Back to school.
Nate Krafft – Crimson Arsenal / Man Machine, Musique Pour La Danse
Reedycja dwunastek wydanych w połowie lat 90. przez utalentowanego i obiecującego producenta z Detroit. Najważniejsze jednak, iż dźwięki generowane przez Nathaniela Killinsa nie zestarzały się choćby odrobinę. Mamy tu kosmiczne, syntezatorowe wojaże, a także rasowe, parkietowe killery. Aż chciałoby się złapać tego artystę na żywo, gdy gra swój materiał.
Nondi_ – Nondi…, Planet Mu
Dopóki nie pojawiła się Nondi_, przyznam, iż miałem poważny problem z juke’iem i footworkiem. Wydawało się, iż formuła wyczerpała się na dobre, a Jlin czy RP Boo nie zachwycali już niczym nowym. Sasu Ripatti przewietrzył ten nurt lekko pięć lat temu, ale to właśnie Nondi_ należy się medal za jego odrodzenie. Drugi album dla wytwórni Paradinasa przynosi jeszcze więcej magii i udanego swatania IDM-u z pozornie niemożliwymi do ogarnięcia strukturami rytmicznymi.
MPU101 – MPU107, Ilian Tapes
Nerwowo oczekując na nową muzykę od Boards of Canada, układałem sobie playlisty z artystami, którzy brzmią podobnie i – tak samo sprawnie jak bracia Sandison – potrafią posługiwać się aurą okultystycznej tajemnicy. Twórca o polskich korzeniach, mieszkający na co dzień w Bawarii, bardzo chroni swoją prywatność, a jakiekolwiek przecieki są mocno kontrolowane przez braci Zenker. Album powstał w trasie po Stanach Zjednoczonych, a w utworze „California Sunshine Acid” pojawia się choćby gościnny wokal Jade Byrne.
Bryce Hayashi – My life from March to May, self-released
Mobilne studio artystki ma się nad wyraz dobrze. Formuła dziennikowa oraz używanie czegokolwiek, co akurat znajduje się pod ręką (w czystym duchu DIY), nadają materiałowi nutkę anarchii, która w podobny sposób obecna jest w twórczości Satanicpornocultshop. Najfajniej wypadają tu jednak te fragmenty, w których pojawiają się wokale.
Gintė Preisaite – The Instruments of Forgetting and the Singing Bone, FELT
Do niedawna wydawało mi się, iż przymiotnik „preparowany” najczęściej łączy się ze słowem „ryż”. Proszę więc sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się o istnieniu fortepianu preparowanego, na którego strunach umieszcza się różnego rodzaju przedmioty codziennego użytku – czyli, w skrócie, dokładnie to, co robił Aphex Twin na „Drukqs”. Tytuły i struktura kompozycji czytelnie nawiązują do procesu zanikania bądź konfiskaty pamięci. Motywy ulegają postępującej dekonstrukcji i dekompozycji, czemu sprzyja soniczne załamywanie się przestrzeni wokół nas. Pochodząca z Litwy artystka (która studiowała w kopenhaskim Rhythmic Music Conservatory) doskonale łączy bałtycką wrażliwość z surowym, duńskim minimalizmem.
Deadbeat – Kansai Botanicals, quiet details
Podróż do studia Yusai Okudy i zabawa z ceramicznymi rzeźbami w duchu field recording poskutkowała nagraniem dosyć nietypowym jak na standardy Scotta Monteitha. Jegomość znany był dotychczas przede wszystkim z potężnego, basowo-dubowego brzmienia, a tutaj bawi się w efektowne przelewanie z pełnego w puste.
Argento – Miraggi, Music From Memory
Czy legendarny włoski reżyser Dario Argento mógł być główną inspiracją tego projektu? To pytanie retoryczne, proszę choćby nie odpowiadać. Surowy retrofuturyzm zanurzony w estetyce Giallo składa się tu z hipnotyzujących utworów, niepokojąco i płynnie przechodzących jeden w drugi, z tym charakterystycznym dla lat 80. zniekształceniem. Czysta „Śmierć w Wenecji”.
Pan-American – Fly the Ocean in a Silver Plane, kranky
Kultowa chicagowska wytwórnia wydaje solowy projekt gitarzysty uznanej rockowej grupy Labradford. Tytuł, nawiązujący do romantycznej ery amerykańskiego lotnictwa, idealnie oddaje precyzyjnie wyselekcjonowane brzmienie całego konceptu: mamy tu rozwibrowane plamy dźwiękowe i hipnotyzujący rezonans silników dobiegający ze środka samolotu. Ambient country z mocnym, dubowym zacięciem.
slowfoam – Night Rider, Maple Death Records
Marilyn Byrd postanowiła poszukać spokoju w tych godzinach, w których świat naokoło już dawno zasypia. Efektem tego jest wyjątkowo gęsta, napakowana detalami atmosfera. Od odbiorców wymagane jest jednak pełne skupienie i – co tu dużo mówić – naprawdę dobrze brzmiące słuchawki.
Irisplus – Irisplus, Tax Free Records
Berlińczyk Max Graef, legitymujący się całkiem imponującym dorobkiem wydawniczym (m.in. Ninja Tune), zrobił nagły zwrot przez rufę i uciekł w stylistykę, którą kilka lat temu przygarnęła już sierotę po trio FJAAK – Kevina Kozickiego. To bedroom pop najwyższych lotów. Płyta brzmi dosłownie tak, jakby powstała podczas nocnych improwizacji w zagraconej sypialni, więc pod każdym względem wszystko się tu zgadza.
Klara Lewis – Opening, Editions Mego
Zapowiedzi wydawnicze słusznie wspominają o „utajnionych melodiach i ukrytych bangerach”. Tym razem otrzymujemy zaledwie 13 szkicowych kompozycji, z których większość nie trwała choćby dłużej niż cztery minuty. To bezapelacyjnie album przełomowy w dyskografii artystki: pod kątem przystępności pokazuje, jak z trudnych technik mikrosamplingu i muzyki konkretnej wyczarować materiał pełen poezji, organicznego rytmu oraz autentycznej, piosenkowej wrażliwości.
Fabiano Do Nascimento, E Ruscha V – Aquáticos, Music From Memory
Brazylijski wirtuoz gitary i rezydujący w Los Angeles producent Eddie Ruscha łączą siły pod auspicjami holenderskiej oficyny. Wodne motywy na okładce zdają się być zresztą cichym przewodnikiem po najciekawszych tegorocznych wydawnictwach. Pod tym szyldem kryje się płynny miks akustycznej tradycji Ameryki Południowej z senną, organiczną elektroniką w stylu West Coast, rodzącą się wprost z czystego flow i improwizacji.
Maxime Denuc – Club Imperiale, Light-Years
Album nazwany na cześć dawno zamkniętego klubu nocnego, który kiedyś górował nad plażą na toskańskim wybrzeżu. Francuski artysta znany z hipnotyzujących struktur i pracy z syntezatorami tym razem zabiera nas w nostalgiczną podróż po architekturze wspomnień. Zamiast tanecznego bangeru dostajemy tu kinową przestrzeń, w której sekwencer buduje napięcie powoli, acz nieubłaganie – co ciekawe, brzmi to trochę jakby Kraftwerk zuroczył się emocjami używanymi w Italo disco. Ta płyta to najlpeszy dowód, iż o imprezowej „ekstazie” można opowiadać szeptem.














![„Katowice dla zdrowia psychicznego”. W programie m.in. spotkanie z Natalią de Barbaro-Modelską [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-10/konferencja_Katowice_dla_zdrowia_psychicznego.jpg)

