansuje. To właśnie dzięki stworzeniu fundamentów historii w postaci złożonego drugiego, a choćby i trzeciego planu, Filho sprawia, iż zwyczajnie zżywamy się z Marcelo i jego historią – czujemy jego tragiczny los, cierpienie wyryte na twarzy, samotność odbijającą się w oczach i trud ojcostwa, któremu z oczywistych względów nie do końca jest w stanie sprostać. To przykład naprawdę fajnego męskiego bohatera – reprezentującego dojrzalszy model męskości niż ten obecny w większości współczesnych filmów. Jasne, iż wisi nad nim wiele skaz, ale ani przez moment Marcelo nie udaje, iż przeszłość nie istnieje – na własnych barkach nosi brzemię swoich wykroczeń, przez co jeszcze bardziej kibicujemy jego sprawie, bo to taki spoko gość.
Całą recenzję przeczytacie TUTAJ
O filmie "Tajny agent"
Lata 70., Brazylia w żelaznym uścisku wojskowej dyktatury. Wybitny naukowiec Marcelo (Wagner Moura) powraca do rodzinnego Recife, żeby zabrać swojego syna w bezpieczne miejsce. Zanurzone w słońcu miasto jest na granicy szaleństwa - w karnawale giną ludzie, gdzieś na plaży znaleziono rekina z ludzką nogą w brzuchu, do miasta przybywa dwóch zabójców… Marcelo kilka lat wcześniej podpadł niebezpiecznemu mafiosowi, teraz musi się ukrywać. Jego życie wisi na włosku.

















