Niedawno omawiany Powrót do Silent Hill był filmem, na który czekały miliony, a który okazał się być… gniotem. Tymczasem Szympans nie zapowiadał wiele, a jednak horror o wściekłej małpie wypadł lepiej, udowadniając, iż marka nie wyznacza jakości.
Wybierając się na Szympansa, nie oczekiwałem wiele. Spodziewałem się kolejnego typowego horroru klasy B, czy choćby C – tego mogliśmy spodziewać się po zwiastunie. Reżyser – Johannes Roberts – miał jednak inne zdanie. Jego produkcja, choć samym pomysłem wydawała się spisywać film na straty, okazała się być dziełem ciekawym, strasznym, a choćby odrażającym.
Szympans (Primate) opowiada historię Lucy Pinborough, jej siostry – Erin i paczki ich przyjaciół, wyruszającej w wakacyjną podróż na Hawaje do domu sióstr. Mieszka tam niesłyszący ojciec dziewczyn – Adam, w którego wciela się laureat Oscara Troy Kotsur, wraz z pupilem rodziny – szympansem Benem. Niestety, Adam przez pracę musi wyjechać, przez co nastolatkowie zostają z Benem sami. Z początku miła i rodzinna atmosfera udziela się wszystkim, ale po czasie szympans zaczyna zachowywać się dziwnie. Jego agresja narasta, a bezpieczny dom zmienia się w pułapkę bez wyjścia.
Roberts już w pierwszych minutach pokazuje, z czym będziemy mieć do czynienia. Obrazuje to w sposób jasny i sugestywny – pokazując małpę odrywającą niespodziewanie człowiekowi pół twarzy z czaszki. W ten sposób Szympans demonstruje swoją największą zaletę (ale i wadę) – genialne efekty praktyczne, odrazę i strach oraz przede wszystkim Bena. Jemu chciałbym poświęcić najwięcej czasu, bo wcielający się w niego Miguel Torres Umba doprowadził postać szympansa do granic realizmu. Jego sposób zachowania czy poruszania się, w połączeniu z niesamowicie dopracowanym przebraniem, sprawia, iż widzowi ciężko uwierzyć, iż jest to aktor, a nie wytresowane zwierzę.
fot. materiały promocyjneReszta obsady nie wypada źle – wręcz przeciwnie, ich gra aktorska jest na naprawdę dobrym poziomie. Problem polega jednak na tym, iż nikt, oprócz niesłyszącego Adama, nie zapada nam na długo w pamięci. Każdy z osobna odgrywa swoją rolę – młodego, przerażonego dorosłego, ale ich charaktery są do siebie tak podobne, iż łatwo o pomyłkę, kto jest kim. Szkoda, bo relacje między nimi, a także budowanie ich backstory, wypada naprawdę dobrze, ale mam wrażenie, iż poświęcono temu za mało czasu.
Aspektem, który w mojej opinii zasługuje na wyróżnienie, jest używany tu język migowy. Miłym zaskoczeniem okazało się używanie tego środka komunikacji nie tylko do rozmowy z Adamem, ale także z Benem. Podobnie w momencie zagrożenia. Bohaterowie, nie mogąc wypowiedzieć choćby słowa, zaczynają migać. To w mojej opinii bardzo interesujący i przemyślany sposób na promocję języka osób niesłyszących.
Choć sam motyw bardzo mi się spodobał, to widać tu kilka niedociągnięć. Szczególnie rzuca się w oczy sposób komunikacji z ojcem Lucy i Erin. Sceny skupione tylko na nim zawsze są ciche i pozbawione muzyki czy efektów dźwiękowych. W ten sposób widz wchodzi w rolę Adama i postrzega świat tak jak on – pozbawiony jakiegokolwiek dźwięku. Przez większość filmu to działa, ale zdarzają się momenty, gdy Adam zdaje się rozumieć, co mówią bohaterowie nieużywający języka migowego. Być może potrafi czytać z ruchu warg, ale tego możemy się jedynie domyślać, bo nie zostało to w żaden sposób poruszone w filmie.
fot. kadr z filmuSzympans w reżyserii Johannesa Robertsa stara się być czymś więcej niż jedynie kolejnym horrorem. Widać tu interesujący pomysł na podejście do tematu pupila rodziny. W jednym momencie będący ukochanym przyjacielem, by za chwilę stać się maszyną do zabijania. Jego motywy i moment przemiany są wyraźnie pokazane i nie mamy wątpliwości, dlaczego zachowuje się w ten sposób. Niestety, nie wszystko wypada tu tak dobrze. Motyw bardzo gwałtownie zmienia się w horror opierający się na survivalu i wyraźnym pokazywaniu gore. Choć działa to świetnie i efekty praktyczne robią niesamowitą robotę, obrzydzając widza niemal do granic możliwości, to miejscami są one zbyt nierealistyczne. Podobnie jak siła, jaką dysponuje Ben – w jednym momencie jest w stanie wyrwać komuś szczękę czy kawałek twarzy, by za chwilę nie móc rozbić zwykłej szyby w oknie. Widać, iż moc, jaką dysponuje Ben, zależy od tego, w którym momencie fabuły jesteśmy. A to niestety nie działa na korzyść obrazu.
Film w mojej ocenie nie jest złą produkcją. Szympans porusza realistyczne motywy i stara się je przedstawić w prosty i prawdziwy sposób. Niestety w połowie gubi się i zbyt nachalnie przechodzi w stronę gore’u, chcąc zaskoczyć widza. Gdyby Roberts utrzymał klimat z samego początku, to otrzymalibyśmy bardzo dobry horror, póki co jest on jedynie dobry.
fot. główna: grafika własna

















