Symfonia pamięci

kulturaupodstaw.pl 59 minut temu
Zdjęcie: fot. Grzesiek Mart Foto


Sebastian Gabryel: Kiedy pojawiło się przekonanie, iż o Działyńskich i Zamoyskich powinien pan opowiedzieć właśnie dzięki symfonii? I co było tym pierwszym konkretnym impulsem: postać, dokument, obraz miejsca czy pomysł muzyczny?

Dariusz Tabisz: Moja muzyczna przygoda z rodami Zamoyskich i Działyńskich trwa od 2023 roku. Poznając coraz dogłębniej postacie Jadwigi i Władysława Zamoyskich, Tytusa i Jana Działyńskich, odkrywając stopniowo twórczość hrabianki Marii Zamoyskiej, poczułem, iż ta rodzinna saga staje mi się coraz bliższa.

Ich historia – pomimo tego, a adekwatnie może dzięki temu, iż Polski w ich czasach nie było na mapie Europy – jest przepełniona głęboką i mądrą miłością do ojczyzny, szacunkiem dla pracy, dla ziemi, dla sztuki, dla przyrody…

Fascynacja była tym większa, iż – pracując w Kórniku – miałem okazję obserwować, jak wiele z tych wartości jest wciąż żywych: w architekturze, w instytucjach, w ludziach. Wydaje się, iż ten kórnicki, bardzo specjalny etos i atmosfera były inspiracją i początkiem poszukiwań własnych pomysłów muzycznych.

W każdym utworze staram się wniknąć w motywacje i decyzje tych osób, uchwycić atmosferę tamtych czasów i przekazać to wszystko współczesnym językiem muzyki. Bohaterowie rodów Zamoyskich i Działyńskich żyli w tworzonych przeze mnie motywach muzycznych własnym życiem – wystarczyło tylko słuchać. Muzyka, która się objawiała, chciała być dostrzeżona, chciała się wydostać na zewnątrz dzięki różnych form przekazu. Z czasem, gdy motywy stawały się coraz bardziej wyraziste, pomyślałem o tym, iż powinno powstać dzieło, które będzie sumą tej muzycznej kontemplacji – właśnie symfonią.

SG: Co forma symfonii pozwala panu powiedzieć o historii tych rodzin, czego być może nie dałby koncert pieśni, słuchowisko albo spektakl?

DT: Symfonia jest dla mnie niemal świętą formą, a wynika to z mojej muzycznej bazy, wykształcenia i doświadczeń. Składa się ze ściśle określonych części, a każda z nich ma swoje głębokie znaczenie. Jako dyrygent – układając programy koncertowe złożone z wielu różnych utworów – zawsze wzoruję się na tym wewnętrznym porządku.

Mam głębokie przekonanie, iż budowa pierwszej części symfonii – allegra sonatowego, którego konstrukcję wykorzystywali przez wieki kompozytorzy – wyraża prawdę o przemianie ludzkiego ducha w ciągu życia: od młodości, gdy pewne charakterystyczne cechy osobowości objawiają się w pełni, aż po wiek dojrzały, gdy następuje pogodzenie się z własną naturą.

Oczywiście może to być tylko moja własna interpretacja tej formy, jednak pozostaję jej wierny od lat.

SG: A co decyduje dla pana o tym, iż dokument lub zdanie znalezione w archiwum ma potencjał muzyczny? Zastanawiam się też, jak radzi sobie pan z tekstem istotnym historycznie, który nie poddaje się dobrze kompozycji.

DT: Inspiracja może płynąć z wielu źródeł: z obrazu, ze słów, również z czynów. Zwykle tym, co inspiruje nas najbardziej, jest piękno, które objawia się nam poprzez obraz podążający za uchwyconą w tekście myślą, za faktem historycznym, nad którym się pochylamy, czy poprzez piękno wartości, o którą ktoś walczył i której się poświęcał.

Dariusz Tabisz, fot. Mateusz Szopa

W przypadku rodów Zamoyskich i Działyńskich moja największa inspiracja płynie właśnie z czynów, które przyoblekły się w dzieła architektoniczne, literackie i duchowe, takie jak Zamek w Kórniku, Arboretum Kórnickie, pisma Jadwigi czy muzyka Marii. Do czynów zaliczam też wykupienie przez hrabiego Władysława za własne pieniądze Tatr i Zakopanego i przekazanie ich Polakom. Dziś Tatry to nie tylko cel wycieczek turystycznych, ale przede wszystkim swoista ikona piękna przyrody, diament w koronie polskich parków narodowych.

Jeśli zaś chodzi o „niewygodny tekst”, mogę powiedzieć, iż to wyłącznie kwestia podejścia do rytmu. Uwielbiam skomplikowaną warstwę rytmiczną, fascynuje mnie nietypowe metrum, można więc powiedzieć, iż poszukuję tej niewygody.

SG: Historie Działyńskich i Zamoyskich łatwo przedstawić jako opowieść o służbie, patriotyzmie i działalności społecznej. Gdzie w tej narracji znalazł pan pęknięcia lub sprzeczności? Jak broni się pan przed stworzeniem dzieła wyłącznie pomnikowego?

DT: Właśnie te pęknięcia są szalenie interesujące i muzycznie inspirujące. Pamiętajmy, iż słowo „pęknięcie” zwykle tłumaczy się jako pewną niedoskonałość. Ale przecież to my sami tworzymy mit bohaterów doskonałych, postaci nieskazitelnych. Czy ci, których tym zaszczytem obdarzamy, rzeczywiście by tego chcieli – nie wiadomo. Oni byli sobą, ludźmi z krwi i kości, przezwyciężali własne namiętności, walczyli ze słabościami. To, do czego doszli własną pracą, własnym wysiłkiem, sprawiło, iż uczyniliśmy z nich postacie pomnikowe.

Dariusz Tabisz, fot. Mateusz Szopa

Oczywiście istnieją historyczne smaczki, jak na przykład ten opowiadany przez hrabiego Władysława swojemu stangretowi, którym nota bene był dziadek jednej z naszych śpiewaczek Chóru Zamku Kórnickiego Castellum Cantans, który mam zaszczyt prowadzić. Hrabia ponoć wyznał, iż część Zakopanego wygrał w karty!…

Gdyby spojrzeć na tę niewinną grę w karty i jej efekty z perspektywy naszych czasów, pełnych giełdowych spekulacji i upadających giełd kryptowalut, myślę, iż uszanowalibyśmy pomysłowość hrabiego i na tym polu.

SG: Przywracał pan wcześniej twórczość Marii Zamoyskiej, między innymi na płycie „Ze śpiewnika Szkoły Domowej Pracy Kobiet”, a pański „Agnus” powstał w dialogu z jej muzyką. Jak jej kompozycje funkcjonują w nowej symfonii?

DT: Maria Zamoyska była świetnie wykształconą kompozytorką, pisała ścisły kontrapunkt w szkole paryskiej, pojęła arkana śpiewu solowego. Tworzyła w dziewiętnastowiecznym stylu, będącym niejako kontynuacją romantycznej stylistyki Stanisława Moniuszki.

Jej „Agnus” jest zdecydowanie najlepszym utworem, a to dlatego, iż napisany jest kontrapunktycznie, w klasycznej harmonii, i posiada ponadczasowy tekst łaciński zaczerpnięty z liturgii.

Zainspirowało mnie to ogromnie. A jako iż jednym z założeń, według których piszę symfonię, jest właśnie wykorzystanie najważniejszych tematów i motywów przewodnich zaczerpniętych z całej mojej dotychczasowej pracy kompozytorskiej poświęconej rodom Działyńskich i Zamoyskich oraz wplecenie ich w muzyczną narrację – usłyszą państwo także reminiscencje „Agnus”.

SG: Muzykę poświęconą Władysławowi Zamoyskiemu napisał pan już do słuchowiska „Hrabia”. Co po tamtym projekcie pozostało jeszcze do opowiedzenia? I co zmieniło się w pana spojrzeniu na Zamoyskiego od czasu pracy nad „Hrabią”?

DT: To właśnie słuchowisko „Hrabia” i pisana do niego muzyka wywołały olbrzymi niedosyt kompozytorski i chęć rozwinięcia tematów, które się tam objawiły. Słuchowisko rządzi się swoimi prawami. To teatr. Radiowy teatr, w którym na pierwszym planie są aktorzy i scenariusz.

Miałem szczęście, ponieważ obsada aktorska słuchowiska „Hrabia” w reżyserii Sławka Bajewa była znakomita. Można powiedzieć, iż esencję postaci Władysława odkrywałem w muzyce także poprzez aktorów, ich kunszt gry, słowa, budowanie atmosfery. Symfonia jest kontynuacją tych muzycznych zalążków, które tam się zrodziły.

SG: Studiował pan kontrapunkt i fugę, a pracę magisterską poświęcił aleatoryzmowi. Czy – a jeżeli tak, to gdzie – te dwa pozornie odmienne sposoby myślenia spotykają się w pana własnej muzyce?

DT: Wiem, iż zabrzmi to przewrotnie, ale nie widzę żadnej sprzeczności pomiędzy aleatoryzmem a ścisłą polifonią. Muzyka – ta prawdziwa, najczystsza – powstaje w przestrzeni, która ma bardzo wiele wspólnego z dobrze pojętą improwizacją.

Dariusz Tabisz, fot. Mateusz Szopa

Jan Sebastian Bach, którego techniki polifoniczne studiowałem w Królewskim Konserwatorium w Brukseli w klasie Madame Kristin de Smedt, był znakomitym improwizatorem, tyle iż czynił to dzięki technik polifonicznych. Oczywiście nie tylko, ale ta umiejętność sprawiała, iż był jedną z najbardziej wpływowych muzycznych postaci.

Muzyka ma swoje prawa harmoniczne, prawa budowania napięć, prawa rytmiki i – chyba najwyżej plasujące się – prawa tworzenia pięknych melodii. Poznając te prawa, my – kompozytorzy – dokonujemy różnych eksperymentów zgodnych z własnym gustem, preferencjami stylistycznymi czy brzmieniowymi.

Jeśli wierzyć w to, iż muzyka odzwierciedla brzmienie naszej duszy – to tworząc, odkrywamy to brzmienie, stąpamy po nieznanych ścieżkach, na których alea – przypadek – odgrywa ważniejszą rolę niż ścisła analiza intelektualna. Mówią o tym zarówno twórcy klasyczni, jak i najwięksi muzycy jazzowi.

SG: Czy doświadczenie dyrygenta wpływa na sposób, w jaki pisze pan dla orkiestry? Zdarza się panu rezygnować z pomysłu, ponieważ z perspektywy dyrygenta dostrzega pan jego praktyczne ograniczenia?

DT: Oczywiście. Jestem przykładem kompozytora, dla którego pierwszym wyznacznikiem pracy jest ruch. Wiele lat doświadczeń dyrygenckich – zarówno swoich, jak i moich Mistrzów – sprawiło, iż nie potrafię myśleć inaczej. Muzyka będzie dla mnie zawsze osadzona w konkretnej przestrzeni, będzie miała swój charakterystyczny rodzaj ruchu, specyfikę „dziania się”.

No i zawsze będzie kontynuacją muzyki, która powstawała wcześniej. Czasem jako synteza, czasem jako antyteza, ale nie wierzę, iż można oderwać się od continuum historii, w którym zanurzone jest „tu i teraz”.

SG: Po czym rozpozna pan, iż symfonia jest rzeczywiście skończona?

DT: Po tym, iż wyznaczone ramy wypełnią się muzyką. Symfonia to forma zamknięta. Nie można jej rozwijać w nieskończoność. Po ostatniej kulminacji musi zabrzmieć cisza.

Dariusz Tabisz – dyrygent i kompozytor, absolwent Królewskiego Konserwatorium w Brukseli oraz Akademii Muzycznej w Poznaniu. Stypendysta Rządu Flamandzkiego, laureat wielu nagród. Prowadził orkiestry w Polsce i za granicą. Ma w dorobku światowe premiery, nagrania radiowe, telewizyjne i płytowe. Autor muzyki do słuchowisk, spektakli teatralnych oraz filmów video art. W ramach przyznanego stypendium skomponuje wieloczęściową symfonię wokalno-instrumentalną poświęconą rodzinom Działyńskich i Zamoyskich.

Idź do oryginalnego materiału