Jak wspomina w wydanym właśnie przez gamebook.pl albumie Neala Hallforda „Heroes of Might and Magic. 30 lat legendarnej serii”, „pochłonął dawkę alkoholu, która powaliłaby słonia”. Rano, sponiewierany kacem („obudziłem się z potwornego koszmaru”), zapragnął dokonać ablucji. I wtedy właśnie doznał łaski objawienia: „A kiedy brałem prysznic, by ochłonąć, cała koncepcja zmaterializowała się przed moimi oczami na zasłonie prysznicowej. Musiałem ją tylko zapisać”.
Opuściwszy świat metafizycznych transgresji umysłu, korzeni powstania uniwersum „Might and Magic” powinniśmy szukać w generacyjnych doświadczeniach Jona von Caneghema, który jest modelowym wytworem swej epoki. Urodzony na początku lat 60., jest dzieckiem artystki, która wychowywała go przy Bulwarze Zachodzącego Słońca wraz z jego ojczymem, neurologiem, profesorem z przyszłej alma mater Jona. Dorastając w artystyczno-intelektualnej atmosferze zachodniego Hollywood, w naturalny sposób wsiąkł w tworzącą się właśnie kulturę geeków. Można tu szukać analogii choćby z powstaniem manufaktury Apple, stworzonego przecież przez dwóch długowłosych Steve’ów: Jobsa i Wozniaka, wywodzących się (zwłaszcza Jobs, amator LSD i podróży do Indii) z kultury hipisowskiej.
Był więc von Caneghem, co typowe dla ówczesnych przedstawicieli kontrkultury, wielbicielem tolkienowskiej trylogii „Władca Pierścieni”.







