Świat okiem Marcusa: Telenowela „Rozłam” wkracza w nowy sezon

wschodni24.pl 1 godzina temu

Telenowela pod roboczym tytułem „Rozłam” właśnie wkracza w nowy sezon. Scenarzyści nie oszczędzają widzów. Są dramatyczne zwroty akcji, polityczne randki, miłosne zapędy, kuszenie błyskotkami, czyli stanowiskami, oraz obowiązkowe przypominanie starych odcinków. Kto komu pomógł, kto kogo wypromował, kto komu zawdzięcza miejsce na liście, urząd, funkcję albo polityczne życie.

W poprzednim sezonie bohaterowie zapewniali, iż wszystko jest pod kontrolą, rodzina trzyma się razem, a wszelkie nieporozumienia są jedynie wymysłem mediów. Teraz okazuje się, iż część rodziny chce mieć własny salon, osobny stół i własny pilot do telewizora.

W tej rodzinnej odsłonie telenoweli dochodzi do ostrego konfliktu: ojciec wyrzuca z domu syna i jego rodzinę, zamykając za nimi drzwi bez większych sentymentów. Jednocześnie, gdy tylko pojawiają się sąsiedzi, zaczyna opowiadać, iż to syn go opuścił, odwrócił się od niego i nie chce go wspierać, budując przy tym obraz skrzywdzonego, samotnego rodzica.

To trochę tak, jakby bohater telenoweli spakował walizki, wynajął mieszkanie po drugiej stronie ulicy, zabrał ze sobą część rodziny, ale przez cały czas przekonywał, iż przecież nigdzie się nie wyprowadza.

W tle trwa natomiast walka o to, kto jest prawdziwym rozłamowcem. Każda ze stron wskazuje na drugą. Jedni mówią o partyjnych intrygach, drudzy o nielojalności, trzeci zapewniają, iż chodzi wyłącznie o porządkowanie spraw formalnych.

A przecież w każdej dobrej telenoweli formalności są najmniej ważne.

Liczą się emocje.

Są więc polityczne randki, prowadzone mniej lub bardziej dyskretnie. Spotkania, rozmowy, telefony, deklaracje wierności i zapewnienia, iż „na razie nic się nie dzieje”. Są też miłosne zapędy, bo każdy chce być kochany przez wyborców, media i własne partyjne środowisko.

Nie brakuje również kuszenia błyskotkami. W polityce nie są to jednak pierścionki, naszyjniki ani luksusowe prezenty. Tutaj błyskotkami są miejsca na listach, stanowiska, funkcje w komisjach, wpływy, rozpoznawalność i obietnica przyszłej kariery.

Ktoś może zostać przewodniczącym. Ktoś wiceprzewodniczącym. Ktoś liderem regionu. Ktoś może dostać lepsze miejsce na liście. Ktoś inny usłyszy, iż ma przed sobą wielką przyszłość, pod warunkiem iż wybierze adekwatną stronę.

Ważnym elementem scenariusza jest także przypominanie starych odcinków.

Kto komu zawdzięcza mandat?

Kto kogo wprowadził do polityki?

Kto komu dał stanowisko?

Kto komu pomógł, kiedy nikt inny nie chciał pomóc?

Kto stał obok lidera wtedy, gdy było trudno, a kto pojawił się dopiero wtedy, gdy przy stole zaczęto rozdawać stanowiska?

Takie wspomnienia w polityce nigdy nie są bezinteresowne. To nie sentymentalny wieczór przy rodzinnym albumie. To rachunki wyciągane z szuflady we właściwym momencie.

„Pamiętaj, gdzie byłeś, zanim ci pomogliśmy”.

„Pamiętaj, komu zawdzięczasz swoją pozycję”.

„Pamiętaj, kto zrobił z ciebie polityka”.

Problem w tym, iż druga strona zwykle ma własny album i własną wersję wydarzeń.

W tej rodzinnej telenoweli ojciec wyrzuca z domu syna i jego rodzinę, a potem w rozmowach z sąsiadami przedstawia się jako ten porzucony i niedoceniony, powtarzając, iż syn odszedł i przestał go wspierać. Syn z kolei twierdzi, iż to on został wypchnięty za drzwi i pozbawiony miejsca przy rodzinnym stole.

Jarosław Kaczyński z kolei przez cały czas pozostaje głównym producentem całej serii. To on przez lata decydował, kto gra pierwszoplanową rolę, kto zostaje przesunięty na drugi plan, a kto nagle znika ze scenariusza.

Tym razem część aktorów postanowiła jednak założyć własną produkcję.

Na razie nie wiemy, czy będzie to spin-off głównego serialu, konkurencyjna telenowela, czy jedynie odcinek specjalny przygotowany po to, by wymusić lepsze warunki przed kolejnym sezonem wyborczym.

Wiemy jedno.

Telenowela „Rozłam” dopiero się rozkręca.

Przed nami prawdopodobnie kolejne dramatyczne rozmowy, nagłe powroty, zaskakujące sojusze, zdrady, pojednania i deklaracje, iż nigdy nie było żadnego konfliktu.

A pod koniec każdego odcinka tradycyjnie padnie zdanie:

„Najważniejsza jest jedność prawicy”.

Po czym wszyscy wrócą do walki o to, kto ma tą jednością kierować.

Marcus Pryszberg

Idź do oryginalnego materiału