
Niedawno zachwyciła mnie Wojna Trzech Królestw- średniowieczna interpretacja przygód panteonu bohaterów DC Comics. Więc choć idzie wiosna, marcowy panel komiksowy rozpoczynamy od ponownego zanurzenia się w tamtym świecie... acz w zimowej odsłonie! Zapraszam do recenzji.
Informacje/Pierwsze Wrażenia:

Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima to kontynuacja epopei o bohaterach uniwersum DC i ich przygodach w średniowiecznym, fantastycznym świecie. Drugi tom jest podobnie wydany- twarda oprawa i piękna szata graficzna- także nic dziwnego, iż gdy tylko go zobaczyłem, trafił na pierwsze miejsce marcowej listy lektur. Po prostu nie mogłem się doczekać, by wrócić do tego świata (a to chyba mimowolnie wysoko podnosi poprzeczkę 😂). Sam jestem zaskoczony, jak dobrze wspominam pierwszą część.

Album podzielony jest na dwie części. Autorem pierwszej (tytułowej) jest Jay Kristoff, ceniony pisarz SF i fantasy. Jego wizję przygody w surowym klimacie zilustrował Tirso, wschodząca gwiazda rysunku. Scenariusz do drugiej części napisał pomysłodawca "średniowiecznego uniwersum", Tom Taylor. Pan, który jest aktualnie ściśle powiązany z powstającymi historiami DC (Tytani, Nightwing). Tym razem, wsparty ilustracjami Riccarda Federiciego, opowie nam najwcześniejsze losy Aquamana.
Zarys fabularny:

"Śnieżyca nie odpuszcza, krew czernieje, a barwy stanowią odległe wspomnienie. Legendarny zabójca Deathstroke grasuje na lodowych pustkowiach, mordując na zlecenie skłóconych Jarlów. ale gdy płatny morderca stanie się obrońcą, czy zdoła odczynić klątwę niszczącą jego kraj, czy prędzej dopadną go konsekwencje ponurej przeszłości?"
Wrażenia:

Jestem pod wrażeniem... iż tym razem to nie historia zaserwowana przez Toma Taylora wiedzie prym. Lubię jego styl prostych opowiastek superbohaterskich. Nie są tak patetyczne i nadęte, stosują stare dobre zwroty akcji, delikatnie trzymają w napięciu, ale z wyczuciem. Tak, by całość zachowała relaksacyjny charakter komiksu. Mroczni Rycerze ze Stali to jego dzieło- super, ale prowadzona przez niego historyjka Aquamana jakoś mnie nie porwała. Wina bohatera? Nie sądzę. Jest do przeczytania, ale brakło jej pazurka i wymięka przy Wszechzimie.

Ostatecznie po to sięgamy po tomisko- by zagłębić mroźne, szare pustkowia odległej krainy. Przemierzać ją będziemy z głównym bohaterem, którym jest Deathstroke. Uwaga! Nie taki klasyczny. We Wszechzimie prezentują go jako złoczyńcę... o złotym sercu (duże uproszczenie 😂). To w jego łapkach ląduje los mroźnej krainy. Czy udało się to zrobić w taki sposób, by nie było żałośnie, śmiesznie, a płatny zabójca zachował ikrę? Powiem najzupełniej szczerze- nie jest to Deathstroke, którego kojarzę np. z Wojny Cieni- ale podoba mi się znacznie bardziej. Świetnie oddaje swoje wikingowskie ja i zwyczajnie kupuje czytelnika. Serio- całym serduszkiem mu kibicujemy. Zwłaszcza kiedy łączy swoje siły z Aleciem, który w ten świat pełen brutalności, stali i śniegu wprowadza troszkę koloru...

Bo, uwaga!, nie wspomniałem jeszcze o najciekawszym motywie Wszechzimy. Otóż historię narysowano w czarno-biało-szarej kolorystyce. Nie jest to zwykły zbieg okoliczności, czy zachcianka artysty- efekt jest ściśle powiązany z fabułą! Przeklęte Królestwo nie tylko zasypały śniegi, ale i pozbawiono je barw. Tajemniczy Alec wydaje się być jedynym- dosłownie- kolorowym bohaterem historii. Mało tego- przedmioty, których dotknie, również odzyskują naturalny wygląd. Czyżby był nadzieją? Co z tego wyniknie? Zobaczcie- bo w serię Mrocznych Rycerzy ze Stali warto się zagłębić!
