Sztuka i okolice: Tożsamość kreacyjna

kulturaupodstaw.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: fot. A. Kochnowicz-Kann


Jest przypisana wszystkim, czy nielicznym – tym „naznaczonym” przez los specjalną umiejętnością patrzenia, dostrzegania, przefiltrowywania i rozumienia rzeczywistości, które pozwalają widzieć (a może tylko odczuwać) świat inaczej (mocniej? pełniej?) niż większości? Może to pewnego typu nadwrażliwość? Ale nadwrażliwość nie musi prowadzić do kreacji, czyli… kreacja jako łącznik między emocją odbieraną i wytwarzaną, jako sposób komunikowania i funkcjonowania w świecie… Do tych rozważań popchnął mnie nie tylko wykład Tokarczuk, ale i wystawa w poznańskim Arsenale „Ona i ja” Izabelli Gustowskiej.

Izabella Gustowska przyzwyczaiła nas przez lata, iż to, co przedstawia w galeriach bądź muzeach, nie jest tylko zbiorem pojedynczych prac pokazywanych w określonym, autorskim porządku, ale czymś w rodzaju wizualnego eseju. Czasami wzmocnionego tekstem. Owszem, każdy obiekt z osobna znaczy, inicjuje jakąś historię, myśl, zawiera trop filozoficzny wart indywidualnego rozwinięcia, ale dopiero ciąg prac staje się przekazem kompletnym, choć nie linearny, bo nie o linearność tu chodzi.

fot. A. Kochnowicz-Kann

Nie inaczej jest teraz. Prawdę mówiąc, nie wiem, co tu ważniejsze: opowieść filmowa, ekspozycja fragmentów, które w tym filmie się znalazły czy książka, która wystawie towarzyszy. Wszystko jest osobne i dopełniające się zarazem. Zdumiewa historia zdarzenia i to, co ona sprowokowała. U artystki, ale i u odbiorcy.

Prazdarzenie to list, który przyszedł na adres Galerii ON w Poznaniu w chwili, kiedy galeria się zamykała. Był rok 1981, stan wojenny. List ktoś gdzieś położył, ktoś zapomniał o nim, albo zwyczajnie się zawieruszył w czasie pakowania. Tak bywa. Od Annette Messager. W szarej kopercie francuska artystka przesyłała zdjęcia prac, które za jakiś czas miały być pokazane w Galerii prowadzonej wówczas przez Izabellę Gustowską. Do wystawy nigdy nie doszło. Ani do osobistego spotkania artystek. I nagle, w 2024 roku (a może na samym początku 2025), koperta się odnalazła. Przewędrowała przez lata w którymś pudle z papierami, na których przejrzenie ciągle czasu brakowało. Tak miało być? Śmiem podejrzewać, iż tak właśnie. I iż narodziny pomysłu na tę arsenałową prezentację musiały trwać dziewięć miesięcy (symptomatyczne!). Musiało wszystko oblec się pamięcią, myślą o tym, co łączy i dzieli nadawczynię z adresatkę, pomnożyć przez ileś pytań w rodzaju „co by było, gdyby?”… A łączyło wiele. Być może jednak wcześniej by się to tak nie uwypukliło, pewnie zresztą powstałaby inna opowieść – po prostu spotkanie ze sztuką Messager. Teraz otrzymaliśmy rzecz co najmniej podwójną, bo połączenie dwóch postaw twórczych – równoległych, które szczęśliwie dla nas gdzieś się jednak zazębiły, albo raczej jedna wtargnęła w drugą i to tak mocno, iż przez kilka miesięcy nie dawała spokoju, wymuszała nieustanne krążenie myśli wokół tego, co wysypało się ze starej, rozdartej koperty, a co zaskoczyło adresatkę bliskością problemów i badań, podobną wrażliwością i podobną potrzebą podejmowania tematu kobiety w czasach wcale nie sprzyjających feminizmowi jako postawie intelektualnej i twórczej.

Na wystawie są kopie zdjęć z koperty, kadry z podróży na Galapagos i jest przede wszystkim film. I głos zza kadru. Gustowskiej. Z tej narracji wynika, iż podróż na odległą wyspę zdarzyła się jako rzecz absolutnie konieczna, by dotrzeć (lub przybliżyć się) do Messager. „Ona i ja”. Tak zatytułowała Gustowska swoje wizualno-literackie zwierzenia. Pełną pauz i niedopowiedzeń narracją buduje opowieść o tajemnicy sztuki, o zmianach, jakie ona powoduje, o myśli, którą pogłębia, którą wskazuje nową perspektywę. To podróż przez imaginację, a jednocześnie głębokie wnikanie we własną jaźń. Stawanie w środku i na zewnątrz jednocześnie. Patrzenie głębokie na procesy zachodzące w obszarze własnych myśli i patrzenie z dystansu na to, co się dzieje.

fot. A. Kochnowicz-Kann

Niemożność też odcięcia się od tego, co się zobaczyło, zapomnienia. I patrzenie na świat poprzez TO. Opowieść o wrażliwości, o specyficznym (niepowtarzalnym) postrzeganiu świata – mozolnym, zamkniętym czasami w drobiazgach, które inni omijają. Dostrzeganiu niedostrzegalnego.

Odkładaniu go z czułością w miejsce wyeksponowane w pamięci. I to ono, to miejsce, staje się spoiwem wielorakich myśli, kręgów budujących się wokół jednego znaku, który może choćby nie jest w pełni dookreślony, ale w konsekwencji prowadzi do pogłębienia samoświadomości. Widzenie refleksyjne. Nie zachwyt dla zachwytu, ale zachwyt nad sensem.

Specjalnie zwlekałam z pisaniem tego felietonu, bo chciałam nim przywitać rok 2026. By namówić nas wszystkich na więcej uważności, na powolność w doświadczaniu świata i namysł – taki codzienny. I śledzenie fluktuacji, jakim my sami jesteśmy poddawani wraz z każdym nowym doświadczeniem. Nie wszystko w sztuce trzeba rozumieć. Najważniejsze, by otworzyć się na emocje. Czasami one wystarczą, by poczuć się piękniej i lepiej.

„Ona i ja” – równoległość i przenikanie. Oddziaływanie. Wielowektorowe. Póki wystawa jeszcze trwa, warto zajrzeć do Arsenału. Nie spiesząc się. Chłonąc – to, co Gustowska mówi i to, co pokazuje. I Annette Messager, która dała impuls do odkrycia nowych pokładów rzeczywistości. Potem patrzy się na świat inaczej. Wrażliwiej. Tak, jakby połączyły się dawno rozłączone diody i oświetlały nam otoczenie specjalnym blaskiem.

A tożsamość kreacyjna? jeżeli jest, to na pewno taką posiada Gustowska. To, jak widzi świat, jak przetwarza emocje w sztukę i myśli, jakie w niej odkłada, nie pozostawia wątpliwości. Nie każdy tak umie. Chociaż kontakt z jej pracami, zmienia optykę każdego. Na szczęście. Potem się żyje jakby… wnikliwiej.

Idź do oryginalnego materiału