Szok w "Kuchennych rewolucjach". 13 lat temu Gessler robiła tam już rewolucję. Tak zmienił się lokal

gazeta.pl 16 godzin temu
Zdjęcie: Fot. Instagram.com/kuchennerewolucjetvn


"Kuchenne rewolucje" jak zawsze przysporzyły widzom sporo emocji. W najnowszym odcinku popularnego show Magda Gessler odwiedziła Magnuszew oraz restaurację, której przed lat już raz pomogła...
"Kuchenne rewolucje" doczekały się już 30 sezonów. Choć w zdecydowanej większości przypadków restauracje, które odwiedza Magda Gessler nie potrzebują później już pomocy, odstępstwa także mają czasami miejsce. Zdarzyło się tak w przypadku "Starej Kuźni" w Magnuszewie w województwie mazowieckim, gdzie restauratorka przybyła z odsieczą po raz pierwszy już w 2011 roku. Po 13 latach właścicielka lokalu Anna postanowiła ponownie skontaktować się z Gessler. W wyemitowanym 3 kwietnia odcinku dowiedzieliśmy się, czy kreatorce smaków raz jeszcze udało się pomóc restauracji.


REKLAMA


Zobacz wideo Jaki jest powód nieudanych "Kuchennych rewolucji"?


"Kuchenne rewolucje" ponownie w Magnuszewie. "Stara Kuźnia" po latach znów poprosiła o pomoc
Właścicielka Anna prowadzi w tej chwili "Starą Kuźnię" wraz ze swoją żoną Małgorzatą, podczas gdy przed laty Gessler przyjechała wspomóc lokal, kiedy prowadziła go jeszcze mama 45-latki Danuta. Rewolucja jak najbardziej się wtedy powiodła. Mnożące się jednak z czasem przeciwności losu oraz śmierć byłej właścicielki sprawiły, iż Anna ponownie poczuła, iż to właśnie znana restauratorka będzie mogła jej pomóc. Gessler po pojawieniu się w restauracji momentalnie zauważyła, iż jej karta uległa pewnej zmianie, a w samym lokalu jest przy tym także nie do końca czysto. Jak przypadła jej za to do gustu kuchnia w "Starej Kuźni"? - Śledź bez smaku, przemoczony, niedobre - stwierdziła restauratorka. Podobnie niedopracowane okazały się także zupa grzybowa i firmowy "kociołek kowala". - To śmierdzi zepsutym serem. (...) Nie nadaje się do jedzenia - dodała Gessler. Zjedzony następnie schabowy trochę bardziej smakował ekspertce. Gdy pod koniec kolacji restauratorce zaserwowano deser, ta była w szoku. - To pachnie mięsem. (...) Nie wierzę, jem kiełbasę w postaci szarlotki - podsumowała Gessler. Okazało się, iż ciasto było podgrzewane w piecu opalanym drewnem.


Gdy kreatorka smaku powróciła do lokalu następnego dnia, zaczęła swoje działania od szczerej rozmowy z właścicielką, w której omówiły problemy "Starej Kuźni". - Sytuacja powiedziałabym, jest dosyć krytyczna. To, co ona bierze na siebie graniczy z jakimś szaleństwem - stwierdziła do kamery Gessler, gdy Anna udała się do kuchni, by uspokoić po ciężkiej rozmowie. Następnie kobiety zaczęły dyskutować na temat przebiegu rewolucji. - To miejsce jest nieźle zdechłe. (...) Restauracja się musi zintegrować z okolicą. Będzie bardzo eko, będą kolory lasu, no i mamy takie menu - zaczęła opowiadać restauratorka, wyjawiając, jakie dania widzi w lokalu. Ostatecznie zdecydowano też o zmianie nazwy ze "Starej Kuźni" na "Borowikowy las".


Rewolucja rozpoczęła się pełną parą. Tak Magda Gessler przemieniła "Starą Kuźnię" w "Borowikowy las"
Trzeciego dnia rewolucji Gessler zaczęła uczyć właścicielkę oraz jej żonę, jak poprawnie przygotowywać konkretne dania w ich restauracji. Najważniejszą propozycją menu "Borowikowego lasu" miał okazać się bigos. W trakcie przygotowań restauratorka i przedstawicielki lokalu udzieliły też wywiadu dla lokalnych mediów. W czarty dzień ekipa restauracji przygotowywała się już do specjalnej kolacji. Przybyli na nią goście mieli okazję spróbować serowo-grzybową tartę, krupnik, wspominany bigos oraz wuzetkę. Jak zwykle wszystkie dania przypadły im do gustu. Jak restauracja wypadła po późniejszym powrocie Gessler? Ekspertka pojawiła się w "Borowikowym lesie" dopiero po 15 tygodniach od zakończenia rewolucji.
Początkowo gwiazda nie chciała wyjawić kelnerce, czy smakują jej konkretne dania. Przed kamerami opowiedziała jednak, iż krupnik był wyśmienity. - O tym porozmawiamy - dodała tajemniczo Gessler, gdy spróbowała następnie bigosu. - Jest ona dobra, ale mogła być genialna - skomentowała restauratorka wuzetkę. - Bardzo uczciwy bigos, ale bez s***u. Za mało pieprzu, za mało jałowca... - dodała na temat popisowego dania lokalu. Gessler smakowała przy tym jednak bardzo tarta. - Jedzenie pyszne, jak u dobrej gospodyni w leśniczówce - podsumowała wizytę w "Borowikowym lesie" restauratorka.
Idź do oryginalnego materiału