Damon stwierdził, iż Netflix wskazywał na "inny poziom uwagi", który widzowie poświęcają filmom oglądanym w domu. Dlatego zalecano, by bohaterowie streszczali szczegóły fabuły trzy lub cztery razy w czasie metrażu.
"Typowa metoda robienia kina akcji, na której my się wychowaliśmy, zakładała trzy duże sceny akcji. Po jednej w pierwszym, drugim i trzecim akcie. Najwięcej pieniędzy poświęcasz na ten ostatni. To twój finał. A teraz słyszmy: ‘Możemy zrobić coś wielkiego w pierwszych pięciu minutach? Inaczej widzowie wyłączą film. I nie byłoby źle, gdybyście streścili fabułę trzy lub cztery razy, bo ludzie siedzą w telefonach podczas oglądania" – wyznał aktor.Reklama
Ben Affleck broni metody Netfliksa
Affleck zaraz zaznaczył, iż są od tego wyjątki. Jako przykład podał "Dojrzewanie". "Tam nie robili takich głupot. I wyszło super. Jest też mrocznie. Tragicznie i intensywnie. Masz długie momenty, gdy kamera trzyma się tyłu głów bohaterów. Idą do auta, nikt nic nie mówi" – mówił laureat Oscara za "Operację Argo".
Według Damona są to wyjątki od reguły. Affleck uważał z kolei, iż Netflix pozwala stosować inne sztuczki, by utrzymać uwagę widza.
"Łup". O czym opowiada nowy hit Netfliksa?
"Łup" to pełen akcji thriller osadzony w świecie policjantów z Miami, w którym rutynowa akcja prowadzi do nieoczekiwanego odkrycia i uruchamia serię wydarzeń podważających wzajemne zaufanie w zespole. Gdy informacja o znalezisku wychodzi poza wąskie grono, sytuacja wymyka się spod kontroli, a każda kolejna decyzja niesie poważne konsekwencje.
Poza Affleckiem i Damonem w "Łupie" wystąpili także Steven Yeun, Teyana Taylor, Kyle Chandler, Scott Adkins, Catalina Sandino Moreno i Sasha Calle. Za kamerą stanął Joe Carnahan, twórca kultowego "Asa w rękawie".






