Rysownikiem komiksowym został trochę z przypadku, trochę z konieczności. Jego ojciec, ceniony lubelski rzeźbiarz, widział w nim muzyka, ale nastoletni Tadeusz – choć grywał przez jakiś czas w zespołach jazzowych – marzył przede wszystkim o malarstwie. Ukończył warszawską Akademię Sztuk Pięknych, ale ostatecznie pasja przegrała z pracą zarobkową (do regularnego malowania obrazów wrócił dopiero w XXI w.). Projektował szatę graficzną i typografię w popularnych czasopismach, robił ilustracje, wreszcie w połowie lat 70. dał się namówić na narysowanie pierwszego komiksu, jeszcze do cudzego scenariusza. Ale to za jego autorskie dzieła pokochaliśmy go najbardziej, choć sam autor do końca życia patrzył na swoje osiągnięcia z dystansem. „Naprawdę nie wiem, dlaczego moje komiksy wciąż cieszą się taką popularnością”, mówił Idź do oryginalnego materiału
Tadeusz Baranowski (1945 - 2026) | Pod warstwą humoru
Zdjęcie: Krzysztof Żuczkowski
Polski komiks stracił największego ze swoich mistrzów. Tadeusz Baranowski wychował kilka pokoleń na swoim absurdalnym humorze i zabawach słowem.
Mały wódz Wielki Niepokój rozpoczyna przemowę: „Otwieram 46 794 875 naradę wodzów starszych i nie tylko. Dzisiaj będę straszny, opowiem wam dowcip…”. „Ten o gąsce Balbince?”, „Ależ wodzu, co wódz!”, oponuje starszyzna, na co Wielki Niepokój obrażony odpowiada: „To ja przepraszam” i odchodzi. Ten dialog znają choćby osoby, które nie pamiętają, iż pochodzi z albumu Tadeusza Baranowskiego „Skąd się bierze woda sodowa i nie tylko…”. Być może rozpoznają także charakterystyczną sylwetkę wodza ubranego w czerwone ponczo i czarny cylinder. Artysta widział w tej postaci swoje alter ego, więc nic dziwnego, iż na poświęconej mu wystawie „Śmieszy, tumani, przestrasza” w łódzkim EC1 Centrum Komiksu i Narracji Interaktywnej każdy chętny mógł się przebrać za obrażalskiego wodza.









