REKLAMA
Zobacz wideo
Bomba vs. jej stare wywiady
Sylwia Bomba zabiera głos po burzy w sieci. Chodzi o paliwoInfluencerka odniosła się do zamieszania, jakie wywołała publikacja zdjęcia z tankowania. W sieci zaroiło się od krytycznych komentarzy - część internautów zarzucała jej, iż sama wybrała drogi w utrzymaniu samochód. Jak wiemy, Bomba należy do majętnych osób, ale postanowiła przy okazji zamieszania zaznaczyć istotną kwestię. Sama zainteresowana podkreśliła, iż nie o to chodziło w jej wypowiedzi, a o rosnące ceny paliwa, które odczuwają wszyscy kierowcy.- Kochani, chciałam skomentować moje wczorajsze zdjęcie dystrybutora, bo wytworzyła się wokół tego jakaś afera. Nie ma znaczenia, czy tankujecie do G-klasy, do Toyoty, czy do Fiata 125p, czy do Bentleya. Chodzi o to, iż dokładnie za ten sam bak benzyny płacicie dużo więcej, niż płaciliście jeszcze dwa tygodnie temu - zaznaczyła Bomba.Sylwia Bomba omawia ceny paliwa. Wtem musiała wspomnieć o TrumpieWzrost cen paliw to efekt napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie, która przełożyła się na ograniczenia w handlu ropą. Baryłka surowca w USA i Europie podrożała do około 100 dolarów (ok. 370 zł), co bezpośrednio odczuwają kierowcy przy dystrybutorach. Do tej kwestii odniosła się także Sylwia Bomba, sugerując, iż za obecną sytuacją stoi konkretny polityk.- A mając na myśli tych "tam na górze", miałam na myśli jednego pana. Myślę, iż mądrzy zrozumieli, a głupim to i tak się nie przetłumaczy - podkreśliła Bomba. Wskazała następnie na prezydenta USA. - A podziękowania były do jednego pana z pomarańczową twarzą - wspomniała, co jasno wskazuje na Donald Trumpa.













