Taco Hemingway przegrał z instytucją. Na nadgorliwość nie ma lekarstwa

polityka.pl 9 godzin temu
Zdjęcie: mat. pr.


Inspektorzy GIF chcą usunięcia fragmentów utworu rapera, w których pada nazwa popularnego leku. Nikt nie zrobił mu lepszej reklamy niż urzędnicy. Główny Inspektorat Farmaceutyczny nakazał Taco Hemingwayowi usunięcie fragmentów utworu „Zakochałem się pod apteką”, w którym pada nazwa leku. Zaryzykujmy konfrontację z urzędem i podajmy ją wprost – chodzi o Solpadeinę, lek przeciwbólowy, w którego skład wchodzi m.in. kodeina. To kultowy w rapowych kręgach opioid, dostępny choćby w popularnych syropach na kaszel tworzących bazę fioletowych drinków.

Kodeina ma działanie przytłumiające i spowalniające, a muzycznych pomników na jej cześć znajdziemy w rapowej twórczości bez liku – by wymienić tylko najbardziej kojarzone z tą używką postaci, jak A$AP Rocky, Lil’ Wayne czy Gucci Mane. Kodeina ma również na swoim koncie sporo bardziej namacalnych pomników, czyli nagrobków – uzależniony był od niej m.in. Mac Miller, przedwcześnie zmarły w wieku 26 lat rapowy gwiazdor.

Czytaj też: Kariera rapera. Polski hip-hop jest już gotowy na gwiazdy z talent show?

Romans pod apteką

W jakiej formie Solpadeina występuje w utworze Taco? Jak wskazuje tytuł, to historia miłości, która zaczyna się pod apteką, gdzie znerwicowany bohater nieskutecznie próbuje kupić „solpę w rozpuszczalnej tabletce”. Farmaceutka wzorowo wywiązuje się ze swoich obowiązków, informując: „Już pan tamtą zużył, był pan w środę / To jest silny proszek, więc dać nie mogę / Są zasady, wie pan, niech pan dba o zdrowie / I mniej alkoholu, tyle panu powiem”.

Zrezygnowany bohater opuszcza aptekę z pustymi rękoma, niespodziewanie jednak pomocną dłoń z tabletką wyciąga do niego nieznajoma dziewczyna, co staje się początkiem relacji, którą – tu spojler dla tych, którzy nie znają albumu – w modnym dziś poppsychologicznym żargonie nazwalibyśmy toksyczną.

Obawy GIF dotyczyły możliwości „naruszenia przepisów prawa w zakresie reklamy produktów leczniczych”, inspektorat wezwał też producenta leku, by wskazał, czy jego nazwa została wykorzystana z wiedzą i za zgodą firmy – o czym firma rzecz jasna nie była poinformowana.

„To jest sztuka. Dla własnego bezpieczeństwa korzystaj z niej tylko wtedy, gdy jest to konieczne. W przypadku wątpliwości przeczytaj ulotkę albo skontaktuj się z Głównym Inspektoratem Farmaceutycznym” – oświadczyła półżartem wydająca Taco wytwórnia 2020, już na poważnie zapowiadając odwołanie się od decyzji i złożenie skargi do sądu administracyjnego. Podkreśliła też, iż działanie GIF to rażące naruszenie wolności słowa.

Czytaj też: Wojewódzki z Matą o „Patointeligencji” i „Patoreakcji”

Litania marek

Troska urzędników o zdrowie małoletnich słuchaczy – bo załóżmy, iż tym podyktowane są działania przeciwko Taco Hemingwayowi – to podręcznikowy przykład wylania dziecka z kąpielą przy jednoczesnym zalaniu sąsiada z dołu. Przypomnijmy, iż mówimy o twórcy, którego pseudonim składa się z kombinacji kukurydzianego placka i noblisty z literatury, a cała jego twórczość utkana jest z nazw popularnych seriali, knajp czy nazwisk.

Wymienianie marek i nazw własnych, tzw. namechecking, to – mówiąc językiem polonistycznej rozprawki – jeden z klasycznych środków stylistycznych rapowej liryki, służący uwiarygodnieniu przekazu i złapaniu kontaktu ze słuchaczem. I choć dziś wszechobecność marek w hiphopowych kawałkach często sprowadza się do mniej lub bardziej otwartej kryptoreklamy (często faktycznie na granicy prawa – przypomnijmy choćby półoficjalną współpracę Young Leosi z producentem popularnego rumu przy przeboju „Szklanki”), nie było tak zawsze. Klasyczny utwór „My Adidas” grupy Run-D.M.C. z 1986 r., wychwalający kultowe obuwie Superstar, początkowo powstał bez porozumienia z marką, która dopiero na fali sukcesu zaproponowała grupie współpracę za szokującą wówczas kwotę miliona dolarów.

Trend umieszczania marek w tekstach – z sensem lub bez – dowcipnie podsumował raper Dizkret w zeszłorocznym utworze „200 marek freestyle”, składającym się jedynie z nazw własnych, których połączenie tworzy groteskowe, działające na wyobraźnię kombinacje w stylu „PayPal, Kubuś, Starbucks, Zegna / Biały Jeleń, Apap, Legia”. Przy odpowiednim poziomie samozaparcia i tu można by doszukać się znamion reklamy. Pewne natomiast, iż nikt nie zrobił lepszej promocji Solpadeinie niż Główny Inspektorat Farmaceutyczny.

Idź do oryginalnego materiału