Mój syn ze drugiego małżeństwa mojego byłego męża zachorował, a on poprosił mnie o wsparcie finansowe. Odpowiedziałam nie.
Mam 37 lat, rozwiodłam się już dziesięć lat temu. Mój były, Marek Nowak, zdradził mnie i nigdy nie wybaczyłam mu tego. w tej chwili mieszka z żoną Jadwiga Wiśniewska, którą poznał po rozwodzie, zaszła w ciążę, urodziła dziecko i wzięła go za mąż. Po tym zerwałam z nim wszelkie kontakty i nie mam pojęcia, co się w ich życiu dzieje.
Finanse mam w porządku pracuję w Warszawie na stanowisku menedżera i zarabiam dobrze. Dlatego tym bardziej zdziwiło mnie, gdy tydzień temu Marek pojawił się w moim biurze. Nie widzieliśmy się od lat. Zaskoczyło mnie, iż to on rozpoczął rozmowę, informując, iż u jego syna, Kacpra, zdiagnozowano raka i leczenie będzie kosztowne. On i Jadwiga nie mają wystarczających środków, więc zwrócili się do mnie.
Właśnie sprzedałam dom w Krakowie, po którym dostałam spadek po babci. Marek dowiedział się o tej transakcji i przybył, by odebrać pieniądze. Czas przybył jakże dopasowany. Gdyby potrzebował, mógłby liczyć na tę sumę ja jednak nie podjęłam jeszcze decyzji, na co ją przeznaczę. Myślałam o zakupie nowego samochodu, ale najpierw musiałabym nauczyć się jeździć. Nie spieszyło mnie rozstanie się z gotówką. Zastanawiałam się, czy pomógłbym mu, gdybym sama zachorowała wątpiłam.
Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo jesteśmy zdesperowani! krzyczał. Nie myślał nigdy o moich uczuciach, ani o uczuciach Jadwigi. Kiedyś bez wahania wymienił mnie na nią. Przy rozwodzie podzieliliśmy wszystko po połowie; Marek twierdził, iż środki mają służyć nowej rodzinie. Chciał, żebym zwróciła mu mieszkanie, które kupiłam przed ślubem, ale udało mi się to zatrzymać. Teraz domaga się pieniędzy, mówiąc o swoich emocjach.
Obiecał, iż jeżeli nie uwierzę, pokaże wszystkie dokumenty. Nie potrzebuję ich. Nie zamierzam choćby o tym myśleć, choć przysięgał, iż zwróci wszystko. Syn przez cały czas wymaga rehabilitacji, co kosztuje fortunę. Szczerze mówiąc, nie wierzę, iż odzyskam całość.
Zapytałam go: Dlaczego nie pożyczysz od banku? powiedziałam wprost. Marek podniósł głos, proponował, żebym uklękła przed nim, ale odrzuciłam. Nie widzę po co go poniżać. Nie chcę go znać ani widzieć. Zdradził mnie wtedy, kiedy miałem go najbardziej potrzebnego, więc niech odchodzi. Mówił, iż powróci, kiedy się uspokoję i przemyślę wszystko, ale nie ma już nic do rozważenia.
Można by rzec, iż nie mam sumienia, ale po prostu chcę zarządzać własnymi pieniędzmi. Nie zamierzam ich dzielić z innymi. Po tej konfrontacji czuję się lekko przygnębiona, ale odmówię pomocy niech to będzie dla nich nauczka i zapłata za grzechy.
Prawdziwe bogactwo nie tkwi w złotych, ale w spokoju sumienia.











