Dziś mija 3007 dni od publikacji wywiadu z Marcinem Świetlickim, który ukazał się w „Rzeczpospolitej” 24 października 2017 roku.
W rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem krakowski poeta, lider zespołów „Świetliki”, „Zgniłość” i „Morświn”, na pytanie, czy artysta powinien opowiadać się po jednej ze stron politycznego sporu, wypowiada doniosłe słowa:
Z poprzedniej władzy też kpiłem. Nie przyjąłem odznaczenia od prezydenta Komorowskiego. Z Michnika pokpiwałem. Lewactwa nie lubię. Nie interesują mnie ekstrema. Interesuje mnie przyzwoitość. Nie jestem za żadną partią i rządami. Jestem za przyzwoitością, która nie chodzi w parze z polityką. Artyści boją się dzisiaj mówić donośnym głosem. Może w kabarecie byłaby jakaś szansa…
Obowiązek twórcy przedstawia następująco:
Artysta, który wyszywa makatki, nie musi się angażować politycznie. Artysta grający pięknie na gitarze również. Ale artysta, który operuje słowem, powinien. jeżeli słowa poety, pisarza i pieśniarza mają coś znaczyć, a nie być tylko zwrotkami i refrenikami, powinien podnosić głos. I ja podnoszę donośnie głos. Żyjemy w tym kraju, piszemy o tym, co się dzieje na ulicy i pomijanie tego, co powoduje, iż ta ulica wygląda tak a nie inaczej, jest dziwne.
3007 dni temu Świetlicki postawił przyzwoitość ponad partyjnymi szyldami i zaapelował o odwagę słowa stając się tym samym piewcą romantycznych idei. Miał wtedy 56 lat. Dziś ma 64 i przez cały czas zajmuje się rozpylaniem jednego z najrzadszych zapachów: sensu.
→ (mb)
17.01.2026
• foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska
• Świetlicki w „GT”: > tutaj
• Świetlicki: > bio
